Viggo Mortensen: Nie wierzył w sukces "Władcy Pierścieni". Do roli Aragorna namówił go syn
Oprac.: Krzysztof Matyjasiak
Viggo Mortensen zyskał światową sławę dzięki roli Aragorna w trylogii Petera Jacksona "Władca Pierścieni". Jednak kiedy otrzymał telefon z tą propozycją, niemal odrzucił ofertę. Do przyjęcia roli namówił go w końcu jego syn. Nominowany trzykrotnie do Oscara gwiazdor nie żałuje dziś swojej decyzji.
Viggo MortensenLaurent KOFFEL/Gamma-Rapho via Getty ImagesGetty Images
Viggo Mortensen: Ciężką pracą dostał się na szczyt
Viggo Mortensen po raz pierwszy wystąpił na ekranach w 1985 roku w filmie "Świadek". Jego debiut mógłby przypaść wcześniej, jednak Wood Allen zdecydował się na wycięcie scen z jego udziałem w filmie "Purpurowa róża z Kairu". Późniejsze lata przyniosły mniejsze występy w wielu produkcjach takich jak "Świeże konie" Davida Anspaugha (1988), "Pułapka" Jamesa Lemmo (1989), "Rubin z Kairu" Graeme Clifforda (1992) czy "Ewangelii według Harry’ego" Lecha Majewskiego (1994).
Kadr z filmu "Świadek"Sunset Boulevard/Corbis via Getty ImagesGetty Images
Przygotowania do filmu w reżyserii Majewskiego omal nie skończyły się katastrofą dla Viggo. Podczas nagrań na plaży w Łebie aktor zdecydował się na nocleg w namiocie zamiast w hotelu. Skutkiem tego była interwencja ekipy filmowej, która nad ranem w ostatniej chwili wyciągnęła go z ruchomych piasków.
Kolejne lata przeniosły więcej pozycji w filmografii aktora. Viggo zagrał w "Portrecie damy" Jane Campion, "G.I. Jane" Ridleya Scotta, "Cienkiej czerwonej linii" Terrence’a Malicka, "Morderstwie doskonałym" Andrew Davisa i "Spacerze po księżycu" Tony’ego Goldwyna. Widzowie dobrze oceniali jego występy na ekranie, jednak żadna z produkcji lat 90. nie przeniosła mu światowego rozgłosu. Ten nadszedł na przełomie wieków.
Prawdziwym przełomem dla aktora była rola w ekranizacji powieści J.R.R Tolkiena "Władca Pierścieni". Aktor trzykrotnie wcielił się w postać Aragorna i z miejsca podbił serca fanów. Trylogia Petera Jacksona zyskała status kultowej, będąc jedną z najlepiej ocenianych ekranizacji w historii całego kina.
Jak się jednak okazało, niewiele brakowało, aby postać Aragorna zagrał ktoś inny ze względu na wiele zakulisowych problemów. Sam Viggo nie był nawet przekonany do udziału w filmie.
Kiedy otrzymał telefon z propozycją, był do niej negatywnie nastawiony. Jak wyznał, na początku stanowczo odmówił swojego udziału w filmie! Od razu wyznał twórcom, że nie jest w żaden sposób zaznajomiony z dziełami J.R.R. Tolkiena i nie zamierza ich poznawać.
Do tego aktor był zmęczony ciągłymi planami filmowymi i pragnął zaznać chwilowego odpoczynku wśród rodziny. Do zmiany decyzji namówił go jednak syn, który znał twórczość Tolkiena. To on przekonał Viggo do podjęcia wyzwania, jakim była rola Aragorna.
W kinowym cyklu Aragorna zagrał Viggo Mortensenmateriały prasowe
Viggo Mortensen: Nie był pewny sukcesu "Władcy Pierścieni"
Początkowo w roli Aragorna miał wystąpić Stuart Townsend. Małe doświadczenie Irlandczyka sprawiło, że twórcy ostatecznie postawili na Viggo. Udział we "Władcy Pierścieni" zapewnił Mortensenowi międzynarodową sławę i nagrody.
Sam aktor nie był pewny początkowego sukcesu "Drużyny Pierścienia". Po latach wspomina jednak z sentymentem swój udział w produkcji. Jest świadomy, że to ona ugruntowała jego pozycję w Hollywood, otwierając przed nim wiele nowych możliwości.
Viggo Mortensen: Wybitne kreacje doprowadziły go do gali Oscarów
Po zakończeniu prac nad "Władcą Pierścieni", Viggo Mortensen wystąpił w wielu uznanych produkcjach. Trzykrotnie otrzymał nominacje do Oscara w kategorii najlepszego aktora pierwszoplanowego: za film "Wschodnie obietnice" (2007 rok), "Captain Fantastic" (2016) i "Green Book" (2018).
Mahershala Ali i Viggo Mortensen w scenie z filmu "Green Book"materiały prasowe
Viggo Mortensen: Człowiek renesansu
Chociaż Viggo Mortensen zyskał światowy rozgłos i uznanie Hollywood, aktor nie bryluje na ściankach ani na czerwonych dywanach. Gwiazdor woli rozwijać inne swoje zainteresowania. Zna 8 języków oraz pasjonuje się fotografią, muzyką i poezją. Jest właścicielem wydawnictwa Perceval Press, które pomaga początkującym twórcom wydać swoje prace.
W 2020 roku zadebiutował też jako reżyser w filmie "Jeszcze jest czas", do którego napisał również scenariusz, muzykę oraz zagrał główną rolę. Do stworzenia produkcji skłoniła go śmierć mamy, która była chora na demencję. Jak przyznał, jest to fikcyjna historia, jednak chciał ukazać w niej swoje uczucia i emocje.
Viggo Mortensen na premierze filmu "Falling" ("Jeszcze jest czas")Franziska Krug/Getty ImagesGetty Images
Viggo Mortensen: Zagra w filmie o zamachu na prezydenta
Po ponad dwóch dekadach od jego debiutu w roli Aragorna, Viggo Mortensen wciąż szuka nowych wyzwań i nie schodzi ze sceny. Chociaż do dziś rola w ekranizacji dzieła Tolkiena jest jego najbardziej rozpoznawalną, trzy nominacje do Oscara udowodniły, że jest wybitnym aktorem.
W najbliższym czasie fani zobaczą go w thrillerze "Assassination" ("Zamach"), który wyreżyseruje David Mamet. Produkcja skupi się na chicagowskiej mafii i opowie o zamachu na prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego. Mortensenowi na planie będą towarzyszyć takie gwiazdy jak Al Pacino, John Travolta, Shia LaBeouf, Rebecca Pidgeon czy Courtney Love.
Mogliśmy za to podziwiać aktora w niedużej rólce Old Bulla Lee w opartym na prozie Jacka Kerouaca dramacie przygodowym Waltera Sallesa "W drodze". Gwiazdami produkcji byli: Garrett Hedlund, Sam Riley i Kristen Stewart.materiały prasowe
Na ekrany polskich kin nie trafił (przynajmniej jak dotąd) kryminał "Todos tenemos un plan" Any Piterbarg. Mortensen wcielił się w nim mężczyznę, który po przybraniu tożsamości zmarłego brata, wplątuje się w niebezpieczną intrygę.materiały prasowe
Efektem trzeciego spotkania na planie Cronenberga i Mortensena była "Niebezpieczna metoda" - historia przyjaźni Zygmunta Freuda i Carla Junga oraz ich relacji z pacjentką, Sabiną Spielrein. Mortensen wcielił się w tego pierwszego, Junga grał Michael Fassbender, a towarzyszyła im piękna Keira Knightley.
Aktor musiał mocno schudnąć do roli w "Drodze" Johna Hillcoata, adaptacji uhonorowanej nagrodą Pulitzera bestsellerowej powieści Cormaca McCarthy'ego ("To nie jest kraj dla starych ludzi"). Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po katastrofie, która zniszczyła faunę, florę i większość ludzkiej populacji na Ziemi, dwójka ocalałych - grany przez Mortensena ojciec i syn (Kodi Smit-McPhee) - desperacko walczy o przetrwanie, zmagając się z głodem, morderczą aurą i hordami wygłodniałych kanibali - zdegenerowanych niedobitków umierającej cywilizacji.
W westernie "Appaloosa", ekranizacji powieści Roberta B. Parkera, opowiadającym o dwójce rewolwerowców przybywających do miasteczka terroryzowanego przez bandę bogatego ranczera, Mortensen wystąpił u boku Eda Harrisa i Jeremy'ego Ironsa.materiały prasowe
Twórca "Nagiego lunchu" tak był zadowolony ze współpracy z Mortensenem przy "Historii przemocy", że obsadził go w swoim kolejnym filmie zatytułowanym "Wschodnie obietnice". Za główną rolę w tej produkcji, mężczyzny powiazanego z niezwykle wpływową rosyjską mafią w Londynie, gwiazdor otrzymał swoją jedyną jak dotąd nominację do Oscara.
Zanim po raz kolejny Cronenberg obsadził go w głównej roli w swoim filmie, Mortensen zdążył jeszcze wystąpić w biograficznej produkcji kostiumowo-przygodowej "Kapitan Alatriste" opartej na prozie Arturo Péreza-Reverte.materiały prasowe
Jedną z najlepszych kreacji w karierze aktor stworzył w thrillerze Davida Cronenberga "Historia przemocy". Wcielił się w nim w przykładnego ojca rodziny, mieszkańca małego miasteczka, który zostaje bohaterem, gdy udaremnia napad rabunkowy i zabija dwójkę napastników. Wówczas daje jednak o sobie znać jego mroczna przeszłość.
Zaraz po "Powrocie Króla", czyli ostatniej części trylogii Petera Jacksona, opartej na prozie J.R.R. Tolkiena, artysta zagrał w przygodowym "Hidalgo - oceanie ognia", gdzie wcielił się w legendarnego jeźdźca, Franka T. Hopkinsa.materiały prasowe
Tuż przed zagraniem Aragorna, czyli kreacją, której poświęcił kolejne trzy lata, Mortensen wystąpił jeszcze w dramacie "28 dni", gdzie w główną rolę - alkoholiczki przebywającej na przymusowym odwyku - wcielała się Sandra Bullock.materiały prasowe
O wiele bardziej udany niż nowa wersja "Psychozy" okazał się jednak głośny thriller Andrew Davisa "Morderstwo doskonałe", w którym Mortensen wystąpił u boku Michaela Douglasa i Gwyneth Paltrow. Wcielił się w kochanka pięknej żony wpływowego milionera.materiały prasowe
Następnie Mortensen brał udział w zdjęciach do "Cienkiej czerwonej linii" Terrence'a Malicka, ale sceny z nim usunięto. Po czym wystąpił - już w jednej z głównych ról - w "Psycholu" Gusa Van Santa, remake'u słynnego horroru Alfreda Hitchcocka.materiały prasowe
Przełożyło się to na kolejne, zdecydowanie bardziej interesujące niż dotąd propozycje. Przede wszystkim tę od Ridleya Scotta, który postanowił obsadzić mało znanego aktora u boku Demi Moore w "G.I. Jane". Trzeba przyznać, że grany przez artystę sierżant John Urgayle dał nieźle popalić ambitnej pani oficer.
Dopiero od drugiej połowy lat 90. aktor o duńskich korzeniach zaczął pojawiać się w filmach, które nie trafiały od razu na półki z kasetami wideo. Kreacje w "Karmazynowym przypływie", "Portrecie damy" czy "Tunelu" spowodowały, że Mortensen zaczął wreszcie być dostrzegany.
Pierwsze kroki na planach filmowych Mortensen stawiał pod okiem tak uznanych twórców, jak Woody Allen - "Purpurowa róża z Kairu" (ostatecznie sceny z nim usunięto) i Peter Weir - "Świadek". Jego dorobek z prób zaistnienia na ekranie w latach 80. i na początku 90. zdecydowanie lepiej charakteryzują jednak tytuły filmów klasy B - m.in. "Amerykański Yakuza" - w jakich przeważnie wówczas występował.
Świat usłyszał o nim około 2000 roku, gdy Peter Jackson powierzył mu rolę Aragorna w trylogii "Władca Pierścieni", ale obchodzący dziś 55. urodziny Viggo Mortensen rozpoczął karierę piętnaście lat wcześniej, z całych sił starając się przez ten czas trafić do aktorskiej pierwszej ligi Hollywood.