"Bądź wola moja": kobiecy manifest bez patosu
Julia Kowalski, urodzona i wychowana we Francji reżyserka polskiego pochodzenia, w swoim najnowszym filmie "Bądź wola moja" osiąga artystyczną dojrzałość, jaką zwiastowały jej wcześniejsze produkcje - pełnometrażowy debiut "Znam kogoś, kto cię szuka" z Andrzejem Chyrą w jednej z głównych ról oraz krótkometrażowy "Zobaczyłam twarz diabła" z Marią Wróbel. Oba filmy - operujące napięciem, przemocą i religijną ambiwalencją - zbudowały fundament pod zmysłową "Bądź wola moja".
Centralną bohaterką filmu jest Nawojka (po raz kolejny u Kowalski pojawia się Maria Wróbel), młoda dziewczyna żyjąca na francuskiej prowincji w rodzinie przesiedlonych Polaków. Po śmierci matki Nawojka przejmuje domowe obowiązki, a jednocześnie coraz bardziej izoluje się od świata. Jej relacja z powracającą do wsi Sandrą (Roxane Mesquida) - określaną przez miejscowych czarownicą - prowadzi do erupcji tłumionego wstydu. To nie jest historia zbawienia - to opowieść o tym, jak dogmat może zniszczyć duszę, a pragnienie - ożywić.
Estetycznie "Bądź wola moja" operuje językiem transgresji. Kamera Simona Beaufilsa (operatora "Anatomii upadku") pokazuje wieś jako miejsce udręki - pełne błota, smutku i zacofania. Montaż Isabelle Manquillet przywołuje rytm filmów Nicolasa Roega, a Kowalski nie waha się wplatać odniesień do Wojciecha Smarzowskiego, Bruno Dumonta, a nawet Briana De Palmy. Nielinearna struktura tworzy narrację z pogranicza horroru, dramatu i groteski.
Julia Kowalski to nowy głos w kinie
Kowalski tworzy świat zawieszony w nieokreślonym czasie, w którym religijna opresja ściera się z queerowym pragnieniem. W tej walce Nawojka jest przerażoną ofiarą, ale z czasem zdobywa się na radykalnie zmieniające jej położenie czyny. Kamera uparcie rejestruje jej przemiany - fizyczne i emocjonalne. Maria Wróbel gra z intensywnością przypominającą bohaterki kina Andrzeja Żuławskiego.
Dla całej historii kluczowa staje się jednak postać Sandry. Ona przerywa wiejską stagnację, rozsadza ją swoją obecnością. W sekwencji wesela brata Nawojki, jednej z najlepszych scen filmu, jej wejście zagęszcza atmosferę, a kamera niepostrzeżenie wprowadza nas w noc - co kieruje film w stronę halucynacyjnego horroru. W tych sekwencjach Kowalski osiąga formalną maestrię zamienia całość w niekończący się sen.
Kamera pokazuje Nawojkę nagą, pokrytą popiołem i ziemią, konfrontując mieszkańców wsi z jej "inną" cielesnością - tą, której nie da się oswoić, która nie pasuje do żadnego wzorca. Co więcej, Kowalski, nie boi się kiczu, przekształca go w przestrzeń ironicznej refleksji. Ścieżka dźwiękowa z Brathankami czy Akcentem, pozornie obciachowa, zostaje ujarzmiona jako kod kulturowy - łącznik między sacrum a profanum.
"Bądź wola moja" nie wydaje wyroków, ale rozsadza społeczne konwencje, bo wśród wiejskiego życia toczy się dramat kobiecej suwerenności. Jej droga staje się rytuałem przejścia - modlitwą czy nawet krzykiem świadomej kobiety. Julia Kowalski to nowy głos w kinie. Nie sposób go zignorować.
7/10
"Bądź wola moja" , reż. Julia Kowalski. Francja, Polska 2025, premiera: Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes 2025.




!["Miłość, która zostaje" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MJ7PR9UMKWWUK-C401.webp)






