Reklama

Filmowe podsumowanie roku: Najlepsze występy aktorskie 2018

2018 rok obfitował w wybitne kreacje aktorskie. Było ich tak dużo, że podczas komponowania naszej listy musieliśmy zgodzić się na pewne ograniczenia. Dlatego też brakuje na niej ról z poprzedniego sezonu oscarowego - bo wszyscy już wiedzą, że Frances McDormand w "Trzech billboardach", Margot Robbie w "Jestem najlepsza" czy James Franco w "The Disaster Artist" byli świetni. Kończąc wstęp: oto nasza subiektywna lista najlepszych kreacji aktorskich 2018 roku.

Joanna Kulig i Tomasz Kot w filmie "Zimna wojna", fot. Kino Świat

Joanna Kulig i Tomasz Kot – "Zimna wojna"

Reklama

Na miejscu pierwszym nie mogły znaleźć się inne nazwiska. Role Zuli i Igora okazały się dla Kulig i Kota biletem do światowego kina. Aktorka triumfowała podczas rozdania Europejskich nagród filmowych, z kolei on wedle plotek był blisko otrzymania roli złoczyńcy w najnowszych przygodach Jamesa Bonda. Pozostaje mieć nadzieję, że oboje szybko otrzymają od zagranicznych twórców role na miarę swojego talentu. I że w lutym 2019 roku razem z Pawłem Pawlikowskim odbiorą Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny.

Jacek Braciak – "Kler"

Gdyby w Gdyni przyznawano nagrodę za najlepszą obsadę, "Kler" stoczyłby o nią ciężki bój z "Zimną wojną" - ale w innym roku byłby bezkonkurencyjny. Arkadiusz Jakubik jest wspaniały jako ksiądz starający się przeciwstawić oskarżeniom o pedofilię i traumom przeszłości. Janusz Gajos nawet z bardzo przerysowanej roli tworzy pełnokrwista postać.

Wszyscy jednak schodzą na drugi plan, gdy na ekranie pojawia się Jacek Braciak. Do pewnego momentu jest to najbardziej nieoczywista postać w filmie. Braciak zręcznie myli tropy, by w odpowiednim momencie zaskoczyć widza. A gdy odkrywa wszystkie karty, nie ma wątpliwości, że jego postaci nie da się zapomnieć.

Lady Gaga - "Narodziny gwiazdy"

W "Narodzinach gwiazdy" Bradley'a Coppera stojący za kamerą aktor miejscami zdaje się uważać siebie za tytułowe odkrycie i - szczególnie w końcówce filmu - skupia uwagę głównie na sobie. Tymczasem od początku do końca jest to film Lady Gagi. Popularna piosenkarka dotychczas występowała głównie w rolach groteskowych i przerysowanych - w drugiej części "Maczety" lub serialu "American Horror Story". "Narodziny gwiazdy" stanowią jej pierwszą rolę dramatyczną.

Udowadnia, że jest z aktorstwem idzie jej równie dobrze co z śpiewaniem. Nie odstępuje przy tym od pozostałych gwiazd kina - między innymi Judy Garland i Barbry Streisand - które wcześniej mierzyły się z rolą zdolnej dziewczyny odkrytej przez staczającego się gwiazdora-alkoholika. Póki co Gaga otrzymała nominację do Złotego Globu i nagrody Gildii Aktorów. Oscar wydaje się tylko formalnością.

Josh Brolin - "Avengers: Wojna bez granic"

W obsadzie trzeciej części komiksowego widowiska znaleźli się aktorzy obdarzeni nieprzeciętną charyzma - Robert Downey Jr., Benedict Cumberbatch, Chris Pratt. A jednak wszystkich ich przyćmił Josh Brolin, który zagrał Thanosa - głównego antagonistę filmu. Aktor wcielił się w niego dzięki technice motion-capture. Tym samym sprawił on, że wygenerowany cyfrowo fioletowy tyran zdaje się postacią z krwi i kości, a nie kolejnym jednowymiarowym antagonistą.

Mimika Brolina okazuje się niezawodna, by pokazać pęknięcia w obrazie tyrana. Bo Thanos, chociaż jego plan jest szalony, jest kłębkiem sprzecznych uczuć. Z jednej strony skupiony na swej misji, z drugiej przeżywający traumę zagłady swej planety i żywiący prawdziwe uczucie do swej przybranej córki Gamory. Gdy cel mający w jego mniemaniu ocalić życie w kosmosie konfrontuje się z miłością do najbliższej mu osoby, Brolin daje prawdziwy popis aktorstwa. Bez wątpienia najlepszy złoczyńca w Marvel Cinematic Universe.

Gabriela Muskała – "Fuga"

Gabriela Muskała może zaliczyć 2018 rok do udanych. W "7 uczuciach" Marka Koterskiego zachwyciła widzów jako nadpobudliwa uczennica piątej klasy podstawówki. Jej największym osiągnięciem była jednak "Fuga" Agnieszki Smoczyńskiej, do której aktorka napisała także scenariusz. Wcieliła się w niej w cierpiącą na amnezję bezdomna, w której ktoś rozpoznaje zaginioną Alicję - matkę, żonę i córkę.

Muskała nie tworzy ze swojej bohaterki postaci sympatycznej. Alicji średnio uśmiecha się powrót do ludzi, z którymi kiedyś była związana, ale teraz zupełnie ich nie pamięta. Jednocześnie czyni przemianę swej postaci przejmującą. Dlaczego Muskała opuściła Festiwal w Gdyni w 2018 roku bez żadnej nagrody - tego nikt nie wie i nikt nie rozumie.

Jakob Cedergren – "Winni"

90 minut projekcji, a na ekranie tylko on. Najlepsi nie daliby rady, a tymczasem szerzej u nas nieznany duński aktor zmienia skromny thriller w swoje tour de force. Jego dyspozytor telefonu alarmowego w pierwszej chwili zdaje się zmęczonym swą pracą arogantem. Gdy jednak akcja filmu rozwija się, Cedergren dzielnie i pewnie trzyma na swoich barkach ciężar filmu. Często może pociągnąć scenę tylko swą mimiką. I zawsze mu się udaje - czy w rzadkich momentach humorystycznych, czy też w tych, gdy żołądek z emocji podchodzi do gardła.

Duński kandydat do Oscara otrzyma amerykański remake, a rolę Cedergrena zagra Jake Gyllenhaal. Znany z "Tajemnicy Brokeback Moutain" aktor nie będzie miał łatwego zadania.

Claire Foy - "Pierwszy człowiek"

Biografia Neilla Armstronga, pierwszego człowieka na księżycu, w interpretacji Damiana Chazelle'a to portret złamanego człowieka, dla którego nawet "wielki krok dla ludzkości" nie pomaga pogodzić się z osobistą tragedią. Grający astronautę Ryan Gosling daje jeden z najlepszych występów w swej karierze. Ale przyćmiewa go Claire Foy w roli Janet, żony Armstronga.

Gdy Neill załamuje się, do żona pomaga mu zebrać się do kupy. To ona wspiera go w dążeniu do celu, ona także konfrontuje się z nim, gdy podróż w kosmos może zagrozić ich rodzinie. Scena, w której Janet dopytuje się o stan swojego męża, grożąc jego przełożonym, stanowi w wykonaniu Foy ma w równie duży ładunek emocjonalny co podróż na księżyc.

Toni Collette - "Dziedzictwo. Hereditary"

Najlepszym horrorem 2018 roku bez wątpienia okazało się "Dziedzictwo. Hereditary" Ariego Astera. Spora w tym zasługa Toni Collette, która zagrała w nim główną rolę. Aktorka kojarzona jest głównie z rolami komediowymi ("Mała miss", serial "Wszystkie wcielenia Tary"), ale należy pamiętać, że jej kariera rozpoczęła się przecież od dreszczowca "Szósty zmysł" (za który otrzymała zresztą nominację do Oscara). Collette wciela się w kobietę starającą się poukładać swoje życie po śmierci matki, z którą łączyła ją toksyczna relacja. Jest to jednak jedynie początek dziwnych i przerażających zdarzeń.

Collette idealnie wygrywa emocje targające jej bohaterką - od rozpaczy i nagłej radości po przerażenie. Dzięki niej przez dłuższy czas nie wiadomo, czy oglądamy dramat psychologiczny o rozpadzie rodziny, czy też rzeczywiście wydarzenia ukazane w filmie związane są z działaniami sił nieczystych. W idealnym świecie Collette dostałaby za swoją rolę wszystkie nagrody świata.

Adam Driver – "Czarne bractwo. BlacKkKlansman"

Aktorska kariera Adama Drivera rozwija się w niesamowitym tempie. Za role w serialu "Dziewczyny" był trzykrotnie nominowany do Emmy, w 2014 roku otrzymał nagrodę aktorska podczas festiwalu w Wemecji za "Złaknionych", a w 2015 dołączył do świata "Gwiezdnych Wojen" jako Kylo Ren, wnuk Dartha Vadera. Przez lata pracował z najważniejszymi amerykańskimi reżyserami - by wymienić tylko Stevena Spielberga. Jima Jarmuscha, Clinta Eastwooda czy Martina Scorsese.

W końcu przyszła kolej na Spike'a Lee, a ten dał Driverowi rolę na miarę jego możliwości - Flipa Zimmermana, żydowskiego policjanta infiltrującego Ku Klux Klan. Jego bohater to ceniący sobie przede wszystkim święty spokój poczciwiec - wiedzący, co jest dobre, a co złe, ale nie macający zupełnie ochoty na wojenki ideologiczne. Przez infiltrację klanu przekonuje się jednak o niszczycielskiej mocy rasizmu. Przy tym musi grać jednego z członków organizacji - głośnego, używającego języka nienawiści. Driver świetnie sprawdza się w obu rolach. Otrzymał już nominację do Złotego Globu i nagrody Gildii aktorów - 22 stycznia najpewniej dołączy do nich także ta do Oscara.

Marcello Fonte - "Dogman"

Bohater Fonte prowadzi klinikę dla zwierząt, a w jednej ze scen wraca do obrabowanego mieszkania, by wyciągnąć psa z zamrażarki i cudem uratować mu życie. Czy taki bohater może być zły? Przynajmniej niejednoznaczny, co brawurowo udowadnia Fonta w roli, która przyniosła mu Europejską Nagrodę Filmową i wyróżnienie w Cannes. Fonte tworzy postać, której trudno kibicować, nie da się jednak w pewnym sensie nie zrozumieć jego postępowania. Ostatnia scena i żądanie uznania bohatera przez lokalną społeczność stanowi jedną z najbardziej przejmujących w kinie w 2018 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje