Reklama

Reklama

Najbardziej kontrowersyjne produkcje Netfliksa

W ciągu ostatnich kilku lat Netflix był oskarżany m.in. o propagowanie dziecięcej pornografii, "seksualizację 11-letnich dziewczyn dla zaspokojenia potrzeb pedofilów" oraz obrazę uczuć religijnych. Przedstawiamy pięć produkcji platformy, które wywołały w ostatnich czasie wywołały największe kontrowersje.

W ciągu ostatnich kilku lat Netflix był oskarżany m.in. o propagowanie dziecięcej pornografii, "seksualizację 11-letnich dziewczyn dla zaspokojenia potrzeb pedofilów" oraz obrazę uczuć religijnych. Przedstawiamy pięć produkcji platformy, które wywołały w ostatnich czasie wywołały największe kontrowersje.
Premiery filmów "Gwiazdeczki" (L) i "Pierwsze kuszenie Chrystusa" (P) wywołały falę protestów wśród subskrybentów Netfliksa /Netflix /materiały prasowe

W 2018 roku Netflix oburzył internautów argentyńskim filmem "Desire" w reżyserii Diega Kaplana. Kontrowersje wywołuje jedna z początkowych scen obrazu, w której kilkuletnia dziewczynka doprowadza się przypadkowo do orgazmu.

"Desire": Netflix oskarżony o "dystrybucję dziecięcej pornografii"

Użytkownicy Netflixa byli zdegustowani argentyńską propozycją serwisu, dając upust swojemu oburzeniu w rozlicznych wpisach w mediach społecznościowych. Streamingowy potentat oskarżany był m.in. o propagowanie dziecięcej pornografii i pedofilii.

Reklama

Użytkownicy Netflixa apelowali o usunięcie argentyńskiego filmu, grożąc anulowaniem subskrypcji. "Zastanawiam się, czy w ogóle oglądacie filmy, które udostępniacie w serwisie. Jeśli obejrzelibyście pierwsze 2 minuty filmu 'Desire', na pewno nie umieścilibyście go na platformie. To obrzydliwe, proszę - usuńcie go" - napisał jeden z użytkowników Twittera.

Kontrowersyjna scena rozgrywa się na samym początku filmu. Dwie dziewczynki oglądają w telewizji western Johna Forda, w którym widzą jadącego na koniu kowboja. Jedna z nich, mając między nogami poduszkę, zaczyna naśladować ruchy ekranowego bohatera. Użycie slow-motion, zbliżenie na twarz dziecka oraz zaakcentowany dźwięk oddechu sugerują, że dziewczynka doświadcza mimowolnego orgazmu. Kiedy dziecko opada wyczerpane na poduszkę, do pokoju wchodzi matka, która zabiera córkę do szpitala.

Sprawę po raz pierwszy nagłośniła Megan Fox, dziennikarka konserwatywnego serwisu PJ Media, oskarżając Netflix o "dystrybucję dziecięcej pornografii".

Reżyser filmu, Argentyńczyk Diego Kaplan, bronił się w rozmowie z serwisem IndieWire, twierdząc, że drażliwa scena została nakręcona "pod nadzorem" matki dziewczynki, dziecko nie zostało zaś przez twórców filmu w żaden sposób wykorzystane.

"'Desire' jest filmem. Kiedy widzicie w kinie rekina, który pożera kobietę , nikt nie myśli, że ta kobieta naprawdę nie żyje albo że rekin był prawdziwy. Pracujemy w świecie fikcji - bycie reżyserem jest dla mnie jak bycie ojcem" - Kaplan bronił się w oświadczeniu opublikowanym w serwisie IndieWire.

Reżyser dodał, że dziewczynka nie miała pojęcia o znaczeniu sceny - imitowała tylko zachowanie kowboja; na planie znajdowała się zaś matka dziecka.

Kaplan wyjaśnił, że domyślał się, że wspomniany fragment filmu może wywołać kontrowersje. Przygotował więc zawczasu materiał "making of" - rejestrujący kulisy powstawania sceny.

Film Kaplana trafił na ekrany argentyńskich kin pod oryginalnym tytułem "Desearas: Al Hombre De Tu Hermana" w 2017 roku. Netflix udostępnił go w wybranych krajach w grudniu 2017.  W Polsce film "Desire" był niedostępny.

"Gwiazdeczki": Netflix przeprasza za "nieodpowiedni" plakat

Film Maïmouny Doucouré "Gwiazdeczki", który dostał nagrodę jury za reżyserię na Festiwalu Filmowym w Sundance, trafił do oferty Netfliksa we wrześniu 2020.

Bohaterką "Gwiazdeczek" jest 11-letnia Amy, która zaczyna buntować się przeciwko swojej konserwatywnej rodzinie, gdy odkrywa fascynację tańcem i dołącza do wyzwolonej grupy tanecznej.

Netflix promował "Gwiazdeczki" plakatem, na którym bohaterki filmu pozują w prowokacyjnych pozach.

"Seksualizację 11-letnich dziewczyn dla zaspokojenia potrzeb pedofilów" zarzucili platformie autorzy internetowej petycji, wzywającej Netflix do usunięcia filmu z oferty. W ciągu 24 godzin podpisało się pod nią ponad 25 tysięcy osób.

Netflix szybko przeprosił za "nieodpowiedni" plakat i zdecydował się na zmianę grafiki promującej film.

"Bardzo nam przykro z powodu nieodpowiedniej grafiki, której użyliśmy w 'Gwiazdeczkach'. Nie była reprezentatywna dla tego francuskiego filmu, który zdobył nagrodę na Sundance. Zaktualizowaliśmy teraz zdjęcia i opis" - brzmi oświadczenie platformy.

Reżyserka Maïmouny Doucouré przyznała, że pomysł na film zrodził się z obserwacji mediów społecznościowych, które zachęcają młode dziewczyny do imitowania seksualnych póz bez zrozumienia, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z takim zachowaniem.

Doucouré powiedziała w rozmowie z portalem CineEuropa, że zaskoczyły ją niektóre profile nastolatek w mediach społecznościowych. "Zobaczyłam, że bardzo młode dziewczęta są obserwowane w mediach społecznościowych nawet przez 400 tysięcy osób. Chciałam zrozumieć, dlaczego. Nie kryło się za tym nic wyjątkowego poza faktem, że umieszczały seksowne fotki. Oto, co spowodowało ich 'sławę'" - przyznała reżyserka.

Z dokumentów, w których posiadanie wszedł portal "The Verge" wynika, że Netflix manipulował przy wynikach wyszukiwania, by ukryć przed widzami film "Gwiazdeczki". Tytuł został usunięty z takich kategorii jak "wkrótce", "więcej podobnych propozycji" czy "popularne wyszukiwania". Nie dało się go też znaleźć po wpisaniu w wyszukiwarkę takich słów jak m.in. "cute". Dokonano również takich zmian w algorytmie wyszukiwania, by po wpisaniu frazy "cuties" nie dało się odnaleźć filmów z zabarwieniem erotycznym oraz tytułów przeznaczonych dla dzieci.

Tuż po premierze "Gwiazdeczek" na Netfliskie, prokurator okręgowy Lucas Babin skierował sprawę do sądu w Teksasie, twierdząc że film Doucouré narusza prawo stanu Teksas poprzez sprośne sportretowanie dzieci w nim występujących. Netflix nalegał, aby sprawa została odrzucona, powołując się przy tym na naruszenie 1. poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która zakazuje m.in. ograniczania wolności słowa.

"Closer": Transpłciowe żarty Dave'a Chappelle'a wywołały burzę

Szerokim echem odbił się też nowy program komediowy Dave’a Chappelle’a "The Closer", który na początku października 2021 zadebiutował na platformie streamingowej Netflix. Żarty komika z osób transpłciowych nie spodobały się jednej z pracownic Netfliksa, transpłciowej Terrze Field, która wyraziła swoje oburzenie na portalu społecznościowym Twitter. Jak się teraz okazuje, Terra Field, wraz z dwójką innych pracowników Netfliksa, została potem zawieszona za próbę wtargnięcia na ważne spotkanie szefostwa firmy.

Pracująca w oddziale Netfliksa w San Francisco Terra Field to osoba transpłciowa i poliamoryczna. Tuż po premierze programu "The Closer" podzieliła się swoimi uwagami na jego temat z użytkownikami Twittera.

"Wczoraj wyemitowaliśmy kolejny program komediowy Chappelle’a, w którym zaatakował społeczność trans i samą istotę transpłciowości. Jednocześnie przeciwstawił nas innym zmarginalizowanym grupom. Dla niego nasza egzystencja jest zabawna, a kiedy sprzeciwiamy się takiej obrazie, uważa nas za obrażalskich" - napisała Field, wymieniając listę transpłciowych osób, które stały się ofiarami przestępstw.

Kiedy Field została zawieszona w prawach pracownika Netfliksa, pojawiły się głosy, że to kara za takie właśnie tweety. Kategorycznie zaprzeczył temu jednak rzecznik prasowy Netfliksa w rozmowie z portalem "Variety". "To kompletna nieprawda, że zawiesiliśmy jakichkolwiek pracowników za pisanie o naszych programach. Zachęcamy naszych pracowników do otwartej krytyki naszych produkcji i wspieramy ich prawo do tego" - twierdził.

Źródła, na które powołuje się "Variety" twierdzą, że Netflix rzeczywiście zawiesił troje pracowników, w tym Terrę Field, ale nie za pisanie krytycznych tweetów. Powodem tej kary była podjęta przez tę trójkę próba dostania się na specjalne spotkanie szefostwa Netfliksa, na które zaproszono pół tysiąca najważniejszych pracowników firmy. Field zaproszenia nie dostała.

Efektem tego spotkania szefostwa firmy było pismo, które do pracowników Netfliksa rozesłał dyrektor generalny Ted Sarandos. Broni on prawa Dave’a Chappelle’a do prezentowania własnych opinii w formie stand-upowego setu.

"Chappelle to jeden z najbardziej popularnych standuperów, z którym podpisaliśmy długotrwałą umowę. Jego poprzedni program, równie kontrowersyjny, po dziś dzień jest naszym najchętniej oglądanym i najczęściej nagradzanym programem komediowym. Podobnie jak w przypadku innych talentów pracujących dla nas, ciężko pracujemy, by wspierać ich wolność kreatywną. Nawet jeśli oznaczać to będzie, że uczucia niektórych osób zostaną obrażone" - czytamy w piśmie Sarandosa.

"Pierwsze kuszenie Chrystusa": Homoseksualny Jezus obraził Jarosława Gowina

"Pierwsze kuszenie Chrystusa"  to trwająca niewiele ponad 45 minut brazylijska produkcja, o której głośno stało się za sprawą podejmowanej w niej tematyki. W wyreżyserowanym przez Rodriga Van Der Puta obrazie Jezus Chrystus jest homoseksualistą. W Brazylii nie będzie można jednak tego filmu obejrzeć.

Premiera "Pierwszego kuszenia Chrystusa" wywołała wiele kontrowersji. W Brazylii grupa oburzonych widzów obrzuciła koktajlami Mołotowa biura firmy, która wyprodukowała ten średniometrażowy film. A do sądu wpłynęła petycja brazylijskiej organizacji katolickiej Don Bosco Centre for Faith and Culture, która określiła "Pierwsze kuszenie Chrystusa" jako atak na honor milionów katolików. Podpisało ją ponad milion osób.

Sędzia Benedicto Abicair z sądu w Rio de Janeiro wydał decyzję, która nakazała Netflixowi usunięcie "Pierwszego kuszenia Chrystusa" z brazylijskiej wersji serwisu.

W uzasadnieniu tej decyzji można przeczytać, że "prawo wolności wypowiedzi nie jest nieograniczone". Sędzia dodał, że wydany przez niego nakaz jest ważny nie tylko dla środowiska chrześcijańskiego, ale i dla całego społeczeństwa brazylijskiego, które w większości jest chrześcijańskie. "Pozostawienie filmu w serwisie może wywołać o wiele poważniejsze szkody niż jego usunięcie" - stwierdził.

Przedstawiciele Netflixa oraz firmy Porta dos Fundos, która wyprodukowała "Pierwsze kuszenie Chrystusa" odmówili komentarza. Dopóki postanowienie sądu w Rio de Janeiro nie zostanie zniesione przez inny sąd, zakaz wyświetlania filmu na serwisie Netflix w Brazylii jest wiążący. "Pierwsze kuszenie Chrystusa" wciąż można oglądać poza granicami Brazylii, w tym na polskim Netflixie.

Przypomnijmy, że o usunięcie z oferty platformy streamingowej filmu "Pierwsze kuszenie Chrystusa" apelował też Jarosław Gowin.

"Reed Hastings: Żądamy, by Netflix usunął bluźnierczy film ze swojej platformy!" - Gowin napisał  Twitterze, zwracając się bezpośrednio do prezesa Netflixa. Udostępnił również w swym poście link do petycji o wycofanie "Pierwszego kuszenia Chrystusa", którą podpisało już na całym świecie 1,3 milionów osób.

W wyreżyserowanym przez Rodriga Van Der Puta filmie główne role grają komicy Gregório Duvivier (Jezus) i Fábio Porchat (partner Jezusa - Orlando).

"Cenimy sobie artystyczną wolność i satyryczny humor" - twórcy napisali w specjalnym oświadczeniu. "Wierzymy, że swoboda wypowiedzi to podstawowa konstrukcja demokratycznego społeczeństwa" - dodali Duvivier i Porchat.

"Blonde": Film, który "obrazi wszystkich"

Zaplanowana na wrzesień 2022 premiera filmu "Blonde", będącego fabularyzowaną opowieścią o życiu Marylin Monroe, wzbudza kontrowersje w związku z otrzymaną kategorią wiekową NC-17 (tylko dla widzów powyżej 17. roku życia). Według reżysera Andrew Dominika będzie to film, który może "obrazić wszystkich".

Andrew Dominik przyznał w rozmowie z Vulture, że głównym tematem "Blonde" będzie "dziecięca trauma", która w znacznym stopniu wpłynęła na tragiczne życie Marilyn Monroe.

Reżyser ujawnił, że jego dzieło nie będzie portretem "szczęśliwej seksualności", dodając, że starał się ukazać "niejednoznaczność" statusu seksbomby, w kontekście którego rozpatrywane jest życie Monroe. "Amerykanie są dość dziwni w kwestii erotycznych zachowań. Nie wiem, dlaczego. Robią najwięcej filmów porno na świecie" - podkreślił.

Reżyser "Blonde" dodał, że jego dzieło pokaże Marilyn Monroe w sposób, który odbiega od obiegowych obrazów legendy Hollywood. "Znajdą się w nim rzeczy, które mogą obrazić wszystkich". 

Mimo medialnego zamieszania dotyczącego odkładanej premiery premiery "Blonde" i towarzyszących jej kontrowersji, Dominik ma świadomość swojego miejsca w szeregu w hierarchii Netfliksa. "Oni płacą 400 milionów dolarów za filmy. Mały film za 22 milionów dolarów z pewnością nie rozbije banku" - zapewnił Dominik.

W lipcu 2021 Netflix niespodziewanie przesunął premierę "Blonde" na 2022 rok. Według relacji Jordana Ruimy'ego (portal World of Reel) powodem nagłej zmiany daty premiery miały być szokujące erotyczne sceny, które znalazły się w filmie australijskiego reżysera.

Ruimy twierdził, powołując się na kilka źródeł, że w filmie "Blonde", który Dominik zaprezentował Netfliksowi, znalazło się sporo sekwencji, które zszokowały przedstawicieli streamingowego giganta. Dominik miał zawrzeć w swym filmie  m.in. scenę gwałtu, pokazał także dosadnie "krwawy menstruacyjny cunnilingus" bohaterki.

W rozmowie ze Screen Daily Dominik zaprzeczył, jakoby pokazał w swym filmie menstruację bohaterki, potwierdził jednak, że w "Blonde" znalazła się opisana w książce Joyce Carol Oates scena gwałtu na Marilyn Monroe (pisarka chwaliła film Dominika już w 2020 roku, nazywając go "prawdziwie feministyczną" interpretacją).

Reżyser ujawnił również, że Netflix chciał złagodzić wywrotowy charakter filmu, narzucając Dominikowi montażystkę Jennifer Lane ("Hereditary" i "Tenet").

Pierwotnie "Blonde" miało mieć światową premierę na ubiegłorocznym festiwalu Wenecji. Ruimy pisał, że "Blonde" było w planach Netfliksa jednym z oscarowych kandydatów - arthouse'owy charakter filmu utrudnił jednak platformie skuteczne lobbowanie wśród członków Akademii.

Dominik przyznał, że jego film od początku miał być przeznaczoną dla dorosłej widowni opowieścią o Marilyn Monroe (Ana de Armas). "To wymagający film. Jeśli nie spodoba się widzom, to jest to ich pie***y problem" - zaznaczył reżyser, odnosząc się do domniemanych spięć z platformą Netflix na temat ostatecznego kształtu dzieła.

Zobacz też:

"Buzz Astral": Podróż w kosmos z zaciągniętym hamulcem [recenzja]

"Kobieta na dachu": Pomykała superstar [recenzja]

"Po miłość / Pour l'amour": Kobieta w potrzasku [recenzja]

"IO": Z kamerą wśród zwierząt [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Netflix

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy