Poniekąd mu się to udaje i oldschool daje się wyczuć nie tylko w zamiłowaniu bohaterów do starych samochodów. Czuć w "Crime 101" atmosferę analogowego kina, gdzie to nie efekt stanowi największe źródło atrakcji. O ile scenariusz sprawdza się w momentach akcji, czyli de facto w większej części filmu, o tyle na poziomie psychologii postaci nieco kuleje. Kluczowych dla fabuły bohaterów w produkcji Laytona jest czwórka. Wspomniani złodziej diamentów i detektyw, ale również sfrustrowana swoją sytuacją zawodową agentka ubezpieczeniowa po pięćdziesiątce oraz młody, brutalny przestępca, będący tu głównym antagonistą.
Punktem zapalnym dla fabuły są napady na jubilerów, które przebiegają według określonego wzorca. Potencjalny cel musi znajdować się w pobliżu zjazdów z Route 101, jednej z najważniejszych amerykańskich autostrad, biegnącej od Los Angeles, gdzie dzieje się większa część filmu, wzdłuż zachodniego wybrzeża. Ukrywający swą prawdziwą tożsamość napastnik działa sam, zawsze jest perfekcyjnie przygotowany, co umożliwia mu przeprowadzenie precyzyjnego skoku. W dodatku takiego, w którym nikt nie ucierpi. Może poza właścicielami diamentów, ale to tak bogaci ludzie, że kto by się przejmował stratą kilku milionów dolarów. Na pewno nie bohaterowie filmu Laytona, których losy zaczynają się w pewnym momencie przecinać, a każdy z nich próbuje jak najwięcej ugrać dla siebie.
Na planie same gwiazdy: Chris Hemsworth, Mark Ruffalo, Halle Berry, Barry Keoghan i Nick Nolte
Amerykańskiemu reżyserowi udało się zebrać na planie prawdziwy aktorski gwiazdozbiór - Chrisa Hemswortha, Marka Ruffalo, Halle Berry, Barry'ego Keoghana. A jakby tego było mało, w epizodzie pojawia się jeszcze Nick Nolte.
Nie przypominam sobie kina akcji z ostatnich lat, które mogłoby się pochwalić taką obsadą. Sprawia to, że Laytonowi i jego współscenarzyście Peterowi Straughanowi, pod płaszczykiem dobrych ról, uchodzą na sucho niedoskonałości tekstu. Są one przede wszystkim widoczne w psychologii postaci, których historie, jakie doprowadziły ich do obecnego miejsca są ledwie zarysowane.
Motywacje i emocjonalną blokadę granego przez Hemswortha złodzieja tłumaczy się trudnym dzieciństwem, ze szczątkowym rozwinięciem tego wątku. Przyczyn kryzysu w małżeństwie detektywa (Ruffalo) możemy się jedynie domyślać. Agentce ubezpieczeniowej, w której rolę wciela się Berry, przełożeni konsekwentnie odmawiają awansu i dołączenia do grona partnerów. Niestety o jej życiu dowiadujemy się niewiele więcej. Najbardziej tajemniczą postacią jest jednak młody gniewny Keoghan, kontynuujący rodzinne tradycje. I niestety tyle, a był tu duży potencjał do rozwinięcia, choć irlandzki aktor i tak robi co może, będąc mocnym punktem produkcji.
"Crime 101": akcja pędzi na łeb, na szyję
Szkoda, bo te najlepsze thrillery kryminalne, od wspomnianej już "Gorączki" po "Infiltrację" Martina Scorsese zawsze miały mocno rozbudowaną tę warstwę, co pozwalało nam zrozumieć tok myślenia bohaterów, jak również im kibicować, mimo że często działali poza prawem.
W "Crime 101" aż takiego przywiązania do postaci nie ma. Ich poczynania obserwujemy z pewnego dystansu, na chłodno, bo i twórcy nie pozwolili nam dostatecznie poznać ich ludzką twarz. W większym stopniu skoncentrowali się na akcji, która pędzi na łeb, na szyję, ciekawie też portretując Los Angeles jako miasto kontrastów - milionerów, ale i bezdomnych, którzy w prowizorycznych namiotach rozbitych na ulicach próbują przetrwać.
Tym, co Layton potrafi, na pewno jest umiejętne kreowanie napięcia. Wszystko to sprawia, że "Crime 101" przypomina przejażdżkę starym sportowym samochodem. Tyle że ręczną skrzynię biegów zastąpiono znacznie łatwiejszym w obsłudze automatem.
6,5/10
"Crime 101", reż. Bart Layton, Wielka Brytania, USA 2026, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 13 lutego 2026 roku.












