Murray zyskał popularność dzięki programowi rozrywkowemu "Saturday Night Live". Dołączył do niego w drugim sezonie, w którym zastąpił Chevy’ego Chase’a. W latach 80. stał się jedną z ikon amerykańskiej komedii dzięki występom w filmach "Golfiarze", "Szarże", "Wigilijny show" oraz dwóch częściach "Pogromców duchów". W latach 90. zaczął pojawiać się w produkcjach cenionych przez krytyków, między innymi w "Dniu świstaka". Przy okazji "Rushmore" rozpoczął współpracę z Wesem Andersonem.
W 2003 roku Murray zagrał główną rolę w "Między słowami" Sofii Coppoli, za którą otrzymał Złoty Glob i nominację do Oscara. Później mogliśmy go zobaczyć między innymi w kolejnych filmach Andersona, dwóch częściach "Zombieland" oraz sequelach "Pogromców duchów".
Bill Murray jest bohaterem wielu anegdot
Murray słynie z ekscentrycznego zachowania. Przez lata stał się bohaterem wielu anegdot i miejskich legend. Powstał nawet dedykowany im dokument pod tytułem "Opowieści o Billu Murrayu: Człowiek-legenda uczy życia" Tommy’ego Avallone’a. Najsłynniejsza z nich dotyczy turysty, który zakupił frytki w jednym z fast foodów na nowojorskim Times Square. Nagle zauważył, że nieznajoma osoba podbiera mu przekąskę. Gdy złapał złodzieja za rękę i spojrzał na niego, zaraz rozpoznał w nim Murraya. "Nikt ci nigdy nie uwierzy" – miał powiedzieć rozbawiony aktor, po czym odszedł ze skradzioną frytką.
"Nie dawało mi to spokoju. Po co ktoś miałby zrobić coś takiego?" - zastanawiał się Avallone. "Zacząłem kopać i okazało się, że są inne nieprawdopodobne historie, w których [Murray] wpadał na czyjąś domówkę albo zmywał naczynia, albo dołączał do gry w piłkę" - kontynuował reżyser "Opowieści o Billu Murrayu: Człowiek-legenda uczy życia". Jimmy Kimmel spytał o te zachowania samego zainteresowanego. "Myślę, że wszyscy to robimy — w sensie robimy to, co chcemy. Wydaje mi się jednak, że niewiele osób czerpie z tego radość" - odpowiedział gwiazdor "Pogromców duchów".
Bill Murray pomagał barmanowi i zaskoczył parę młodą
Swoją historię z nim mają uczestnicy wieczoru kawalerskiego w Charleston w Południowej Karolinie. Podczas zabawy zauważyli, że Murray przebywa w tym samym klubie. Zaproponowali mu drinki, ale odmówił. Później jeden z nich podszedł do aktora i poprosił o powiedzenie dwóch słów. Także spotkał się z odmową. Jednak po kilku minutach Murray pojawił się przed grupą i przekazał jej kilka słów mądrości.
"Jeśli znasz kogoś, kogo uważasz za tę jedyną, zabierz tę osobę w podróż dookoła świata. Kup bilety, okrążcie świat, lećcie do miejsc, do których trudno się dostać i z których trudno się wydostać. A gdy już wylądujecie na lotnisku JFK, a ty wciąż będziesz ją kochał… to weźcie ślub" – miał powiedzieć gwiazdor "Między słowami".
Jeszcze innym razem fan drużyny baseballowej Chicago Cubs stał przed stadionem i próbował odkupić od kogoś bilet. Nagle usłyszał: "Masz, bierz ten bilet" - i ktoś wcisnął mu do rąk upragniony kawałek tektury. To był Bill Murray. Po wejściu na stadion fan odkrył, że ma miejsce w przednim rzędzie. Obok niego siedział Murray.

Podczas festiwalu SWSX w Austin w Teksasie Murray pojawił się w lokalnym barze. Zaprosił barmana Trevora Rathbone’a na koncert rapera GZA. Ten musiał jednak odmówić, ponieważ pojawiali się kolejni klienci – szykował się długi i ciężki wieczór. Ku jego zaskoczeniu Murray wrócił po kilku godzinach w towarzystwie raperów RZA i GZA. Nagle dołączył do barmanów i zaczął obsługiwać klientów. Ignorował jednak ich zamówienia. Każdemu serwował tequilę.
Murray zaskoczył także parę nowożeńców. Ashley Donald i Erik Rogers byli w trakcie sesji zdjęciowej, gdy nagle zauważyli aktora za plecami ich fotografki. Ten podciągnął koszulę i zaczął masować się po brzuchu, żeby ich rozśmieszyć. Później zgodził się pozować wraz z młodą parą do kilku zdjęć.
W końcu Murray wziął udział w rekrutacji do pracy w azjatyckiej restauracji P.F. Chang w Atlancie. "To najwspanialsze miejsce na świecie. Wydaje mi się, że praca tam to wspaniały czas" – tłumaczył później.

Bill Murray jest ulubieńcem publiczności. Współpracownicy go nie znoszą
Tych anegdot jest masa, a wszystkie one współgrają z wizerunkiem, jaki Murray kreował przez lata — faceta, który zawsze chodzi swoimi ścieżkami. Spróbujcie z nim jednak nad czymś pracować. Wtedy zabawa się kończy.
Mówiła o tym między innymi Geena Davis, która wystąpiła z Murrayem w "Łatwym szmalu", jego debiucie reżyserskim. Ich pierwsze spotkanie nastąpiło w pokoju hotelowym, w którym byli także inni mężczyźni. Murray zaczął nagle nalegać, by wypróbować na Davis nową maszynę do masażu. Ta odmawiała, czego ten zdawał się nie słyszeć. Jego kompani nie reagowali.
Następnego dnia kręcono sceny na Manhattanie z wieloma statystami i Murrayem w stroju klauna. Z powodu złej komunikacji między reżyserem i ekipą Davis siedziała w swojej przyczepie. Jak wspominała, Murray nagle wpadł do niej i zaczął wulgarnie wykrzykiwać, że ma wyjść na zewnątrz. Gdy ta szła na plan, on był zaraz z nią, wciąż wydzierając jej się do ucha. Davis przyznała, że drżała z nerwów się przez cały ten czas.
Także Anjelica Huston nie ma najlepszego zdania o Murrayu. Oboje zagrali razem w "Podwodnym życiu ze Steve’em Zissou". W swojej autobiografii zdobywczyni Oscara za "Honor Prizzich" wyznała, że Murray traktował ją koszmarnie. "W pierwszych tygodniach zdjęć mieszkaliśmy w małym hotelu i zaprosił całą obsadę na kolację — poza mną" - zdradziła.

Huston przyznała jednak, że zachowanie Murraya zmieniło się, gdy mu wygarnęła podczas ich kolejnego spotkania. "'Hej, jak się masz? Tęskniłem' - powiedział. Ja na to: 'Łżesz. W ogóle nie tęskniłeś'. Spojrzał na mnie z wyrzutem. Od tamtej pory był nieco sympatyczniejszy. Potem zjawił się na pogrzebie mojego męża. Był tego dnia do rany przyłóż. No i przyszedł. Wiele osób tego nie zrobiło" - pisała aktorka.
Współpracy z Murrayem dobrze nie wspomina Richard Dreyfuss. Zagrali znerwicowanego terapeutę i uzależnionego od jego pomocy pacjenta w komedii "Co z tym Bobem?". "Był pijanym bucem" - wspominał Dreyfuss w wywiadzie dla "Role Recall" z 2019 roku. "Nawalił się przy kolacji. Wrócił z niej i powiedział: 'Czytaj to, jest naprawdę zabawne'. I przystawił swoją twarz do mojej, nos przy nosie. I zaczął wrzeszczeć, ile miał sił płucach: 'Wszyscy cię nienawidzą! Jesteś tolerowany!'". Według gwiazdora "Szczęk" Murray miał później rzucić w niego popielniczką. Chybił, mimo niewielkiej odległości.
Komunikat "Wszyscy cię nienawidzą" usłyszał od Murraya także Chevy Chase, sam będący trudnym współpracownikiem. Wszystko działo się na chwilę przed nagraniem programu satyrycznego "Saturday Night Live". Chase nie mógł tak zostawić sprawy. Poszedł więc do garderoby Murraya i chciał się z nim bić. Dwóch komików próbował rozdzielić John Belushi, który przyjął na siebie najwięcej ciosów. "To było smutne, bolesne i obrzydliwe" - wspominała sytuację Jane Curtain, gwiazda "Trzeciej planety od słońca", która także występowała w SNL-u. "Chyba obaj doskonale wiedzieli, co powiedzieć drugiemu tak, by zabolało".

Bill Murray i Harold Ramis. Konflikt na planie zakończył ich przyjaźń
O humorach Murraya szczególnie przekonał się Harold Ramis na planie "Dnia świstaka". Reżyser i scenarzysta chciał, żeby film był bardziej komediowy. Aktor widział w nim przejmujący dramat o filozoficznym zacięciu. Regularnie dochodziło między nimi do spięć. By ułatwić komunikację, poproszono Murraya o zatrudnienie asystenta. Następnego dnia gwiazdor pojawił się na planie z osobą niesłyszącą, która porozumiewała się jedynie w języku migowym. Aktor go nie znał, ale zarzekał się, że się go nauczy. Zrezygnował po kilku tygodniach. "Czasem Bill był nieracjonalnie wredny i niedostępny. Ciągle się spóźniał" - wspominał Ramis w wywiadzie dla czasopisma "The New Yorker". "Chciałbym mu powiedzieć to, co mówimy naszym dzieciom: Nie dostaniesz, czego chcesz, jeśli będziesz się ciągle obrażać. Po prostu powiedz, co chciałbyś dostać".
Konflikt między dwójką przyjaciół narastał i któregoś dnia musiał wybuchnąć. W końcu Ramis miał złapać Murraya za koszulę i przyprzeć go do muru. Od tego czasu aktor nie odzywał się do niego. Córka reżysera, Violet Ramis Stiel, opisała targające nim emocje w wydanych w 2018 roku wspomnieniach "Ghostbuster's Daughter: Life with my Dad, Harold Ramis".
Według jej relacji ojciec starał się później tłumaczyć trudne zachowanie aktora jego problemami w życiu osobistym. Małżeństwo Murraya przechodziło właśnie kryzys. Niektórzy spekulowali także, że nie potrafił poradzić sobie z faktem, że za jego największymi sukcesami filmowymi - "Klopsikami", "Pogromcami duchów", a teraz "Dniem świstaka" - stał Ramis, a samodzielne próby wyrobienia sobie nazwiska często kończyły się porażkami. Obaj nigdy więcej ze sobą nie pracowali, zerwali także wszelkie kontakty. Według Ramis Stiel jej ojciec był na zmianę "złamany, zaskoczony i niezdziwiony" rozłąką z przyjacielem.
Do pojednania aktora i reżysera doszło ponad 20 lat po premierze "Dnia świstaka". Ramis od 2010 roku cierpiał na rzadką odmianę układowego zapalenia naczyń krwionośnych. Choroba postępowała. Na początku 2014 roku wszyscy zdawali sobie sprawę, że nie zostało mu dużo czasu. Któregoś dnia rano do drzwi jego rodzinnej posiadłości zapukał Murray z pudełkiem pączków. Aktor, zachęcony do spotkania przez swojego brata, spędził z dawnym przyjacielem kilka godzin. Podobno nie poruszono wydarzeń z planu "Dnia świstaka". Ramis zmarł 24 lutego 2014 roku. Kilka dni później odbyła się 86. ceremonia rozdania Oscarów. Murray wręczał nagrodę za zdjęcia. Po odczytaniu nazwisk nominowanych dodał: "Oj, zapomnieliśmy o kimś. Harold Ramis za 'Golfiarzy', 'Pogromców duchów' i 'Dzień świstaka'". Gdy ucichły oklaski, komik przeprosił za skradnięcie kilku sekund. Zmarłego przyjaciela uczcił jeszcze raz w 2021 roku w filmie "Pogromcy duchów. Dziedzictwo".










