"Cinema Paradiso" jest dowodem na to, że wszelkie obiegowe opinie na temat tego, jak powinien wyglądać dobry film (albo nie powinien), mijają się w gruncie rzeczy z celem. Może być łzawo, sentymentalnie do bólu, lirycznie i patetycznie, a mimo wszystko wciąż arcydzielnie. Taki to film, taka legenda.
"Cinema Paradiso": film legenda
W historii zakochanego w kinie od najwcześniejszych lat chłopca, późniejszego sławnego reżysera, pracującego w tytułowym kinie "Paradiso" w małej, sycylijskiej mieścinie, u boku ekscentrycznego kinooperatora Alfredo (Philippe Noiret), mieszczą się setki, tysiące prywatnych opowieści.
Gdybym teraz mógł posłuchać czytających tę recenzję, dowiedziałbym się zapewne o rozsianych po Polsce kinach kruszących dziecięce serca, miejscach pielgrzymek i obiektach kultu, i nie były to raczej multipleksy, na pewno nie.
"Cinema Paradiso" promieniowało na nasze kina, jest pokoleniowym wspomnieniem. W tarnowskim kinie "Krakus", nieistniejącym już, było zimno, zawsze było zimno, w grudniu zwłaszcza. Trochę ciepła dawał piec kaflowy, umieszczony na samej górze, w lewym roku. Oglądając "Tam, gdzie rosną poziomki" Bergmana - za wcześnie było dla mnie, ale nie żałuję - podchodziłem w grubych rękawicach do pieca, żeby trochę się ogrzać. Na ekranie profesor Berg zdobywał życiową niewiedzę, a ja zyskiwałem coś ważnego dla siebie. Afekt na całe życie.
Już szkoła średnia. Ostatnie edycje "Konfrontacji". Rodzice wsparli mnie finansowo, a ja tak bardzo chciałem oglądać filmy twórców, których nazwiska niewiele mi jeszcze mówiły. Kino "Marzenie", balkon, drugi rząd, po prawej stronie.
Jeździłem tam z koleżanką mamy, panią Czesią, również kinomanką, maluchem. Na "Konfrontacjach" obejrzałem "Kino Paradiso" pierwszy raz. I nie byłem już sam. Wiedziałem, że nie jestem. Nie będę nigdy.
Uzdrawiająca moc kina
Uzdrawiająca moc kina. Kinoterapia. Wiele się dzisiaj o tym pisze, wiele mówi - i bardzo dobrze. Ja odkrywałem tę ozdrowieńczą moc bez pomocy z zewnątrz.
Giuseppe Tornatore w 1988 roku (ja obejrzałem "Paradiso" jakieś dwa lata później, wtedy dopiero film trafił do Polski) otworzył szeroko drzwi. Finałowa sklejka z wyciętymi niegdyś fragmentami filmów ze scenami pocałunków, czyli dar od zmarłego Alfredo, którą po latach ogląda wzruszony Salvatore (Jacques Parrin), jest sklejką miłości każdego kinofila. Sceny, kadry, momenty, zapomniane i przywołane, przywłaszczone i odtrącone. Na mojej byłby na pewno Theo Angelopoulos, ale i "Dwa księżyce" Barańskiego, kadr ze "Spragnionych miłości" Wonga Kar-Waia, "Kochana Emmo, droga Bobe" Istvána Szabó.
Nasze własne "Paradisa" mają wiele imion, wiele tytułów.

Giuseppe Tornatore: "Kino Paradiso" zapewniło mu nieśmiertelność
To był dopiero drugi film w dorobku Tornatore, a chociaż ten ciekawy włoski reżyser nakręcił kilka jeszcze produkcji istotnych, na czele z "Czystą formalnością" z Polańskim i z Depardieu, czy popularną "Maleną" z Monicą Bellucci, to właśnie "Kino Paradiso" zapewniło mu nieśmiertelność.
Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, Złoty Glob, BAFTA, przede wszystkim jednak pamięć widzów. Niewiele w ostatnich dekadach znajdziemy tytułów, które tak wspaniale zniosłyby upływ czasu.
Historia Salvatore i Alfredo jest poza czasem. Film ma wybitną muzykę Ennia Morricone - Tornatore po latach nakręci wartościowy dokument o sławnym przyjacielu, zmysłowe zdjęcia Blasco Giurato, ale najważniejsza jest jednak sama historia, sama opowieść.
Historia przyjaźni ludzi, których połączyło kino
Historia przyjaźni ludzi, których połączyło kino. To kino w filmie trwa, jest ważne ponad wszystko.
Alfredo i Salvatore: tej przyjaźni nic nie będzie w stanie zdewaluować. Nawet pożar budynku kina, ślepota Alfreda, rozterki miłosne Salvatore do Eleny.
Alfredo, przeczuwając dar Salvatore, powie mu: "Nigdy tutaj nie wracaj. Unikaj tego miejsca. Nie wracaj. Musisz iść dalej, masz dar. Musisz".
Zobacz również:
I Salvatore wyjedzie, zrobi karierę, i Salvatore nie wróci. Aż do pogrzebu przyjaciela.
Po trzydziestu latach zobaczy swoje miasto inaczej, brutalnie. "Kino Paradiso" zamieni się w ruinę, wkrótce powstanie w tym miejscu parking; zaś ci, którzy zostali na miejscu, świadkowie dzieciństwa Toto, wyglądają zupełnie inaczej. Inni, ale przecież wcale nie obcy ludzie.
Od matki Salvatore usłyszy: "Zawsze, kiedy dzwonię, telefon odbiera inna kobieta. Ale ani razu nie usłyszałam w jej głosie miłości".
Salvatore odnalazł kino, ale nie odnalazł Eleny. Bo kino to jest właśnie niedosyt, tworzenie jest niedosytem. Na tym można budować artystyczną wartość.
Nostalgia. Alfredo miał rację. Powrót dla Salvatore byłby czymś okrutnym. Dla niego zwłaszcza. Widząc wszystkich, których kochał naprawdę - Alfreda, matkę, siostrę, a w pamięci także Elenę, nie mógłby dalej tworzyć swoich zimnych, chociaż pięknych filmów. Serce by mu pękło.
Ingmar Bergman w grudniu 1974 roku notował w "Dzienniku": "Wszystko się rozpływa. Wszystko jest mętne. Ja sam jestem pełen niechęci i znużenia. Jednocześnie wiem przecież, że znaczny procent tej niechęci to (...) strach przed ludźmi. Strach, że nic z (filmu) nie wyjdzie. Strach przed życiem, w ogóle przed ruszaniem się. Strach przed śmiercią".
"Kino Paradiso" - strach łagodnieje, na twarzy wykwita uśmiech, czasami coś innego. Widz również staje się artystą. Boi się mniej.
9/10
"Cinema Paradiso", reż. Giuseppe Tornatore, Włochy, Francja 1988, dystrybutor: Stowarzyszenie Kin Studyjnych, premiera kinowa: 12 września 2025 roku.












