Bezwzględność nastolatków. Ta tragedia wstrząsnęła opinią publiczną

Kadr z filmu "Chłopiec w różowych spodniach" / Bomba Film /materiały prasowe

Ten film boli. Zachowując odpowiednie proporcje seans do pewnego stopnia przypomina projekcję "Domu dobrego" Wojciecha Smarzowskiego. I tu i tam tematem jest przemoc. Tyle że w "Chłopcu w różowych spodniach" Margherity Ferri dotyczy ona nieletnich. Włoska reżyserka opowiadając prawdziwą historię, podejmuje jeden z najbardziej palących problemów dzisiejszej rzeczywistości, jakim jest targanie się na swoje życie przez nastolatków. A statystyki w tej kwestii są zatrważające.

Jak cyberprzemoc doprowadziła do tragedii

Fabuła filmu oparta jest na książce autorstwa Teresy Manes, kobiety, która w takich okolicznościach straciła ukochanego syna. Tragiczne wydarzenia rozegrały się w 2012 roku, a historia piętnastoletniego Andrei Spezzacateny była pierwszym udokumentowanym przypadkiem we Włoszech, gdzie cyberprzemoc doprowadziła do śmierci nieletniego. Utalentowanego, pracowitego, wrażliwego chłopca, którego jedyną "winą" było to, że nie pasował do ogólnie przyjętego wzoru. Czego symbolem, wyśmiewane przez rówieśników, tytułowe różowe spodnie.

W filmie Ferri nie ma zatem żadnej tajemnicy, od początku wszystko wiemy. O czym zresztą w pierwszych scenach mówi nam sam główny bohater (Samuele Carrino). Pełni on rolę narratora - i już po tragicznych zdarzeniach - opowiada historię swojego krótkiego życia. A było ono burzliwe. Począwszy od powtarzających się kłótni, a następnie separacji rodziców, przez szkolny zawód miłosny, po ułudę przyjaźni z najbardziej popularnym chłopakiem w szkole, jakim jest Christian (Andrea Arru). Andrea tym samym bardzo szybko został pozbawiony dziecięcej niewinności, a kolejne dni, nie tylko w szkole, ale i w domu, stawały się dla niego pasmem rozczarowań.

Reklama

Perspektywa braku tajemnicy pozwala włoskiej reżyserce na to, by skoncentrowała uwagę widza na sednie problemu i zobrazowaniu jego mechanizmu. Chodzi przede wszystkim o to, co popchnęło młodego bohatera do tak desperackiego kroku. Mowa o bullyingu, który za sprawą technologii, a zwłaszcza rozwoju mediów społecznościowych, zyskał zupełnie nowy wymiar. Ferri, ale też to, o czym słyszymy w mediach, pokazuje jak nastolatkowie potrafią być dla siebie okrutni i bezwzględni. W przypadku Andrei zaczyna się od niewinnych szkolnych przepychanek, a kończy na wrzuceniu do internetu kompromitującego wideo, gdzie dla żartu przebrał się na szkolny bal za kobietę lekkich obyczajów. Podobnie mieli zrobić jego koledzy, tyle że bohatera najzwyczajniej wystawili.

Rodzice kompletnie nie wiedzą, co się dzieje u ich dzieci

Obok tematów kształtowania się tożsamości i seksualności w wieku nastoletnim, "Chłopiec w różowych spodniach" podejmuje jeszcze jeden istotny problem, który niestety jest znakiem dzisiejszych czasów. Relacji rodziców z dzieckiem. Ci pierwsi są coraz mniej obecni w codziennym życiu swoich pociech. Albo goniąc za karierą nie mają dla nich czasu, albo nie mają do nich dostępu za sprawą cyfrowej rzeczywistości i budowanego w nim przez nastolatków świata. Tym samym kompletnie nie wiedzą co się dzieje u ich dzieci, a jak już się dowiadują, czasami bywa za późno. Jak w przypadku matki Andrei, która poświęciła kolejne lata na walkę z cyberbullyingiem, czego dowodem także książka, na podstawie której powstał ten film.

"Chłopiec w różowych spodniach" nie jest wolny od mankamentów. Słabo wypada na przykład drugi plan. Niemniej wydaje mi się, że ten film, podobnie jak wspomniany "Dom dobry", może zrobić coś dobrego. Zwrócić uwagę na problem, zachęcić do dyskusji i większej uważności.

Są na to szanse, zwłaszcza że we Włoszech stał się bardzo popularny. Także wśród młodzieży.

7/10

"Chłopiec w różowych spodniach" (Il ragazzo dai pantaloni rosa), reż. Margherita Ferri, Włochy 2024, dystrybutor: Bomba Film, polska premiera kinowa: 12 grudnia 2025 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Chłopiec w różowych spodniach
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL