Reklama

"Gwiazdeczki": Post-galerianki [recenzja]

Bohaterki filmu "Gwiazdeczki" /Jean-Michel Papazian / BIEN OU BIEN PRODUCTIONS /materiały prasowe

My mieliśmy "Galerianki", świat ma "Gwiazdeczki". Jak na film, który przysporzył Netflixowi oskarżeń o promowanie dziecięcej pornografii, debiut francuskiej reżyserki Maïmouny Doucouré jest wyjątkowo skromnym dziełem. Choć marketingowa machina ubrała go w szaty prowokacyjnej historyjki o wyuzdanych seksualnie 11-latkach, pod kolorową okładką, podobnie jak w filmie Katarzyny Rosłaniec, mieści się przede wszystkim opowieść o dorastaniu. Skomplikowanym, rozdartym między tradycją, a nowoczesnością i nieco szybszym, niż "za naszych czasów", ale ze światem z filmów porno mającym tyle wspólnego, co nic.

Bohaterką "Gwiazdeczek" jest Amy (Fathia Youssouf), pochodząca z tradycyjnej muzułmańskiej rodziny dziewczynka, która wraz z matką i ciotką mieszka w jednej z biedniejszych dzielnic Paryża. Gdy pewnego dnia w pralni podgląda podczas odważnego tańca swoją rówieśniczkę - Angelicę (Médina El Aidi-Azouni), zafascynowana postanawia za wszelką cenę dołączyć do niej i grupy jej przyjaciółek, tytułowych "Gwiazdeczek", które po lekcjach przygotowują się do konkursu talentów. Problem w tym, że dziewczynki nie tańczą baletu, a nowoczesne choreografie podpatrzone w najbardziej śmiałych teledyskach. Wejście na tę ścieżkę dla 11-latki nie może oznaczać nic dobrego...

Podczas gdy Amy coraz bardziej uzależnia się od toksycznego świata małoletnich "Gwiazdeczek", dają o sobie znać także jej korzenie. Przygotowania do drugiego ślubu ojca, rygorystyczne zasady w domu i pierwsze rytuały - przemiany z dziecka w kobietę, tylko podsycają jej pragnienie, by wyrwać się z krępujących ram. Doucouré z dużą wrażliwością śledzi drogę dziewczynki, wielką wagę przykładając do kontrastów - między wyzwoloną pozą "Gwiazdeczek", a osadzoną na mocnych fundamentach codziennością muzułmańskiej rodziny. Różnice możemy wyłapać na każdym kroku - od kostiumów przez muzykę, aż po sam styl filmowania, który w zależności od świata, w którym przebywa Amy, zmienia się diametralnie - z teledyskowego w duchowo-zmysłowy.

Reklama

To zderzenie kultur jest zdecydowanie najciekawszym elementem "Gwiazdeczek", zwłaszcza, że twórcy nie uciekają się do prostych ocen. W filmie Doucouré nie ma szczęśliwych kobiet. Niezależnie od obranej drogi - postępowaniu zgodnie z tradycją lub przeciw niej, bohaterki padają ofiarami własnego ciała - wiecznie niedocenione, pełne kompleksów, skrzywdzone nie tylko przez pozbawionych charakteru, najczęściej nieobecnych mężczyzn, jak i (nawet bardziej) przez siebie nawzajem. Ta wizja współczesnego świata z kobiecej perspektywy potrafi przerazić, zwłaszcza, gdy obserwujemy kolejne desperackie kroki Amy, by przypodobać się koleżankom. Wypięte pośladki, wyeksponowane piersi, przygryzione zalotnie usta - choć to te pozy ściągnęły na film oskarżenia o promowanie pedofilii, budzą tylko skrajną niechęć i niezgodę. Uświadamiają też dobitnie, że za wszystkie seksualne wzorce odpowiadają dorośli, a nie dzieci, które je przejmują.

Pod brutalnym socjologicznym komentarzem "Gwiazdeczki" nie mają jednak już tak dużo do zaoferowania. Koncertowa młoda obsada, na czele z odtwórczynią głównej roli, Fathią Youssouf oraz sprawna realizacja nie są w stanie zamarkować przewidywalnego scenariusza. Od początku jesteśmy w stanie ocenić, że wybory Amy doprowadzą do negatywnych konsekwencji, bardzo szybko możemy też rozczytać konwencję filmu. Brudny realizm, który wybiera Doucouré wydaje się już nieco "wyprany" - wałkowany przez kino artystyczne o młodych przynajmniej od czasów "Dzieci z Dworca ZOO" z 1981 roku. Nie bez powodu odwołania do "Galerianek" - faktycznie, choć różnią się realia, w wizji francuskiej reżyserki odnajdziemy sporo zbieżnych punktów ze światem kreowanym przez Rosłaniec ponad dekadę temu.

"Gwiazdeczki" są filmem mniejszym, niż kontrowersje, które wokół nich narosły. To niszowe kino, które w normalnej sytuacji dotarłoby jedynie do widowni festiwalowej i tam zapewne nie wzbudziłoby podobnych emocji. Jeśli jednak kontrowersje sprawią, że po debiut Doucouré sięgnie więcej widzów - nic straconego, jest to bowiem kino wartościowe i skłaniające do refleksji. Z kolei tych, którzy swoich wyborów filmowych nie uzależniają jedynie od szumu wokół tytułu, można zachęcić do szukania dalej - nawet i w polskiej kinematografii znajdzie się kilka wartościowych produkcji w podobnym kluczu, po które warto sięgnąć. I nie są to filmy Kasi Rosłaniec.

6/10

"Gwiazdeczki" (Mignonnes), reż. Maimouna Doucouré, Francja 2020, film dostępny na platformie Netflix.

 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gwiazdeczki (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje