Autobiograficzna opowieść o szukaniu akceptacji i dojrzewaniu
Pamiętacie "Powodzenia, Leo Grande"? Pisałem w recenzji dla Interii, że opowiadający o romansie dojrzałej kobiety z młodym chłopakiem film w lekki, ale bardzo pikantny sposób, łamie tabu w czasach, gdy wydawało się, że wszystkie tabu zostały zdemolowane. Reżyserka filmu Sophie Hyde tym razem skierowała kamerę na samą siebie. Tabu już nie łamie i brakuje jej lekkości poprzedniego filmu. Nadal jednak potrafi świetnie prowadzić aktorów.
"Mów mi Jimpa" jest autobiograficzną opowieścią o szukaniu akceptacji i dojrzewaniu. To film terapeutyczny dla Hyde, ale jednocześnie hermetyczny ideologicznie. To nie jest film dla widza o wrażliwości innej niż progresywna, choć widzowie konserwatywni mogą jeden wątek uznać za szalenie ciekawy pod względem socjologicznym.
Australijska reżyserka Hannah (Olivia Colman) udaje się wraz z mężem Harrym (Daniel Henshall) i dzieckiem Frances (Aud Mason-Hyde) do Amsterdamu, gdzie mieszka ojciec Hanny, Jim (John Lithgow). Rodzina nazywa go Jimpa (połączenie imienia Jim i słowa granpa, czyli dziadek). Nie jest to dziadek pospolity. Jim jest wzorowany na Jamesie Hyde, który był znanym australijskim działaczem praw osób LGBT. Doradzał australijskiej Partii Pracy i był rzecznikiem osób chorujących na HIV. Zanim został działaczem społecznym, miał żonę i dwie córki, w tym właśnie Sophie. Jednym z głównych wątków "Mów mi Jimpa" jest stosunek Jima do Hanny i szczególnie do swojego… no właśnie. Wnuka czy wnuczki?
W dziecko Hanny wciela się Aud Mason-Hyde identyfikujący się zaimkami oni/ich. Cała pierwsza część filmu jest dydaktycznym wykładem, jak rodzice powinni traktować osoby reprezentowane literką T w skrócie LGBTQIA. Jest to dydaktyzm momentami irytująco toporny. Sophie Hyde i Aud Mason-Hyde dają widzom instruktaż, jakich zaimków powinni używać oraz jak dbać o inkluzywność języka. Języka, który sprawia problem dziadkowi Jimowi. I tutaj zaczyna się najciekawsza część filmu.
Tym razem nie dostajemy opowieści o zderzeniu progresywnych dzieci z konserwatywnym dziadkiem, który nie rozumie pędzącej rewolucji. Osobą nie nadążająca za zmianami, jest ikona ruchów LGBT, którą uwierają kolejne dochodzące literki do tęczowego alfabetu. "Mów mi Jimpa" jest bardzo ciekawym i znamiennym obrazem pędzącej obyczajowej rewolucji i sporów w jej jądrze.
Rewolucja pożera własne dzieci?
Istnieją różne spory między środowiskami homoseksualnymi i transseksualnymi, ale recenzja filmu nie jest miejscem, by je szczegółowo opisywać. Hyde wchodzi w nie, kręcąc w pewnym stopniu film dla swojej ideologicznej "banieczki". Jim, który sam jest libertynem w dawnym rozumieniu tego słowa (mimo problemów zdrowotnych nocami chodzi w lateksowym przebraniu do klubów "na łowy"), nie rozumie nowego spojrzenia na płeć. Żartobliwie nazywa Frances "grandthing" (wnucząto). Gdy identyfikująca się zaimkami "oni/ich" Frances spotyka się z dziewczyną, Jim mówi, że Frances jest lesbijką, ale boi się do tego głośno przyznać. Frances jednak nie uważa się za kobietę, więc nie może być uznana za osobę homoseksualną.
Z socjologicznego punktu widzenia to szalenie ciekawy spór, bo pokazuje zmiany obyczajowe, jakie dokonują się w progresywnych środowiskach. Oto znany działacz gejowski, mieszkający w najbardziej liberalnym mieście Europy, zamienia się w reakcjonistę, który musi pogodzić się z tym, że rewolucja pożera własne dzieci. Ostatecznie między Jimpą i Frances porozumienie się nawiązuje. Jest zbudowane na miłości.
Hannah i jej mąż są w tym wszystkim rozdarci. Frances chciałaby zostać w Amsterdamie pod skrzydłami dziadka, który jednak zastanawia się, czy nie powinien się przenieść z Holandii do... Finlandii. Hannah musi natomiast uporządkować sprawy ze swojej przeszłości. Podziwia odwagę ojca, który wyszedł z szafy w czasach, gdy wiązało się to ze społecznym ostracyzmem i stał się znanym aktywistą, ale z drugiej strony jest porzuconym przez niego dzieckiem, które widziało ból matki.
W "Powodzenia, Leo Grade" Hyde potrafiła głębiej i dowcipniej pokazać seksualność dojrzałej kobiety, która łamie społeczne tabu. Kierując kamerę na swoją twarz i lustrując życie swojego zmarłego w 2018 roku ojca, jest już bardziej zachowawcza. Może dlatego tak wiele w pierwszym akcie jest dydaktyzmu i politycznej poprawności.

Aktorski popis
Olivia Colman i John Lithgow dają jednak aktorski popis, na który patrzy się z wielką przyjemnością. Szczególnie dotyczy to Lithgowa, który zapisał się w historii kina wyrazistymi rolami morderców i psychopatów ("Wybuch" i "Mój brat Kain" Briana De Palmy, serial "Dexter") czy kreacją Winstona Churchilla w "The Crown". Nominację do Oscara dostał jednak za rolę Roberta Muldoona w "Świecie według Garpa" (1983), gdzie wcielił się w transseksualnego sportowca.
Ten sam Lithgow za chwilę pojawi się w serialowej wersji "Harry'ego Pottera", którego autorka J.K Rowling nieustannie jest na wojnie ze środowiskami trans. To wszystko powoduje, iż jego rola w "Mów mi Jimpa" nabiera drugiego dna.
6/10
"Mów mi Jimpa" (Jimpa), reż. Sophie Hyde, Holandia, Finlandia, Australia 2025, dystrybutor: Forum Film, premiera kinowa: 27 marca 2026 roku.












