"Dźwięki miłości": O macierzyństwie bez pudru. Takiego filmu jeszcze nie było

Álvaro Cervantes i Miriam Garlo w scenie z filmu "Dźwięki miłości" /materiały prasowe

Eva Libertad w "Dźwiękach miłości" rzuca wyzwanie zarówno bohaterce, jak i widzom, wciągając nas w środek fizycznego, intymnego doświadczenia kobiety niesłyszącej. To film, który zamiast litości, oferuje radykalną empatię i stawia niewygodne pytania o nasze systemowe przygotowanie na "inność".

Doświadczenie macierzyństwa zmienia dynamikę relacji z partnerem, odwraca świat do góry nogami, zmusza do przewartościowania priorytetów i poukładania sobie na nowo rutyny życia. Wszak na pokładzie pojawia się nowy człowiek. Czy to skomplikowane i trudne? Bardzo. A co jeżeli jednocześnie matka musi zmagać się z jeszcze innymi wyzwaniami? "Dźwięki miłości" zabierają widzów tam, gdzie kino raczej niechętnie zagląda, a jak już, to w tonach sentymentalnych i ckliwych, żeby nie powiedzieć naiwnych. Hiszpański film mocno stąpa po ziemi.

Reklama

Poród bez filtra

Sala porodowa. Héctor jest wspaniałym, wspierającym, troskliwym partnerem. Jest przy Ángeli, towarzyszy każdemu skurczowi, oddechowi partnerki. Ale położne i lekarze każą mu się odsunąć. Stanąć z tyłu. Poród nie przebiega podręcznikowo. Konieczna jest interwencja, pokierowanie Ángelą i jej ciałem.

Dla każdego człowieka to sytuacja graniczna, ekstremalna, wręcz kształtująca na resztę życia. Dla kobiety wiąże się z wycieńczeniem organizmu, bólem fizycznym, całą fizjologią ciąży, a potem jej finału. Dla pary, która się kocha i pragnie przychodzącego właśnie na świat dziecka, te godziny to również olbrzymie emocje: ekscytacji, lęku, nadziei, pytań, oczekiwania, komunikacji z zespołem lekarskim. Dla mężczyzny to też obawa o zdrowie ukochanych: kobiety i dziecka, współodczuwanie bólu. Naprawdę dużo!

Nieczęsto filmowcy pozwalają widzom uczestniczyć w tak intymnej chwili. Gdy już się na to zdecydują, najczęściej ograniczają się do kilku prostych ujęć, czasem - ci odważniejsi - ukażą spoconą kobiecą głowę, dłoń mocno ściskającą poręcz lub inną dłoń, krzyk i wielki uśmiech. Płaczące dziecko kładzione jest na piersiach matki. Sielanka!

Reżyserka i scenarzystka Eva Libertad w "Dźwiękach miłości" nie idzie na łatwiznę. Scenę porodu ciągnie dość długo, aż staje się ona fizyczna w odbiorze. Trudna. Tym trudniejsza i bardziej skomplikowana, że Ángela nie słyszy. Potrafi czytać z ruchu ust, ale przecież rodzi. Jej uwaga, siłą rzeczy i sytuacji, ucieka gdzie indziej. Jej kontaktem z lekarzami i pielęgniarkami jest mąż. Ale medycy każą mu przejść do tyłu. Znika z pola jej widzenia. Wszystkie te procedury, zachowania szpitalne zaplanowane są dla osób słyszących. Nie takich jak bohaterka. Czy to najpiękniejsza chwila jej życia, czy sam środek piekła?

Libertad każdą sekundę porodowej sekwencji prowadzi z olbrzymim wyczuciem i tak, że publiczność tych chwil dosłownie dotyka.

Siostrzany pakt. Scenariusz napisany przez prawdziwe lęki

Scenariusz "Dźwięków miłości", które właśnie trafiają na nasze ekrany, napisało... życie. Wszystko zaczęło się w domu rodzinnym Evy Libertad. Jej siostra - Miriam Garlo, która zresztą zagrała Ángelę - nie słyszy. Pomysł na film zrodził się z obaw, które pojawiły się w niej, kiedy zapragnęła zostać matką. "Podzieliła się ze mną swoimi lękami jako niesłysząca kobieta. Uświadomiłam sobie, że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam" - wyznała Libertad w rozmowie z Wellingtonem Almeidą dla serwisu Journey Into Cinema. - "Czego bać się może kobieta niesłysząca, która chce zostać matką w świecie słyszących? Zdałam sobie sprawę, że oprócz wątpliwości i niepewności, z którymi zmagają się wszystkie kobiety, są jeszcze inne, związane z głuchotą. Poprosiłam Miriam, żeby spisała te obawy. Kilka dni później przesłała mi listę, która wywarła na mnie ogromne wrażenie".

Zwierzenia między siostrami zaowocowały powstaniem krótkometrażowego filmu "Deaf" (Libertad wyreżyserowała go z Nurią Muñoz, Garlo zagrała główną rolę), który w 2021 roku został zaproszony na około 150 festiwali. "Dźwięki miłości" pogłębiają podjęte wtedy wątki. Nie są portretem Miriam Garlo i jej prywatnego życia, ale czerpią z niego, tak jak i z życia innych niesłyszących matek.

"Muszę podkreślić, że historia przedstawiona w 'Dźwiękach miłości' to fikcja, a nie życie mojej siostry" - zaznaczyła reżyserka w cytowanej rozmowie. "Przeprowadziłam wywiady z niesłyszącymi matkami, aby dowiedzieć się, jakie zmartwienia i obawy towarzyszyły im w czasie ciąży. Czy dzieliły się nimi z partnerami? Jak macierzyństwo wpłynęło na ich relacje z partnerami i z rodzicami? Z jakimi wyzwaniami mierzą się w komunikacji z dzieckiem. Opowiedziały mi również o swoich przeżyciach podczas porodu - w niektórych przypadkach były one znacznie trudniejsze niż to, co pokazujemy w filmie" - dodała.

W "Dźwiękach miłości" ani przez chwilę nie słychać szelestu papieru. Rzadko kino jest aż tak werystyczne, rzadko ukazuje chaos życia, z wszystkimi jego wzlotami i upadkami. Ángela daleka jest od ideału. Stara się, kocha, chce dobrze, ale czasem wkradają się strach, rozczarowanie, żal, kiedy indziej jakiś rodzaj egoizmu, może nawet zazdrości o dziecko, przede wszystkim zagubienia i potrzeby bycia zrozumianą i zapewnienia córce dobrego życia. Jest człowiekiem. Nie figurą. Nie symbolem (sporo w tym oczywiście zasługi Miriam Garlo - wiemy, że nie udaje, czuć, że to, co nam przedstawia, to nie tylko znakomity warsztat aktorski, maska artystyczna, ale pełne zaangażowanie i zapewne własne doświadczenie, na pewno świadomość).

Granice zrozumienia

Pojawia się pytanie, na ile osoby słyszące mogą te dylematy, prawdopodobnie sobie obce, zrozumieć? Czy w ogóle możliwe jest zbliżenie się światów, które posługują się inną komunikacją? "Granice mojego języka są granicami mojego świata" - mówił słynny filozof Ludwig Wittgenstein.

Świat bez dźwięku (tak jak ten bez światła, bez możliwości sprawnego poruszania się po nim) jest inny od świata, w którym wszystkie te elementy są obecne i możliwe, stanowią "oczywistość". Nikogo chyba nie trzeba do tego przekonywać. Język migowy różni się w swojej strukturze od komunikatów werbalnych, a to tylko jedna z barier na drodze do porozumienia i zrozumienia labiryntu myśli i uczuć Ángeli.

Samej bohaterce sztuka ta udaje się w relacji z Héctorem - ona nie słyszy, ale słyszy on i on nauczył się języka migowego. Współpracują, tworząc cudowną, zgodną parę. Ciąża wprowadza dysharmonię. Ángela musi wyjść poza bezpieczne domowe gniazdo, wkroczyć na "teren obcego". Na obcy teren musi wkroczyć też widz. Od obu stron Eva Libertad wymaga podjęcia wysiłku. Zarówno bohaterka, jak i publiczność muszą opuścić swoje strefy komfortu i odnaleźć się w nieznanych sobie przestrzeniach komunikacyjnych i percepcyjnych. Bez taryfy ulgowej. Reżyserka cały film opowiada w plątaninie języka werbalnego i migowego, aż dociera do punktu, w którym pole całkowicie oddaje "słyszeniu" Ángeli.

Empatia zamiast sentymentalizmu i bajek

Nie tylko autentyzm i postawienie przed widzem pewnych zadań wyróżniają "Dźwięki miłości" na tle kina, podejmującego tematykę życia osób - kobiet! - niesłyszących, czy szerzej niepełnosprawnych. Te najgłośniejsze, jak "Coda", "Dzieci gorszego Boga", "Sound of Metal", "Rozumiemy się bez słów", nawet polska "Sonata", pomimo wielu niekwestionowanych walorów artystycznych, realizacyjnych i poznawczych, popadają w sentymentalizm, czasami nawet tkliwość, bywa że szukają optymizmu "na siłę" i służą głównie "pokrzepieniu" (troszkę inaczej wygląda to w dokumencie, ale o tym może kiedy indziej).

"Dźwięki miłości" nie przychodzą do nas z górnolotną tezą, nie pochylają się z litością nad "biedną głuchą kobietą", ale zachęcają do empatii i otwarcia się na inność. To pierwszy krok ku temu, aby zacząć wprowadzać efektywne rozwiązania systemowe, jak np. bardziej przyjazne procedury w szpitalu, czy w aptece, która teoretycznie ma obsługiwać osoby głuche, ale pracownik nie zna języka migowego... Niepełnosprawność, dysfunkcja zmysłów może i zapewne dotknie na jakimś etapie każdego z nas i naszych bliskich. Odwracanie wzroku i udawanie, że się tego nie słyszy jest naiwnością. Pytanie, czy film równie dobrze odbiorą też osoby, które już dziś zmagają się z wyzwaniami podobnymi do dylematów Ángeli?

"Dźwięki miłości" zdobyły m.in. Nagrodę Publiczności i Nagrodę Międzynarodowego Stowarzyszenia Kin Artystycznych (CICAE) na festiwalu Berlinale. Film zdobył też nominację do prestiżowej Europejskiej Nagrody Publiczności LUX. Można go oglądać w kinach studyjnych, oby też w DKF-ach, bo zachęca do mądrej i potrzebnej dyskusji. Zwłaszcza w kraju, w którym w tym obszarze jest ciągle tak dużo do zrobienia i niepełnosprawni oraz ich rodziny muszą nieustannie przypominać, że nie są gorsi, tylko mają trochę inne potrzeby.

7/10

"Dźwięki miłości" (Sorda), reż. Eva Libertad, Hiszpania 2025, dystrybutor: M2 Films, premiera kinowa: 9 stycznia 2026 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Dźwięki miłości
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL