"Skażenie": film jednego z najbardziej rozchwytywanych scenarzystów w Hollywood
Film w reżyserii Jonny'ego Campbella jest oparty na książce Davida Koeppa z 2019 roku, którą autor sam zaadaptował na potrzeby filmu. Koepp jest jednym z najbardziej rozchwytywanych scenarzystów w Hollywood, który próbował już chyba wszystkich możliwych gatunków. Od "Parku Jurajskiego", przez "Spider-Mana", aż po "Życie Carlita". Ba, ma nawet w CV "Mission Impossible" i "Indianę Jonesa". Pisał scenariusze filmów nie tylko Stevena Spielberga, ale też Briana De Palmy, Stevena Soderbergha i Roberta Zemeckisa. Fachura pełną gębą. Tyle, że nie miał Koepp wcześniej na swoim koncie scenariusza, który by łączył ze sobą tak dwa skrajnie różne gatunki filmowe.
Nie wiem, jaka jest jego książka, ale problemem "Skażenia" jest zbyt mało odważne pomieszanie ze sobą komedii i horroru. Film otwiera nawet plansza z napisem: "Uważajcie. To nie są cholerne przelewki", co od razu sugeruje widzom, na jaki film się mają przygotować. Mam wrażenie, że mogło to zostać dodane po testowych pokazach, które skonfundowały widownię, nie do końca czującą, jaki film dostaje. A ten przeleżał na półkach ponad dwa lata. Jakiś tego powód był.
"Skażenie": film uroczy, ale brak w nim bezczelności
Czym jest więc "Skażenie"? Wszystkim, czym żywi się dzisiejsza popkultura. Joe Keery i retro klimat skąpany w neonach przyciągnie fanów "Stranger Things", którego Keery jest przecież gwiazdą, kosmiczny grzyb wydostający się spod ziemi w magazynie, który kiedyś służył amerykańskiej armii, jest podobny do tego z serialu i gry "The Last of Us" i Liam Neeson w roli emerytowanego żołnierza, który własnoręcznie chce unicestwić wirusa grzybowego zombie bombą atomową (serio, serio).
Jak brzmi taka mieszkanka? Uroczo. I taki jest ten film. Uroczy, ale brak w nim bezczelności potrzebnej takim produkcjom. Nie zmienia to faktu, że ogląda się go przyjemnie. Głównie dzięki obsadzie.
Świetna obsada, jest chemia między bohaterami
Jest chemia między Keerym i Georginą Campbell, którzy wcielają się we wścibskich i żądnych przygód pracowników magazynu, odkrywających w jego głębokich piwnicach tajemniczego wirusa, ukrytego (a jakże!) przez amerykańską armię. Travis i Naomi są zabawni, wyluzowani i mogliby walczyć z Vecną w ostatnim sezonie serialu Dufferów.
Liam Neeson gra natomiast emerytowanego wojskowego Roberta Quinna, który natknął się na tego samego wirusa 18 lat wcześniej w Australii i potem przestrzegał przed możliwością światowej pandemii. Biurokraci go nie słuchali wtedy i nie słuchają teraz, więc mając na słuchawce tylko jedną nawigującą go żołnierkę Abigail (Ellora Torchia), jedzie w teren niczym Jack Bauer z "24 godziny".
Bohater Neesona jest uzbrojony po zęby, ale ma problem z plecami (jak to emeryt) i w pewnym momencie walczy z zainfekowanymi grzybem zombiakami… z pozycji nie za bardzo pasującej do bohatera kina akcji. Żeby było jeszcze dziwniej, w epizodach widzimy dwie wybitne damy brytyjskiego kina - Vanessę Redgrave i Lesley Manville, którą swoją drogą zaraz zobaczymy w świetnej roli w "Zimie pod znakiem Wrony" Kasi Adamik. Co obie robią w tym czysto rozrywkowym filmie z absurdalnym scenariuszem? Mam wrażenie, że chciały pobyć na planie ze swoim irlandzkim kumplem Liamem.

Liam Neeson wszystko ratuje
"Skażenie" to "Zombieland" w wersji light. Nie ma tego samego pokładu autoironii i meta zabawy, co znakomita parodia Rubena Fleischera, ale daje też sporo czystej przyjemności. Takie filmy jednak powinni robić kinomanii wychowani na kinie klasy B, a nie stare wygi z Hollywood, albo kręcący telewizyjne wersje "Draculi" dla BBC, jak Campbell. Czuć w tym filmie momentami trochę pozowania na bycie "cool".
Liam Neeson jednak wszystko ratuje. Bo jest cool i tym razem kopie zadek grzybom, wywołującym zombie wirusa. Tego jeszcze nie grali.
6,5/10
"Skażenie" (Cold Storage), reż. Jonny Campbell, Francja, Włochy, Maroko 2026, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 6 lutego 2026 roku.











