Eva Victor: nowe objawienie współczesnego kina?
Czy Eva Victor jest nowym objawieniem komedii? Wiele na to wskazuje. Jej reżyserski debiut "Sorry, Baby" to błyskotliwa tragikomedia egzorcyzmująca różne osobiste traumy reżyserki. Nie dziwi mnie, że w talent Victor uwierzył zdobywca Oscara za "Moonlight" Barry Jenkins. Jeden z najważniejszych amerykańskich reżyserów kina indie wyprodukował film aktorki, której jedynym doświadczeniem reżyserskim było kręcenie krótkich satyrycznych filmików na social mediach.
- Kiedy już zrozumiałam, że chcę wyreżyserować "Sorry, Baby" zaczęłam szukać swojego stylu w moich ukochanych komediach. Uczyłam się, jak robić ujęcia i grać rytmem poszczególnych scen. Kluczową scenę w wannie nakręciłam rok przed głównymi zdjęciami. Konsultowałam ją z Barrym, który dawał mi cenne wskazówki. To bardzo pomogło mi znaleźć odpowiedni sposób na opowiedzenie tej szalenie dla mnie ważnej historii - mówi Eva Victor w rozmowie z Łukaszem Adamskim dla Interii.

Trzeba mieć wiele odwagi, by porwać się na taki film
Nie jest jednak tak, że Victor nie ma żadnego doświadczenia w kinie. Zagrała ważną rolę w popularnym serialu "Bilions" oraz szlifowała komediowy timing satyrycznych filmików na Twitterze, ale też w Comedy Central. Trzeba mieć wiele odwagi, by z takim doświadczeniem porwać się na nakręcenie długometrażowego filmu o traumie, który nie ma przytłaczać. Ba, ma nawet bawić.
Pomysł na "Sorry, Baby" zrodził się w głowie Victor w czasie kolejnych pandemicznych lockdownów.
- Najbardziej interesowało mnie zgłębianie paraliżującego uczucia utknięcia w martwym punkcie. A także obserwowanie jak ludzie, których kochasz, idą dalej, podczas gdy ty wciąż tkwisz w złych sprawach, które cię dotknęły - opowiadała w jednym z wywiadów.
Victor wciela się w Agnes, która doświadczyła podczas studiów molestowania ze strony swojego wykładowcy. Poznajemy ją, gdy sama zaczyna pracę wykładowcy na uczelni w Nowej Anglii, którą niedawno wcześniej ukończyła. Praca tam była zawsze dla niej spełnieniem marzeń. Teraz marzenie naznaczone jest koszmarnymi przeżyciami z przeszłości. Agnes od czasów studiów przyjaźni się z Lydie (Naomi Ackie). Wspólne sceny Ackie i Victor emanują naturalnością i chemią. Jednocześnie ich relacja jest podszyta ukrytym smutkiem, pokazywanym inteligentnie i nielinearnie. W życiu Agnes pojawia się też uroczy sąsiad Gavin (Lucas Hedges), z którym ma w końcu szansę na zbudowanie normalnej relacji.
"Sorry, Baby": to nie jest film o przemocy
Victor nigdy nie pokazuje samej przemocy, która spotkała jej bohaterkę na studiach.
- To nie jest film o przemocy. To jest film o radzeniu sobie z jej konsekwencjami, dzięki obecności drugiej osoby. Zależało mi, by pokazać jak z traumy można wyjść dzięki przyjaźni - mówi aktorka.
"Sorry, Baby" jest opowieścią nie tylko o krzywdzie, ale pokazuje też to wszystko, co stało się potem. To odróżnia ten film od wielu innych opowieści o przemocy wobec kobiet, bo dotyka konsekwencji tej przemocy w perspektywie dłuższego czasu. Victor jednak nie jest ekshibicjonistyczna i kamufluje autobiograficzne wątki fikcją.
- Sprawiło mi wiele satysfakcji budowanie świata wokół postaci, której przeżycia są dla mnie tak bardzo bliskie. Jednocześnie ważne jest dla mnie to, że tylko ja wiem, co w tej historii jest prawdą, a co kreacją. Kreując świat oparty na moich własnych przeżyciach pomogłam mojej bohaterce pokonać trudności, ale też zastawiłam na nią pułapki - mówi w rozmowie z Interią Victor.
Grana przez nią Agnes nie godzi się na bycie ofiarą. Chce nawet pracować w miejscu, w którym spotkała ją krzywda. To nic nowego w kinie wyrosłym na rewolucji metoo. Victor nie udaje, że wyważa nowe drzwi, ale też potrafi wyrwać film z typowej opowieści o ofierze.
- Różnicę między banałem i czymś nowym robi czasami jedno ujęcie. Na świecie istnieje przecież tylko kilka opowiedzianych historii. Reszta to ich mutacje. Czasami można je opowiadać w dosłowny sposób i tym samym uczynić z nich parodię, co robiłam w swoich filmikach w internecie. Gdy jednak do typowej komedii romantycznej zbudowanej z klisz dodamy odrobinę czegoś zupełnie nieoczywistego, efekt jest bardzo świeży - wyjaśnia.
Rzeczywiście jej doświadczenie w pełnych absurdu internetowych filmach, które masowo nagrywała w pandemii, dało jej ciekawą reżyserską perspektywę w kinie dotykającym tak poważnego tematu. "Sorry, Baby" jest pełne ironii, czarnego humoru, ale też pojawia się w nim humor niemal slapstikowy, co pokazuje, że Victor rzeczywiście przesiąknęła różnymi gatunkami filmowymi. Najmocniej za serce chwytają tutaj jednak intymne sceny między świetnie dobraną obsadą. Victor sama jest aktorką, co pomaga jej prowadzić innych bohaterów opowieści. W "Sorry, Baby" aktorski tercet jest mocno zżyty, co też widać podczas wywiadów, których Victor, Ackie i Hedges udzielają zawsze wspólnie.

Przyjazna atmosfera na planie. Były też improwizacje
Podczas spotkania z Łukaszem Adamskim zarówno Ackie, jak i Hedges podkreślali jak istotne było to, że Victor zbudowała przyjazną atmosferę na planie, ale pozwalała im też improwizować.
- Scenariusz "Sorry, Baby" jest błyskotliwy i nie musiałam dokładać do niego na siłę swoich pomysłów. Jednak świadomość, że Victor jest aktorką, budowało we mnie poczucie bezpieczeństwa i pewność, że zrozumie moje pomysły na interpretację roli najlepszej przyjaciółki Agnes - mówi Ackie, która ma zresztą w filmie znakomity tekst (scena przy obiedzie), który był właśnie improwizowany.
- To co mówię przy stole napisała Eva, ale już rzut widelcem to mój pomysł! - mówi rozbawiona Ackie.
Ackie i Victor bardzo szybko złapały na planie chemię potrzebną w opowieści o wychodzeniu z traumy dzięki przyjaźni. Nie inaczej jest we wspólnych scenach Victor z Lucasem Hedgesem. Jest on dziś wschodzącą gwiazdą i najbardziej utytułowanym aktorem z całej obsady (nominacja do Oscara za "Manchester by the Sea"), ale w drugoplanowej roli mężczyzny, będącego swoistym antidotum na traumę pogruchotanej Agnes, jest umiejętnie wycofany. To nie mężczyźni są najważniejsi w tej opowieści.
- Od razu zgodziłem się zagrać w tym projekcie. Nie tylko dlatego, że Eva przysłała mi poruszający list razem ze scenariuszem, który jeszcze lepiej tłumaczył postać Agnes. Gavin ma po prostu w sobie magnetyczne ciepło. Jest w nim coś kojącego i tajemniczego - mówi Hedges.
"Sorry, Baby": o brutalnym świecie szczerze i bez wyrachowania
Eva Victor w "Sorry, Baby" mówi o brutalnym świecie szczerze i bez wyrachowania. Mówi o jego mrokach z uśmiechem na ustach. Nie zawsze ironicznym. Życie jest komediodramatem i krzywym zwierciadłem z naklejką "krindż". Tego akurat w filmie nie brakuje. Podkreśla absurd wszystkiego, przez co Agnes musi przejść.
- Komediowe elementy scenariusza nie obniżają istoty krzywdy, jaka spotkała Agnes. Czarny humor ma właśnie podkreślać, w jakiej spirali absurdu moja bohaterka się znalazła - podkreśla Victor.
Scena badania Agnes przez lekarza, gdy zgłasza ona napaść, mogłaby pojawić się w jakimś mrocznym mockumentary. Victor wykazuje się jednak reżyserską dojrzałością i umiejętnie balansuje między humorem a powagą.
"Sorry, Baby" otwiera świetnie napisana i zagrana scena, w której Agnes i Lydie frywolnie rozprawiają o tym, jak mężczyźni potrafią być żenująco zabawni podczas seksu. Gdy dowiadujemy się, co się przydarzyło Agnes, ich żarty nabierają zupełnie innego wymiaru.
Oglądając "Sorry, Baby" kilka razy zastanawiałem się, jaka będzie przyszłość Victor i jak w kinie rozwinie się jej kariera po tak dobrym debiucie. To, że uwierzył w nią Barry Jenkins jest ważne. Firma Pastel, której jest współtwórcą, wyławia młode talenty.
Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że Victor tak sprawnie - jako debiutantka - porusza się w trudnej materii, jaką jest komediodramat. Jest to przecież jeden z najtrudniejszych gatunków w kinie i literaturze. Jeden z jego absolutnych mistrzów Woody Allen (w kontekście treści filmu osoba mało tutaj pasująca, ale to też reżyserujący samego siebie komik), zanim zrobił swoje słodko-gorzkie arcydzieła, jak "Annie Hall" czy "Manhattan", przechodził przez czysty absurd w "Bananowym czubku".
Victor jako reżyserka weszła z przytupem do kina wprost z Twittera, gdzie testowała absurd w wersji viralowej. A może w "Sorry, Baby" jest też rozliczenie z Allenem? W końcu studenci Agnes omawiają na lekcji "Lolitę" Nabokova...













