To wydarzenie o podwójnej mocy: nie dość, że premiera kolejnego filmu 58-letniego maestro, to jeszcze ekranizacja drugiej - zaraz po "Małym księciu" - najpopularniejszej francuskiej powieści na świecie, czyli "Obcego" Alberta Camusa. Ze swoją adaptacją François Ozon wychodzi obronną ręką, jego interpretacja bowiem wydaje się bardziej romantyczna. Skupiona nie tylko na indywidualnym bohaterze, ale także na tym, w jaki sposób jego czyny rezonują na otaczających go ludzi, w tym wybrankę serca, graną przez Rebeccę Marder, aktorkę o szlachetnej urodzie, pełną wdzięku i ekranowej zmysłowości.
"Obcy: miasto Algier jako czyściec
Stylistycznie największą inspiracją dla Ozona nie będzie "Obcy" Luchino Viscontiego z 1967 roku (także ekranizacja powieści Camusa), a zapomniany francuski klasyk, czyli "Pépé le Moko" Juliena Duviviera z 1937 roku. W obu filmach kluczem jest czarny realizm poetycki. Znajdziemy tu dumnych bohaterów (granych kolejno przez Jeana Gabina oraz Benjamina Voisina), dotkniętych poczuciem całkowitej bezradności. Dodatkowo oba filmy prezentują nam pewnego rodzaju symbiozę głównego miasta - nieco orientalnego Algieru - z ich tęskniącymi za czymś (lub kimś) protagonistami. Natomiast młodszy widz prędko skojarzy stonowane, wręcz lodowate kadry Ozona z niedawnym hitem Netfliksa, czyli serialem "Ripley". To porównanie nieco na wyrost, ale pozwala czytelnikowi połapać się w klimacie obranym przez twórców "Obcego".
A skoro już o mieście mowa, to tutaj Algier wydaje się czyśćcem, który prześladuje i dogania swoimi murami i uliczkami, niezależnie od miejsca, do którego się zmierza. Nawet sama sekwencja otwierająca pokazuje to miasto z dwóch kontrastujących perspektyw. Najpierw przypomina nam raj na ziemi dzięki archiwalnym materiałom filmowym z narratorem z offu, które przywodzą na myśl turystyczne filmiki z PRL-u. Następnie Ozon przedstawia mniej turystyczną, mroczniejszą wersję tego samego miejsca. Nic dziwnego, że do duszy Meursaulta wkrada się tyle rozpaczy i niemocy. Czy to wina Algieru? To jedna ze ścieżek interpretacyjnych, którymi możemy podążać dzięki twórcy "8 kobiet".
"Obcy": dzieło Camusa przetrwało próbę czasu
U Ozona pojawiają się także wątki polityczne; reżyserowi zależy na wybrzmieniu napięć podzielonego Algieru. Bunt głównego bohatera wobec otaczającej go rzeczywistości, bierze się z jego własnych wątpliwości i potrzeby niepodporządkowania się do żadnych społecznych szufladek. Niemniej, po konfrontacji z młodym Arabem, jego czyn na sali sądowej zostaje odczytany na rozmaite sposoby. "Obcy" silnie rezonuje ze współczesnym światem i udowadnia, że ta mała nowelka Camusa przetrwała próbę czasu. Śmiem twierdzić, że dziś jest jeszcze znacznie bardziej istotna niż w poprzednim stuleciu. Ewentualnie zawsze takowa była - nie mnie oceniać, piszę bowiem ten tekst w 2025 roku.
Niby "Obcy" to powolne slow cinema zadające egzystencjalne pytanie (ale na nie nieodpowiadające), a i tak ma coś w sobie coś hipnotyzującego. Ozon przypomniał mi te same emocje, które niegdyś odczuwałem w trakcie lektury "Obcego", jeszcze gdzieś w czasach liceum: spodziewałem się spoglądania na zegarek, dostałem zaś adaptację godną francuskiego mistrza.
7/10
"Obcy" ("L'étranger"), reż. François Ozon, Francja 2025, dystrybucja Gutek Film.
Zobacz też:
Co za zaskoczenie! Jim Jarmusch ze Złotym Lwem w Wenecji










