Reklama

Reklama

​Ben Affleck broni Ridleya Scotta

Jego dwa najnowsze filmy - "Ostatni pojedynek" i "Dom Gucci" - przynoszą słabe zyski w kinach. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że Ridleyowi Scottowi puszczają nerwy. Odpowiedzialnością za mizerne wyniki finansowe swoich dzieł reżyser obarczył już widzów i ich "pie... telefony komórkowe", a pytającemu go o tę kwestię dziennikarzowi kazał "spie...". Zachowania legendarnego reżysera broni Ben Affleck, który występuje w "Ostatnim pojedynku".

Jego dwa najnowsze filmy - "Ostatni pojedynek" i "Dom Gucci" - przynoszą słabe zyski w kinach. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że Ridleyowi Scottowi puszczają nerwy. Odpowiedzialnością za mizerne wyniki finansowe swoich dzieł reżyser obarczył już widzów i ich "pie... telefony komórkowe", a pytającemu go o tę kwestię dziennikarzowi kazał "spie...". Zachowania legendarnego reżysera broni Ben Affleck, który występuje w "Ostatnim pojedynku".
Ben Affleck i Ridley Scott /Alessandra Benedetti - Corbis/Corbis /Getty Images

"Bądźmy szczerzy. Każdy z nas nie chciałby powiedzieć dziennikarzowi 'spie...'. Ridley Scott jest na takim etapie swojej kariery, że może być całkowicie wolny od obaw o to, co pomyślą sobie o nim ludzie" - powiedział ze śmiechem Ben Affleck w rozmowie z portalem "The Hollywood Reporter".

Na tym jednak nie skończył. Uznał bowiem, że frustracja Scotta jest zrozumiała. "Miewałem w karierze filmy, które zaliczyły klapę finansową, bo nie były dobre. Bardzo łatwo jest wtedy zrozumieć, dlaczego tak się stało. Film był gów..., więc ludzie nie chcieli go oglądać. A 'Ostatni pojedynek' bardzo mi się podoba. (...) Nie jest to taki film, o którym pomyślałbym, że szkoda, że nie jest dobry. Jego klapa spowodowana jest sejsmiczną zmianą, jaką obserwujemy. Mówi o tym każdy, z kim rozmawiam. Te rozmowy dotyczą tego, jak zmienia się rynek filmowy" - tłumaczył Affleck.

Reklama

"Najbardziej fundamentalną zmianą jest to, że ludzie, którzy chcą oglądać skomplikowane dramaty dla dorosłych, które nie są częściami rozbudowanej franczyzy, to ci sami ludzie, którzy uważają, że nie muszą na nie iść do kina. Lubią je zatrzymać, pójść do łazienki, może skończyć następnego dnia" - dodał.

Aktor podkreśla, że "Ostatni pojedynek" to być może ostatni film z jego udziałem, który będzie można zobaczyć w kinie. Nie interesuje go bowiem granie w komiksowych produkcjach i widowiskach mających już grupę oddanych fanów czekających na kolejne odsłony. "Kiedyś to lubiłem, ale już nie lubię. Chcę robić co innego" - powiedział.

Zdaniem Afflecka idealnym miejscem dla filmów, jakimi jest teraz zainteresowany, jest streaming. Właśnie tam - a konkretniej na platformie Amazon Prime - będzie można zobaczyć jego najnowszy film zatytułowany "Bar dobrych ludzi". Affleck otrzymał za rolę w nim nominację do Złotych Globów. Premiera produkcji George'a Clooneya zaplanowana została na 7 stycznia przyszłego roku. Na streamingu będzie miał premierę także inny film z jego udziałem - erotyczny dramat "Głęboka woda". Trafi najprawdopodobniej na platformę Hulu.

Zobacz również:

Najważniejszy film roku wchodzi do kin!

Odkryta przez Polaka! To jemu zawdzięcza wielką karierę

Gwiazda złożyła nietypową obietnicę. Po latach żałuje?

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ben Affleck | Ridley Scott | Ostatni pojedynek | Dom Gucci

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy