Reklama

Reklama

Co obejrzeć w weekend? Nicolas Cage i oscarowe kino [Netflix, Canal+, HBO, Amazon, Polsat Box Go]

Czwarta fala koronawirusa przybiera na sile i kolejne limity w kinach pchną nas pewnie przed mały ekran. Skoro już zasiądziemy przed telewizorami, to warto sięgnąć po coś, a jakże, kinowego. W moim subiektywnym przeglądzie streamingu proponuję w ten weekend złotego Mikołaja (w końcu to ten okres roku), czyli złote, oscarowe kino z tego roku i Nicolasa Cage'a. Co ich łączy?

Nicolas Cage w scenie z filmu "Świnia"

Koniec roku wyjątkowo mocno sprzyja nadrobieniu filmowych zaległości. Za chwilę pojawi się wiele zestawień i rankingów, gdzie krytycy filmowi będą się puszyć, jakich to artystycznych perełek nie oglądali, i jak bardzo nie podobały im się filmy dla masowego widza. W tym roku sezon kina głównego nurtu, a więc kina oscarowego, był na tyle eklektyczny, że można było odnaleźć artyzm w kinie fetowanym w Hollywood. Paradoksalnie w pokręconych bardziej niż narkotyczne tripy bohaterów "Las Vegas Parano" Terry'ego Gilliama (iTunes) czasach dla kina, ten rok był wyjątkowo bogaty.

Reklama

Oscarowe hity na Netflix, Canal+, HBO, Amazon, Polsat Box Go

Dawno nie mieliśmy tyle artystycznego, autorskiego i do tego społecznie ważnego kina nagrodzonego na najbardziej komercyjnej, landrynkowej i będącej stuprocentowym targowiskiem próżności imprezie. Chcecie się przekonać czy nie przesadzam? Wystarczy "klik" na pilocie. Najważniejsze Oscary dla "Nomadland" Chloe Zhao (m.in. Rakuten), "Ojca" Floriana Zellera (m.in. iTunes i Chilli) , "Miniari" Lee Isaaca Chunga (Polsat Box Go, Kliknij tutaj!) czy "Na rauszu" Thomasa Vinterberga (Polsat Box Go, Kliknij tutaj!), a do tego deszcz nominacji dla "Sound of Metal" Dariusa Mardera (Amazon Prime) - to dowód, że Hollywood w tym roku mocniej spojrzało w stronę społecznych opowieści o "zwykłych ludziach".

Nie tylko, co jest wyjątkowo dziś modne w Hollywood, są to historie Afroamerykanów, o czym notabene w swoich oscarowych filmach opowiadali (bawiąc się też takim gatunkiem jak horror) Jordan Peele czy Spike Lee, ale też są to filmy o białej biedocie z Appalachów czy imigrantach ery reaganowskiej z Azji. Dochodzi do tego wątek klasowy, obecny w latach poprzednich w tak różnych, nagradzanych statuetkami filmach jak "Parasite" Bonga Joon-ho (Polsat Box Go, Kliknij tutaj) i "Joker" Todda Philipsa (HBO). W odróżnieniu od poprzednich lat, w tym roku wygrywały filmy bardzo intymne i skromne. Oparte na wielkich kreacjach aktorskich.

To też ważne, że w czasach rewolucji politycznej poprawności dostrzeżono nie tylko Daniela Kaluuyę w bardzo gniewnym i zideologizowanym "Judaszu i czarnym Mesjaszu", ale też (nominacja) Glenn Close w roli przedstawicielki białej biedoty głosującej potem na Trumpa w netfliksowej "Elegii dla bidoków" Rona Howarda (Netflix). Nie jest to film do końca udany, ale również naświetla problemy wykluczonej ekonomicznie grupy społecznej, choć robi to bez wrażliwości i oka chińskiej reżyserki "Nomadland". Zrobienie sobie podwójnego albo potrójnego seansu z takich dzieł, gdy za oknem zimowa aura? Oto magia kina!

Nicolas Cage: Ze szczytu na dno

Dla miłośników kina gatunkowego mam inną propozycję. Łączy się ona z jednym nazwiskiem. Nicolas Coppola, czyli Nicolas Cage. Od zawsze był bardzo ambitnym aktorem, który by nie iść na skróty zmienił nazwisko, pozwalające odciąć mu się od spuścizny klanu Francisa Forda Coppoli. Już w latach 80. i 90. grał u Davida Lyncha, braci Coen, Normana Jewisona, Briana de Palmy, Joela Schumachera i Johna Woo. Za wybitną rolę w "Zostawić Las Vegas" Mike'a Figgisa dostał Oscara. Potem jeszcze dorzucił Spike'a Jonze i genialną "Adaptacja" oraz "World Trade Center" Olivera Stone'a.

Po potężnych problemach finansowych (stracił na nieudanych inwestycjach 150 mln dolarów) Cage zaczął seryjnie grać w schematycznych sensacyjniakach, stając się w erze mediów społecznościowych żywym memem. Nie tylko on musi zarobić na spłatę długów. Nawet wielki Robert de Niro przyznał, że jest zmuszony dużo grać, by utrzymać swoje liczne interesy w nowojorskiej dzielnicy Tribeca. W pewnym momencie Nicolas Cage zdecydował się na granie na przemian w kinie komercyjnym i w filmach ambitnych. Wybiera je bardzo starannie, by wciąż były to filmy Nicolasa Cage'a.

Na platformach streamingowych pojawiły się trzy znakomite filmy z Nicolasem Cagem bawiącym się, igrającym, ale też dopełniającym wizerunek właśnie Nicolasa Cage'a. Z jednej strony wulkanu gniewu ze szczyptą elvisowskiego brokatu z "Dzikości serca" (iTunes), a z drugiej szarżującego w koloratce łotra w "Bez twarzy". Będę bardzo zdziwiony jak Cage nie ostanie oscarowej nominacji za "Świnię" Michaela Sarnoskiego (m.in. Canal+, Player), gdzie wciela się w tajemniczego zbieracza trufli, który opuszcza swój szałas w poszukiwaniu porwanej... świni.

Cage pasowałby do świńskiego ksera "Johna Wicka", gdzie miejsce psa zajmuje sympatyczne i inteligentne zwierzę, które zbyt często kładziemy na stole. Zamiast tego tworzy głęboką psychologicznie rolę złamanego faceta, który niczego więcej od życia nie chce. Chce tylko "odzyskać swoją świnię". Cage przypomina, że zamiast, przeżutego już przez popkulturę ekranowego gniewu, potrafi grać półśrodkami, budując tajemniczość postaci. W "Świni" tworzy jedną z ciekawszych ról w karierze. "Świnia" to zresztą jeden z moich ulubionych filmów tego roku. Zdumiewający i rozbrajający. Mroczny i zabawny. Tak jak w przywołanych powyżej oscarowych filmach, jest u Sarnowskiego zarówno opowieść o wypisaniu się z systemu społecznego.

Z drugiej strony Cage kocha igrać ze swoim wizerunkiem, wpisując go w modę na retro z lat 80. W streamingu znaleźć można też "Kolor przestworzy" Richarda Stanleya (dostępny na Amazonie), który w latach 90. nakręcił kultowy horror "Hardware", a potem został wyrzucony ze stołka reżyserskiego "Wyspy Doktora Moreau" z Marlonem Brando i Valem Kilmerem, co pchnęło go do sabotowania całej produkcji w zmowie z Brando. Stanley wziął na widelec H.P Lovecrafta i zanurzył wszystko w horror rodem z lat 50., doprawiając stylistyką ery kaset VHS lat 80. Ekscentryczny reżyser nakręcił jeden z najpiękniejszych wizualnie horrorów w ostatniej dekadzie, oddając też hołd takim arcydziełom gatunku jak "Coś" Johna Carpentera.

Udział w takim projekcie był od początku ryzykowny. Jednak wcześniejsza rola w absurdalnie krwawym kinie zemsty "Mandy" Panosa Cosmatosa (syn reżysera tak kultowych dzieł ery ejtisów i najntisów jak "Cobra", "Rambo 2" czy "Tombstone" George P. Cosmatosa), utwierdził w przekonaniu Cage'a, że warto ryzykować z własnym wizerunkiem, uciekając przy tym od kolejnych imitacji tej samej roli.  Jak bardzo to ryzyko się opłaciło? Cage musiał w nim zasmakować, skoro już w przyszłym roku zagra w "The Unbearable Weight of Massive Talent". Kogo zagra? Nicolasa Cage'a. A my pewnie zobaczymy to w streamingu.

Zobacz również:

Nagi, pijany, brutalny... Takiego Stuhra dotąd nie oglądaliśmy

Gwiazda kina nie żyje. Miała 93 lata

Jak gwiazda TVN spędzi święta? Z byłym i obecnym partnerem!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje