Losy tego projektu same mogłyby stać się kanwą filmu o meandrach polskiej kinematografii. Pierwsze wersje scenariusza "Pojedynku" (funkcjonującego jako "Sanatorium Gorkiego") powstały na początku lat dwutysięcznych. Jedną z nich opublikowano w 2002 roku na łamach pisma Dialog. Pod tekstem podpisali się Dżamila Ankiewicz i Robert Gliński, który miał zasiąść na fotelu reżysera. Na drodze do jego realizacji stanął jednak podobno Andrzej Wajda, który sam postanowił zmierzyć się z tematem zbrodni katyńskiej, oddając w ten sposób hołd swojemu ojcu zabitemu przez NKWD. Powstały w 2007 roku "Katyń" przyniósł mu nominację do Oscara, a projekt Roberta Glińskiego, nie mogąc zebrać finansowania, na lata trafił do szuflady. I tylko determinacja producenta Marka Nowowiejskiego sprawiła, że ostatecznie zawędrował w ręce reżysera Łukasza Palkowskiego ("Bogowie") i na kinowy ekran.
"Pojedynek" to film ważny
I za tę determinację z pewnością należą się oklaski. "Pojedynek" to film ważny. Nie tylko dlatego, że przypomina o wymordowaniu przez ZSRR 22 tysięcy polskich jeńców, ale też czyni to w momencie, gdy od 4 lat jesteśmy świadkami rosyjskich zbrodni w Ukrainie. Na szczęście jednak to kino dalekie od dydaktyzmu i publicystyki. Scenariusz, podrasowany przez mającą bogate hollywoodzkie doświadczenie Agathę Dominik, w założeniu miał być psychologicznym thrillerem, w którym polski oficer i muzyczny wirtuoz Karol Grabowski (Jakub Gierszał) staje naprzeciw sowieckiego Mefistofelesa - Wasilija Zarubina (znany z "Gry o tron" Aidan Gillen) tocząc walkę o honor i dusze polskich żołnierzy i inteligencji.
Można mieć jednak wrażenie, że to co na papierze wyglądało świetnie, nie do końca przełożyło się na film. Pozornie wszystko się zgadza. Elokwentny Zarubin próbuje kusić Grabowskiego wizją nowego wspaniałego świata, międzynarodowej kariery pianistycznej oraz perspektywą ratowania rodziny. Ten zaś zręcznie wymyka się z zastawianych pułapek, wraz z grupą towarzyszy snując plan ucieczki.
Świetna obsada, ciekawe epizody
Niestety tytułowemu pojedynkowi brak napięcia. Ujmujący inteligencją i ogładą towarzyską Zarubin, zamiast budzić respekt (jak piszą sami twórcy filmu: był jedynym Rosjaninem, któremu polscy oficerowie salutowali), w interpretacji Gillena przypomina raczej dobrotliwego belfra, który z pobłażaniem przygląda się wybrykom osadzonych, przy okazji hamując zapędy co bardziej krewkich sołdatów. I choć w drugim planie "Pojedynku" udało się zgromadzić interesującą obsadę, to - poza wnoszącymi odrobinę rozładowującego napięcie komizmu Leonem Szteinem (Wojciech Mecwaldowski) i doktorem Nowakiem (Bogusław Linda) - reszta postaci wydaje się raczej statystować ekranowym wydarzeniom.
Zarówno Julia Pietrucha, jak i Anna Próchniak w swoich ekranowych epizodach wypadają ciekawie, można mieć jednak poczucie, że nie odcisnęły wystarczającego piętna na tej historii. Z kolei zawadiacko sportretowany przez Gierszała Grabowski w żadnym momencie nie zostaje postawiony w sytuacji granicznej, w której od jednej decyzji mogłoby zależeć jego życie i los innych współwięźniów czy bliskich. Jakby starającym się jak najwierniej odwzorować realia historyczne twórcom "Pojedynku", zabrakło odrobiny drapieżności, by puścić wodze fantazji i pozwolić bohaterom (i aktorom) na zdecydowanie ostrzejszy klincz.
Palkowski to nie Siergiej Łoźnica, który w obecnych na ekranach kin "Dwóch prokuratorach" potrafi spojrzeć głęboko w czeluść rosyjskiej duszy. W "Pojedynku" pozornie mamy partię pokera, jednak cel i stawka rozgrywki pozostają niejasne i nieangażujące.
"Pojedynek": na szczęście brak tu patosu
Mająca potwierdzenie w faktach misja, będącego asem sowieckiego wywiadu, Zarubina w obozie w Kozielsku rzeczywiście miała na celu przeciągnięcie Polaków na stronę komunistów. A gdy półroczne próby ich zmiękczenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, w moskiewskich gabinetach wiosną 1940 roku zapadła decyzja o eksterminacji polskich jeńców.
Jednak opowiedziana na ekranie fabuła jest w dużej mierze fikcyjna. Pierwowzorem postaci Karola Grabowskiego był Zbigniew Sylwan Grzybowski, laureat III Konkursu Chopinowskiego, który jako podporucznik łączności w 1939 roku wzięty do sowieckiej niewoli, trafił do obozu w Kozielsku. Nie wiadomo, czy uległ podszeptom Zarubina, ale faktem jest, że uniknął losu swoich współtowarzyszy. A po pobycie w kolejnych obozach, pod koniec w 1941 roku dołączył do formowanej w ZSRR armii gen. Andersa. Po wojnie zaś osiadł w Wielkiej Brytanii zostając wykładowcą Royal Welsh College of Music and Drama w Cardiff. Zmarł w 1992 roku, przed śmiercią zdążył jednak podzielić się swoimi wspomnieniami z Kozielska, których fragmenty reżyser Marcel Łoziński zamieścił w dokumencie "Las katyński" z 1990 roku. Kto wie, czy opowieść o Grzybowskim - jednym z zaledwie 395 ocalałych z Katynia, nie byłaby ciekawsza, niż scenariuszowa fikcja.
Na plus po stronie twórców "Pojedynku" zapisać należy fakt, że jest on pozbawiony wszechobecnego w polskim kinie historycznym patosu, co doskonale wybrzmiewa choćby w niezwykle zabawnej scenie z odegraniem "Mazurka Dąbrowskiego". 20 lat temu byłby filmem odważnym. Dziś, dwa lata po premierze znakomitej "Białej odwagi" Marcina Koszałki, obraz Palkowskiego jawi się jednak jedynie jako ciekawa próba opowiadania o przeszłości językiem kina gatunkowego.
6/10
"Pojedynek", reż. Łukasz Palkowski, Polska 2026, dystrybutor: Monolith, premiera kinowa: 27 lutego 2026 roku.












