Reklama

Reklama

Anna Dymna wspomina Sylwestra Chęcińskiego. "Jest dla mnie bardzo ważnym reżyserem"

"Sylwester Chęciński jest dla mnie bardzo ważnym reżyserem, ponieważ spotkałam go na początku mojej drogi zawodowej" - powiedziała PAP aktorka Anna Dymna.

Sylwester Chęciński i Anna Dymna na planie "Kochaj albo rzuć"

W rozmowie z PAP aktorka opowiedziała, jak wyglądało jej pierwsze spotkanie z reżyserem. "Byłam na studiach, chyba na drugim roku, i przyjechałam do wrocławskiej wytwórni na próbne zdjęcia. W ciemnym korytarzu spotkał mnie jakiś pan i mówi: 'Oj, Ania Pawlaczka!'. Pamiętam, że się zaczerwieniłam i powiedziałam 'Przepraszam, to pomyłka, ja się nazywam Ania Dziadyk'. Ale on mówi: 'Ty jeszcze nie wiesz, że ty Pawlaczka jesteś'" - mówiła Dymna.

Aktorka powiedziała także, że jeszcze jako studentka zagrała w filmie Chęcińskiego "Diament radży". "Nie pamiętam już dokładnie, co to już w ogóle było, ale był to krótki film. Myślę, że chciał mnie sprawdzić" - oceniła.

Reklama

"Skończyłam studia, dokładnie w 1973 r., zostałam panią magister i dostałam się do Teatru Starego. Wtedy zadzwonił do mnie Sylwester Chęciński i powiedział: 'Ania, czas do roboty, nie?'. Zapytałam się, o co chodzi, a on wówczas wyjaśnił, że robi drugą część 'Samych swoich'. Potem się śmiał i mówił: 'Słuchaj, jak popatrzyłem w oczy tej małej Ani, co ją chrzcili w 'Samych swoich', a potem zobaczyłem twoje, to wiedziałem, że tylko ty to możesz grać" - wspominała Anna Dymna.

"Ania Pawlaczka", czyli jak Chęciński stworzył Dymną

Aktorka podkreśliła, że pierwsze kontakty w zawodzie są bardzo ważne, ponieważ rzutują na całe życie. "A to był reżyser, który bez słów dawał mi do zrozumienia, że tylko ja to mogę zagrać, najlepiej na świecie. Wszyscy dobrzy reżyserzy, których spotkałam, zawsze tak traktowali aktorów. Wtedy aktorowi rosną skrzydła" - wskazała.

Wskazała również, że Chęciński potrafił wykorzystać "wszystkie twoje odruchy, charakter, to, co dał Pan Bóg, wszystko do tego, aby budować rolę". "Obdarzał zaufaniem. Dla młodego aktora to jest największy skarb, kiedy masz reżysera, który w ciebie wierzy i obdarza zaufaniem" - podkreśliła.

"To było prawie pół wieku temu, kiedy się spotkaliśmy, a to rzutuje na stosunek do zawodu przez całe życie" - oceniła Dymna. "Najważniejsze w moim zawodzie jest to, żeby była życzliwość, żeby ludzie sobie ufali i ze sobą współpracowali. Tego wszystkiego bez słów uczył mnie Chęciński" - podkreśliła.

Dodała, że są tacy ludzie w jej zawodzie, których się traktuje, jakby byli najbliższą rodziną. "Chęciński był reżyserem, który  chyba by zabił, gdyby ktoś mnie skrzywdził. Czułam się tak, jakbym była jego skarbem, ukochanym dzieckiem. Nie było w tym żadnych dwuznaczności. Po prostu całe życie kocham Sylwka jakby był moim bratem, ojcem, potem mi się wydawało, że on jest moim rówieśnikiem. Bardzo się zdziwiłam, że on dożył 91 lat" - mówiła Dymna.

Artystka podkreśliła także wdzięczność, jaką czuję do Chęcińskiego. "Mówiłam mu nawet: 'Sylwek, ty wiesz, jak ty mi pomagasz?', a on się pytał: 'Ania, jak to? Nie widzieliśmy się kilkadziesiąt lat!', a ja mu odpowiadałam: 'Ania Pawlaczka mi pomaga! A kto ją stworzył? Ty przecież!'" - wyjaśniła.

Anna Dymna prowadzi fundację "Mimo wszystko". "Czasem, jak zwracam się o wsparcie, do jakiejś instytucji czy ludzi, to wielokrotnie słyszałam od nich: 'Ania Pawlaczka - moja ukochana, to nie odmówię'" - opowiadała.

Ostatnie spotkanie z Sylwestrem Chęcińskim

Dymna opowiedziała także o ostatnim spotkaniu z Chęcińskim. "Po raz ostatni spotkaliśmy się się parę lat temu, jak dostawialiśmy Krzyż Komandorski. Weszłam do Pałacu Prezydenckiego z moim mężem i zobaczyłam Sylwka. Kiedy się zobaczyliśmy, krzyknęliśmy równocześnie 'Toż to szok!'. A to było powiedzenie Pawlaka, mojego filmowego dziadka. Wpadliśmy sobie w ramiona, jakbyśmy się widzieli wczoraj" - wspomniała. "To jest charakterystyczne, że jak ma się prawdziwego przyjaciela, to można go nie widzieć dziesięć lat, a jak się go zobaczy, to jakbyś się wczoraj z nim rozstał" - dodała.

"Nie wierzę w to, że nie żyje. Dla mnie on będzie zawsze. Jest dla mnie bardzo ważny w moim życiu właśnie zawodowym i zawsze będzie dla mnie wieczny" - podkreśliła.

Reżyser filmowy Sylwester Chęciński zmarł w środę we Wrocławiu w wieku 91 lat. Najbardziej znany jest z filmowej trylogii, opowieści o rodzinach Kargulów i Pawlaków: "Sami swoi", "Nie ma mocnych" oraz "Kochaj albo rzuć". Grali w nich tak popularni aktorzy, jak m.in. Wacław Kowalski, Władysław Hańcza, Jerzy Turek czy Edward Kłosiński.

Dwa inne jego filmy, które miały milionową widownię kinową, to: "Wielki Szu" z Janem Nowickim w roli głównej oraz opowiadająca o stanie wojennym komedia "Rozmowy kontrolowane" w doborowej obsadzie aktorskiej ze Stanisławem Tymem w roli głównej, Ireną Kwiatkowską, Aliną Janowską oraz Jerzym Turkiem, Marianem Opanią, Ryszardem Kotysem i Krzysztofem Kowalewskim. Chęciński, podczas 45-letniej kariery reżyserskiej, zrealizował 16 filmów fabularnych. 

W 2020 roku otrzymał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, w 2014 r. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, a w 1974 Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W 2015 r. samorząd województwa przyznał mu tytuł honorowego obywatela Dolnego Śląska.

Zobacz również:

Adam Fidusiewicz i Karolina Sawka parą? "Kocham cię"

Twórca "Samych swoich" nie żyje. Miał 91 lat

Ostatni z wielkich. Wciąż nie chce się wierzyć, ilu lat dożył

Objawienie roku? 20-letnia piękność ma polskie korzenie!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje