W konkursie "Perspektywy" na festiwalu w Berlinie dramat "Wierzymy ci" w reżyserii Charlotte Devillers i Arnauda Dufeysa zdobył wyróżnienie. Otrzymał również kilka nagród z innych festiwali. Nie jest nośnym hollywoodzkim hitem z wielkimi gwiazdami, ogromnym budżetem i pokrzepiającym finałem. Jest to jednak niezwykle ważna i potrzebna opowieść, która konfrontuje widza z jednym z najtrudniejszych tematów, które można publicznie poruszać: degradacji więzi rodzinnych i różnymi obliczami przemocy. Mało kto, choć oczywiście zdarza się, ma pomysł na to, jak o takich problemach opowiadać. Łatwo tu bowiem o ckliwość lub - przeciwnie - urządzenie bezpardonowego polowania na potwora. Najtrudniej o autentyzm, a tego filmowi "Wierzymy ci" absolutnie nie brakuje - zarówno ze strony aktorów, jak i scenariusza oraz reżyserii. Twórcy pozwalają, żeby widzowie sami rozstrzygnęli sprawę.
"Wierzymy ci". Za drzwiami sali rozpraw sądowych
Kamera zabiera nas za drzwi sali rozpraw. Sędzia ma podjąć decyzję dotyczącą dalszych kontaktów dzieci z ojcem. Stosunkowo szybko dowiadujemy się, że na mężczyźnie ciąży poważne oskarżenie, ale jest ono przedmiotem odrębnego dochodzenia. Żaden wyrok jeszcze nie zapadł. Rozstrzygnięcie tej sytuacji nie będzie zadaniem dla publiczności i sędzi. Nie tym razem. Nie tu.
Przez ponad godzinę poznajemy za to relacje wszystkich stron. Głos zabierają po kolei prawnicy reprezentujący mężczyznę, kobietę i - osobno - dzieci, następnie byli małżonkowie. Dzieci przesłuchane zostały nie tylko poza salą rozpraw, ale również poza kamerą (to może zaskakujące, ale pełne szacunku i empatii rozwiązanie filmowe). Słyszymy tylko główne wnioski z rozmowy z nimi.
Minimalizm z napięciem "12 gniewnych ludzi"
Minuta po minucie słuchamy i obserwujemy każdą ze stron. Drżenie w głosie? Za wielka pewność? Co się dzieje na twarzy? Grymas? Ruch oczami? Krzyk? Charlotte Devillers i Arnaud Dufeys ucinają większość możliwych filmowych rozpraszaczy, czasem tylko pozwalają sobie na sugestywny, ale nieoczywisty dźwiękowy komentarz. Napięcie wynika ze słów, które padają, niemal jak w "12 gniewnych ludziach" Sidneya Lumeta, chociaż tam "siedzieliśmy" razem z ławą przysięgłych, tu ze stronami rozprawy rodzinnej. Twórcy tak układają zeznania, aby zasiać, potem rozwiać wątpliwości.
W szponach niewyobrażalnego stresu
Charlotte Devillers pracowała wcześniej z ofiarami przemocy i może dlatego "Wierzymy ci" tak bardzo wiarygodnie przedstawia to, co dzieje się z wszystkimi bohaterami. Matka (Myriem Akheddiou - niezwykła kreacja, wymagająca łączenia skrajnych emocji: od rozpaczy po złość) ewidentnie kocha syna i córkę, ale nie panuje nad swoim zdenerwowaniem i desperacją. To ludzkie i zrozumiałe, wynik ekstremalnego stresu i obawy o bezpieczeństwo dzieci, ale w tej konkretnej sytuacji może być wykorzystane jako argument przeciwko jej zdolnościom opiekuńczym.
Dzieci: 10-letni Etienne (Ulysse Goffin) oraz 17-letnia Lila (Adèle Pinckaers) są przytłoczone tym, co się wokół nich rozgrywa. Zwłaszcza, gdy orientują się, że w poczekalni czeka też ojciec (Laurent Capelluto). Ten widok wywołuje u nich szok, nie tak to miało wyglądać. Zresztą widać, że rodzina nie została w pełni poinformowana co ją czeka.
Mężczyzna wydaje się najbardziej spokojny, enigmatyczny. Przestawia obraz zdarzeń skrajnie inny niż żona. Czy kłamie? Manipuluje? Dlaczego przypomniał sobie o dzieciach po dwóch latach milczenia? Czy milczał? Naprawdę nie podejmował żadnej próby kontaktu? Kocha? Nie kocha? Komu uwierzy sędzia i jaką decyzję podejmie? Może dla dobra dzieci - powinny one zostać odseparowane zarówno od ojca, jak i matki?
O rozpadzie rodziny czy niewydolności systemu?
Wstrząsająca wiwisekcja rozpadu rodziny stopniowo przekształca się w film, który mówi nie tylko o cierpieniu jednostki, ale też oskarża system. Na pewno wskazuje na jego niedoskonałości, pomimo podejmowanych prób, aby chronić ofiary. Bo dlaczego dzieci muszą znowu iść do sądu, znowu rozmawiać o swojej traumie. Dlaczego pomimo ich prośby o to, żeby być odseparowanymi od ojca, muszą go oglądać w poczekalni? Dlaczego pod koniec dochodzi do sytuacji, która absolutnie, nigdy nie powinna mieć miejsca…
"Wierzymy ci" - w pewnym momencie od sędzi słyszy Etienne. Ale jeżeli system dziecku wierzy, to dlaczego je znowu wrzuca w to piekło?
6,5/10
"Wierzymy ci", reż. Arnaud Dufeys, Charlotte Devillers, Belgia 2025, dystrybutor: Aurora Films, premiera kinowa: 13 marca 2026 roku.











