Reklama

Trzykrotny laureat Oscara u syna na planie. "Tata chciał, żebyśmy zrobili film"

Daniel Day-Lewis powraca do aktorstwa we wspaniałym stylu w filmie "Anemone", który napisał razem ze swoim synem Ronanem. Jak reżyseruje się legendarnego zdobywcę trzech Oscarów i do tego ojca, będąc debiutantem na fotelu reżysera? - Tata chciał, żebyśmy zrobili razem jakiś film - mówi Ronan Day-Lewis w specjalnym wywiadzie dla Interii.

Daniel Day-Lewis powraca do aktorstwa we wspaniałym stylu w filmie "Anemone", który napisał razem ze swoim synem Ronanem. Jak reżyseruje się legendarnego zdobywcę trzech Oscarów i do tego ojca, będąc debiutantem na fotelu reżysera? - Tata chciał, żebyśmy zrobili razem jakiś film - mówi Ronan Day-Lewis w specjalnym wywiadzie dla Interii.
Daniel Day-Lewis i Ronan Day-Lewis na pokazie filmu "Anemone" w Rzymie, 17 października 2025 /primo barol/Anadolu Agency /Getty Images

Wielki aktorski powrót Daniela Day-Lewisa

"Anemone" to wielki aktorski powrót Daniela Day-Lewisa, który po roli w filmie "Nić widmo" (2017) Paula Thomasa Andersona miał przejść na emeryturę. Trzykrotny zdobywca Oscara utrzymuje dziś, że wcale nie zamierzał z aktorstwa zupełnie rezygnować. W niedawnym wywiadzie dla "The Rolling Stone" powiedział nawet, że po prostu "potrzebował czasu na inne zajęcia". Niemniej jednak po premierze filmu Andersona agent aktora oświadczył, że to ostatnia rola Day-Lewisa. Na szczęście okazało się to nieprawdą.

Podobną przerwę w aktorstwie Day-Lewis miał pomiędzy rokiem 1997, gdy zagrał w "Bokserze" Jima Sheridana i rokiem 2002, gdy powrócił wspaniałą kreacją w "Gangach Nowego Jorku" Martina Scorsese.

Reklama

Daniel Day-Lewis zawsze był aktorsko wybredny. Od czasu zdobycia pierwszego Oscara za "Moją lewą stopę" (1989) zagrał do dziś w zaledwie trzynastu filmach. Poza najgłośniejszymi rolami u Stevena Spielberga (Oscar za "Lincolna) i Andersona (Oscar za "Aż poleje się krew") Day-Lewis wystąpił też w skromnym i niezależnym filmie napisanym i wyreżyserowanym przez jego żonę Rebeccę Miller, "Ballada o Jacku i Rose" (2005).

"Anemone": bardzo intymne i rodzinne kino

Rola w "Anemone" wpisuje się w ten schemat. To bardzo intymne i rodzinne kino. Opowiada o rodzinie i właśnie rodzina go tworzy. Autorem scenariusza jest Daniel Day-Lewis i jego 27-letni syn Ronan, który film też reżyseruje.

- Tata chciał, żebyśmy zrobili razem jakiś film, choć nie byliśmy pewni w jakiej formie on powstanie. Ja od jakiegoś czasu zamierzałem opowiedzieć historię braci. Pewnie dlatego, że sam mam braci, więc czuję ten temat. Tata też, niezależnie ode mnie, myślał o czymś podobnym - mówi w rozmowie z Interią Ronan Day-Lewis.

"Anemone" opowiada historię braci Raya (Daniel Day-Lewis) i Jema (Sean Bean) Stokerów, którzy spotykają się po 20 latach rozłąki. Ray uciekł od rodziny i zamieszkał w surowej i prymitywnej chacie w środku lasu. Jem związał się z porzuconą przez brata partnerką Nessie (Samantha Morton) i wychowuje jego syna Briana (Samuel Bottomley), który zaczyna mieć poważne problemy w szkole, związane również z przeszłością biologicznego ojca, którego nigdy nie poznał. Jem próbuje ściągnąć Raya do domu. On musi jednak uporać się z własnymi demonami i głęboką traumą, wywołaną przez zdarzenie z przeszłości.

"Anemone" jest reżyserskim debiutem Ronana Day-Lewisa, który nie tylko musiał zmierzyć się z wielowymiarowością scenariusza, ale też okiełznaniem starcia dwóch gigantów aktorstwa: Daniela Day-LewisaSeana Beana

- On i mój tata mają inny styl aktorski, ale kiedy już byli na planie, pojawiła się między nimi chemia, która od razu pozwoliła uwierzyć, że są braćmi. Widać to nawet nie w dialogach, ale we wszystkim co dzieje się pomiędzy nimi. Sean niesamowicie potrafi grać ciszą - opowiada Ronan Day-Lewis.

"Anemone": aktorstwo jest najmocniejszą stroną filmu

Rzeczywiście aktorstwo jest najmocniejszą (poza malowniczymi zdjęciami Bena Fordesmana) stroną filmu. Daniel Day-Lewis wciela się w byłego żołnierza, w którego duszy pulsuje niewyobrażalny ból, zamieniający się w złość. Złość destrukcyjną i pożerającą Raya niczym złośliwy rak. Day-Lewis tworzy rolę wybitną. Przy dwóch jego dłuższych monologach miałem na plecach ciarki. Dosłownie.

Czy będzie czwarty Oscar? W idealnym świecie tak by się stało. Jest to zresztą rola wyjątkowa w jego filmografii, bo tworzona w zupełnie inny sposób. Daniel Day-Lewis jest obok Roberta de Niro najsłynniejszym zwolennikiem tzw. "metody Stanisławskiego", która polega na maksymalnym emocjonalnym i fizycznym zrośnięciem z rolą.

- Przez lata, jeszcze jako dziecko, obserwowałem jego sposób przygotowania się do roli. Było to dla mnie doświadczenie tajemnicy i magii. Tata często przygotowywał się do ról w samotności. Czytał w samotności, myślał i robił inne rzeczy w ramach budowania postaci. Przy "Anemone" pierwszy raz był zaangażowany w tworzenie postaci od samego początku, jeszcze na etapie scenariusza. To dla niego również zupełnie nowe doświadczenie - podkreśla 27-letni reżyser filmu.

Ronan Day-Lewis: obiecujący syn trzykrotnego laureata Oscara

"Anemone" nie jest filmem wolnym od potknięć. Można odnieść wrażenie, że jest tam za dużo tematów. Walka z IRA, pedofilia w irlandzkim Kościele katolickim, przemoc w rodzinie, syndrom stresu pourazowego - wszystko to eksploduje w starciu dwóch braci w samym środku lasu. To miejsce też ma swoją symbolikę. Podobnie jak w kinie Terence'a Malicka piękno natury, ale też jej niemożliwe do okiełznania żywioły (ważny symbol burzy i gradu) są kontrapunktem dla ludzkich grzechów.

Film otwiera scena z modlącym się Jemem, który ma na plecach wytatuowane zdanie: "Tylko Bóg może mnie osądzić". Film Daniela i Ronana Day-Lewisów ma swój mocny metafizyczny aspekt

- Z jednej strony "Anemone" odrzuca zorganizowaną religię, ale jest to też uduchowiona opowieść. Nie w sensie religijnym, ale właśnie w duchowym - przyznaje Ronan Day-Lewis, który wybrał na debiut bardzo trudną materię.

Opowieść o ojcostwie i braterstwie ze skomplikowaną historią Irlandii Północnej w tle, z silnym wątkiem przyrodniczym i religijnym plus szarżujący Daniel Day-Lewis w obsadzie? Niejeden doświadczony reżyser nie poradziłby sobie z taką materią, ale Ronan Day-Lewis wychodzi ostatecznie obronną ręką.

Z Ronanem Day-Lewisem podczas festiwalu EnergaCAMERIMAGE rozmawiał Łukasz Adamski. Film "Anemone" otwierał tegoroczną edycję festiwalu, bierze też udział w Konkursie Głównym.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ronan Day-Lewis | Daniel Day-Lewis | Anemone
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL