George Armitage nie żyje. Film był jego życiową pasją
Armitage był ważną postacią amerykańskiego kina niezależnego. W latach 70. jego talent dostrzegł legendarny producent Roger Corman, który wsparł go na początku kariery. Współpraca ta zaowocowała takimi filmami jak "Hit Man" (1972) z Berniem Caseyem i Pam Grier oraz "Mściciel" (1976) z Krisem Kristoffersonem i Janem-Michaelem Vincentem.
Największą popularność przyniósł mu film "Miami Blues" (1990), ekranizacja powieści Charlesa Willeforda. W produkcji tej Alec Baldwin wcielił się w rolę Fredericka J. Frengera Jr., przestępcy podszywającego się pod policjanta. Kolejnym wielkim sukcesem było "Zabijanie na śniadanie" (1997), czarna komedia z Johnem Cusackiem.
George Armitage urodził się w 1942 roku w Hartford w stanie Connecticut, a w 1957 roku przeprowadził się do Los Angeles. Studiował nauki polityczne na UCLA i rozpoczął karierę w przemyśle filmowym jako pracownik 20th Century Fox. W latach 70. tworzył scenariusze oraz reżyserował filmy dla wytwórni Rogera Cormana, m.in. "Private Duty Nurses" (1971) czy "Więzienna gorączka" (1974). Jego ostatnim dziełem był "Wielki skok" (2004), adaptacja powieści Elmore'a Leonarda z Owenem Wilsonem w roli głównej.
Reżyser pozostawił żonę Sharon, z którą spędził 63 lata, syna Brenta, synową Rhondę Senę oraz wnuki Caroline i Nicka Armitage.
"Mam bardzo osobistą relację z filmem" - powiedział kiedyś Armitage.
"W filmie jest wiele sztuczek do zagrania, rzeczy do zrobienia. Film jest tak blisko sposobu, w jaki działa umysł - sposobu, w jaki umysł komunikuje się sam ze sobą. Film jest snem, emocjonalnym kodem" - mówił.
Zobacz też: Polscy filmowcy składają hołd Ukrainie. To poruszająca do głębi produkcja










