Sprzedał najwięcej rapowych płyt w Polsce. Od 20 lat niczego nie nagrał
Piotr Marzec jest chodzącą sprzecznością. Prekursor wyrosłego z kieleckich "ulic nędzy" polskiego rapu, który nigdy nie odcinał się od komercyjnego wymiaru tej muzyki. Autor kawałków jak "Je**ć mi się chcę!" (2001) i niedoszły producent filmów dla dorosłych, który jako poseł konserwatywnej Konfederacji doprowadził (to nie jedyny jego sukces w sejmie) do legalizacji medycznej marihuany, za którym ręka w rękę głosowała prawica i lewica. Muzyk, który sprzedał najwięcej rapowych płyt w Polsce, a od 20 lat nie nagrał nowego krążka. W tym roku ma się to zmienić. Joke, którym miał nim być w sejmie, a zrobił w ciągu jednej kadencji więcej niż wielu posłów przez kilka kadencji. Prowokator i skandalista, ale podkreślający wciąż jak ważne są dla niego dzieci i rodzina.
Film Małgorzaty Kowalczyk "Don’t f**k with Liroy" klei sprzeczności Liroya w spójny portret. Jest to portret człowieka, który wyrwał się z pełnego przemocy domu i wszedł na sam szczyt świata. W dodatku świata, który nie tyle wybrał, ile sam od podstaw zbudował. Czy gdyby nie było 30 lat temu "Alboomu", to nie byłoby polskiego rapu? Byłby. Powstała pół wieku temu w Nowym Jorku czarna muzyka buntu rozlała się na cały świat, łącząc ze sobą los mieszkańców blokowisk w nowojorskim Bronksie, na warszawskiej Pradze i w neapolitańskiej Scampii. Doszłaby ta muza do nas nawet z pominięciem Kielc. Niemniej jednak sukces pierwszej płyty Liroya był spektakularny i nagły. Rap został wprowadzony na "salony" z ogromnym przytupem. Myślę, że ani radykalna Molesta Ewenement, ani ironiczny Kaliber 44 w takim tempie by nie umieściły we wszystkich głośnikach samochodów i na kaseciakach. "Scoobiedoo ya" leciało wówczas z mojego "jamnika" i grało mi na uszach na walkmanie całymi dniami. Zabawne co zresztą Liroy dziś mówi w filmie o tym ikonicznym kawałku.

Popularność, o jakiej dzisiejsze gwiazdy mogą tylko pomarzyć
Po wydaniu debiutanckiej płyty Marca nic już nie było w polskim rapie takie samo, co film Kowalczyk zresztą pokazuje. Ujęcia pierwszych koncertów z nabitymi totalnie salami i ścianami płynącymi (dosłownie) ludzkim potem, tłumy ludzi pod Pałacem Kultury, gdzie Liroy odebrał złoty krążek z rąk szefów wytwórni, popularność, o jakiej dzisiejsze gwiazdy mogą tylko pomarzyć - Liroy był symbolem zmian, które następowały wśród młodych ludzi, buntujących się przeciwko mrokom rodzącego się polskiego kapitalizmu. Szybko też Liroy stał się chłopcem do bicia żądnych krwi młodych raperów, którzy zarzucili mu symbiozę ze znienawidzonym systemem. Szczególnie, gdy Marzec odebrał Fryderyka.
"Liroy się sprzedał"- słyszałem często od kolegów już przy jego drugiej płycie "Bafangoo. Cz 1" (1996). Nagły Atak Spawacza "Antyliroya" nagrał od razu po sukcesie pierwszej płyty. To chyba wciąż najsłynniejszy diss w polskim rapie, choć późniejsze o dekady spięcie Tedego z Peją go dogoniło. Cóż, wówczas nieznany poznański raper Peja wypłynął na hejtowaniu Liroya, natomiast dziś nagrywają razem kawałki.
Liroy nie ukrywał nigdy, że chce zarabiać na swojej muzyce i historia polskiego rapu to jemu przyznała rację. Peja z ulicznego Slums Attack wystąpił w reality show TVN, a większość dzisiejszych raperów, którzy swoją drogą mogliby być synami i córkami Liroya, już na starcie ostentacyjnie popisuje się hajsem i błyskotkami. Legendarny Ice T mówiący na konferencji prasowej w Polsce, że Liroy to OG (Prawdziwy Gangster) miał rację. Liroy nie wstydził się sukcesu, zanim to było modne w polskim rapie.
"Don’t f**k with Liroy": wyrachowania w tej opowieści nie dostrzegam
Nie oczekujcie jednak od filmu Kowalczyk diagnozy społecznej okresu transformacji i wiwisekcji początków polskiego rapu. Odsyłam tutaj do bardzo dobrego dokumentu "Skandal. Ewenement Molesty" Bartosza Paducha (2020) i niezłego zeszłorocznego serialu Netfliksa "Cały ten rap". Nie ma też u Kowalczyk "gadających głów" i ekspertów, dających kontekst sukcesu Marca. Jest jeden gadający (i rapujący!) człowiek, który opowiada o swoim życiu, upadkach i sukcesach. Szczerze opowiada? Robiłem niedawno dłuższy wywiad z Liroyem i ja wyrachowania w tej opowieści nie dostrzegam.
"Don’t f**k with Liroy" jest po prostu półtoragodzinnym wywiadem z ciekawymi archiwalnymi ujęciami z mediów (rozbawi was trio Liroy, IceT i Maciej Orłoś w TVP) oraz życia rodzinnego (rozmowa z mamą w kuchni) Liroya. W finale wszystko okraszone jest nowymi rymami Liroya, które przypominają, że stara szkoła rapu nie umarła.
7/10
"Don’t f**k with Liroy", reż. Małgorzata Kowalczyk, Polska 2025, dystrybutor: Best Film, premiera kinowa: 14 marca 2025 roku.










