Reklama

Reklama

"West Side Story": Jak powstał remake legendarnego musicalu?

Pobudza emocje i zachwyca tych, którzy nie mieli okazji poznać tej historii. Laureat trzech Oscarów - Steven Spielberg - nakręcił remake legendarnego musicalu, który 60 lat temu zdobył 10 statuetek Amerykańskiej Akademii Filmowej. „West Side Story” od 10 grudnia tylko w kinach.

Ariana DeBose (Anita) i David Alvarez (Bernardo) w filmie "West Side Story"

Porywająca muzyka i piosenki, które należą już do współczesnego kanonu. Pełne entuzjazmu, emocji i rozmachu sceny tańca, których nie da się zapomnieć. Atmosfera schyłku pewnego świata, którą rozjaśnia energia i paradoksalny optymizm młodości. Duma, honor, rywalizacja i miłość, która jest silniejsza od ponurych konwenansów. Znakomita zabawa i porywająca historia. A do tego znakomici aktorzy, wirtuozerska reżyseria Stevena Spielberga oraz jego przenikliwość, która w nienowej już opowieści pozwoliła mu odnaleźć coś bardzo ważnego na temat współczesności.

Reklama

"W tej historii najwspanialsze jest to, że niezależnie od tego, jak zmienia się nasz świat, jej przekaz jest ponadczasowy. Ta opowieść fascynuje widzów od dekad, gdyż jest nie tylko historią wielkiej miłości, lecz także ważnym dziełem kultury, którego główne przesłanie - głoszące, że miłość przezwycięża uprzedzenia i nietolerancję - nie straciło nic ze swojej aktualności" - twierdzi Steven Spielberg, który podkreśla, jak ważna była dla niego możliwość tchnięcia nowego życia w "West Side Story" i podzielenia się swoją wizją z nowymi widzami.

Historia lubi się powtarzać

"West Side Story" to ponadczasowa opowieść o pierwszym uczuciu dwojga młodych ludzi, którzy należą do konkurujących ze sobą grup i - choć tego nie chcą - zostają wmieszani w porachunki gangów. Wspaniała muzyka i niezapomniane piosenki budują niepowtarzalny nastrój, który łączy w sobie dramaturgię tragedii "Romea i Julii" oraz społecznych napięć lat 50. w Nowym Jorku. Przede wszystkim jest to jednak wstrząsająca opowieść o zakazanej miłości.

"Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że 'West Side Story' jest prawdopodobnie najwspanialszym musicalem w historii" - mówi Steven Spielberg. "Niełatwo jest zmierzyć się z arcydziełem i nakręcić je od nowa z innej perspektywy i z inną wrażliwością, a jednocześnie nie zagubić tego czegoś, co czyni z niego najwspanialsze sceniczne dzieło muzyczne. Jestem jednak przekonany, że genialne historie można odpowiadać wiele razy, po części właśnie po to, by w dziele mogły przejrzeć się różne punkty widzenia i różne epoki".

Spielberg, jako admirator pierwotnej wersji legendarnego musicalu, doskonale zdawał sobie sprawę, że powtórna realizacja arcydzieła to wielkie ryzyko. Uznał jednak, że historia z "West Side Story" zawiera tak wiele aktualnych, korespondujących z obecną rzeczywistością wątków, że należy ją odświeżyć i na nowo puścić w obieg, aby obudziła emocje i wywołała refleksję u kolejnych pokoleń. I żeby zachwyciła tych, którzy nie mieli okazji jej poznać.

Aktualizacja arcydzieła

Twórcy byli świadomi, że muszą nakręcić film odzwierciedlający współczesny sposób myślenia i wartości, które są bliskie młodym ludziom. "Byłem poruszony tym, jak wiele współczesnych problemów Steven chciał ukazać w nowej wersji tego 60-letniego arcydzieła. Poruszony i zaniepokojony, w pozytywnym sensie tego słowa, gdyż rasizm, ksenofobia, spuścizna kolonializmu, skutki biedy, czyli bolączki stanowiące kanwę oryginału, to także współczesne bolączki" - tłumaczy scenarzysta Tony Kushner. "Zdaniem Stevena nadszedł właściwy moment, aby na nowo spojrzeć na 'West Side Story'. A trzeba przyznać, że ten reżyser posiada wyjątkowe wyczucie ducha czasu" - dodaje.

Ubóstwo dotyka dzisiaj ludzi pod wszystkimi szerokościami geograficznymi, niezależnie od wyznania czy koloru skóry. Migracje ludności odbywają się na coraz większą skalę, na wszystkich kontynentach. Bieda i lęk przed obcymi budzą demony rasizmu, ksenofobii i społecznej znieczulicy. A przecież winę za nieszczęścia, ubóstwo i ludzkie dramaty często ponosi system, a nie sami poszkodowani. Na te realia lat 50. w USA i współczesnego świata reżyser zwraca szczególną uwagę. "Te same maszyny burzyły domy na terytorium obu stron konfliktu; równano z ziemią całe dzielnice, zmuszając mieszkańców do przeprowadzki. Każdy z tych dzieciaków, czy należał do Jetsów, czy do Sharków, musiał mierzyć się z tymi zmianami. Oni walczą o terytorium, które znika na ich oczach - podkreśla trudny los i brak perspektyw zarówno białych mieszkańców Nowego Jorku, jak i ich latynoskich sąsiadów. A jedni i drudzy stanowią przecież odpowiednik współczesnych prekariuszy oraz migrantów".

"To 'Romeo i Julia', ale także bardzo aktualna alegoria wydarzeń na naszych granicach i panujących systemów, które odrzucają każdego, kto nie jest biały. To ważna część tej opowieści. W naszej wersji 'West Side Story' postaci mówią i robią rzeczy, których nie mówiły i nie robiły na scenie ani w filmie z 1961 roku" - zwraca uwagę na kolejny znaczący aspekt rzeczywistości, który został uwypuklony w nowej wersji klasycznej historii.

"To straszne, że rasizm i nienawiść opisane w 'West Side Story' są elementami naszej rzeczywistości 60 lat po premierze musicalu na Broadwayu. Warto jednak zauważyć, że film wieńczą takty z piosenki 'Somewhere' i przesłanie niosące nadzieję" - wtóruje Spielbergowi producentka Macosco Krieger.

Nadzieja w miłości

"Ta historia jest ważna i ma wymiar polityczny, a jednocześnie jest tak osobista, jak to tylko możliwe, bo mówi o dwojgu ludzi bardzo mocno w sobie zakochanych. Ich miłość zabija otaczający ich świat bezdusznej polityki" - przekonuje Tony Kushner. "Historia ta niesie też przesłanie: rasizm, natywizm i bieda stanowią antytezy demokracji i jeśli ich nie odrzucimy i nie będziemy z nimi walczyć, zniszczą więzi spajające społeczeństwo. Czasem mówi się, że panaceum jest miłość, miłość może zmienić świat na lepsze. Ale miłość nie zawsze zwycięża, a przynajmniej nie jest w stanie pokonać wszystkich zagrożeń. W obliczu nienawiści los miłości jest niepewny. I jest to wielki dramat, to sedno tragedii w 'West Side Story'" - dodaje scenarzysta.

Jednak nadzieja, miłość i poczucie wspólnoty są w "West Side Story" wszechobecne. Ludzie przezwyciężają uprzedzenia i podziały oraz żyją wbrew dotykającym ich tragediom właśnie dzięki miłości. I to właśnie o niej oraz o nadziei, którą niosą szlachetne uczucia, opowiada tak naprawdę, na uniwersalnym poziomie zarówno pierwotna, jak i współczesna wersja legendarnego musicalu. Zmienia się kontekst, publiczność, zmieniają się czasy, problemy i ich przyczyny. Ale wielkość tego filmu i sens przypominania sobie tej historii tkwi właśnie w nadziei, którą niesie miłość. Trzeba tylko o nią zawalczyć, bo bez pomocy może obumrzeć. Razem z szansą zmiany świata na lepsze.

"Przekaz 'West Side Story' jest ponadczasowy. I dziś jest jeszcze bardziej aktualny niż w roku 1957, kiedy musical miał premierę na Broadwayu. Bardziej aktualny niż film w latach 1960-61. Jest o tym, czym dziś żyjemy - o czasie niszczących podziałów i nieufności, marnowaniu ludzkiego życia przez przemoc, rasizm i ksenofobię. I choć jest to tragedia, to jak wszystkie wielkie tragedie, z 'Romeo i Julią' włącznie, 'West Side Story' mówi o tym, że nadzieja może narodzić się nawet pośród zgliszczy i rozpaczy. A dzięki muzyce Bernsteina i Sondheima czujemy, że od całego zła i smutku silniejsza jest miłość. I dlatego nie wolno się poddawać. Dlatego też chciałem opowiedzieć tę historię właśnie teraz. Bo jest dziś jeszcze bardziej aktualna, niż w czasie, kiedy powstała" - podsumowuje Steven Spielberg.

"West Side Story" już od piątku - 10 grudnia - tylko w kinach.

Zobacz również:

Adam Fidusiewicz i Karolina Sawka parą? "Kocham cię"

Twórca "Samych swoich" nie żyje. Miał 91 lat

Ostatni z wielkich. Wciąż nie chce się wierzyć, ilu lat dożył

Objawienie roku? 20-letnia piękność ma polskie korzenie!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: West Side Story (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama