Podczas spaceru nowojorski bankier Sam Wheat (Patrick Swayze) i jego dziewczyna Molly (Demi Moore) zostają napadnięci. Padają strzały, a mężczyzna odgania bandytę. Gdy Sam wraca do Molly, widzi ją wtuloną w jego martwe ciało. Zdaje sobie sprawę, że zmarł wskutek postrzału. Zamiast udać się w zaświaty, zostaje przy ukochanej. Nie może się z nią jednak komunikować. Wkrótce odkrywa, że jego śmierć nie była przypadkowa, a Molly także grozi niebezpieczeństwo. Sam chce ją ochronić za wszelką cenę. Pomaga mu Oda Mae Brown (Whoopi Goldberg), podszywająca się pod medium oszustka, która z jakiegoś powodu może go słyszeć.
"Uwierz w ducha". Pomysł wziął się z... "Hamleta"
Scenarzysta Bruce Joel Rubin pracował nad scenariuszem "Uwierz w ducha" przez kilka lat. Pomysł przyszedł do niego, gdy oglądał "Hamleta". W scenie, w której do tytułowego bohatera przychodzi duch jego ojca i prosi o pomszczenie go, Rubin stwierdził, że to świetny pomysł na film.
"Uwierz w ducha" pochłonęło scenarzystę tak bardzo, że stracił swojego agenta. Twierdził on, że nikogo nie interesują metafizyczne historie o duchach. Gdy Rubin skończył, marzył, że za kamerą filmu stanie jeden z mistrzów – Stanley Kubrick lub Miloš Forman. Zainteresowanie wykazał jednak Jerry Zucker, członek tercetu ZAZ odpowiedzialnego za parodie filmowe "Czy leci z nami pilot" i "Naga broń". Rubin by sceptyczny. Zgodził się jednak spotkać z Zuckerem. "Zakochałem się w tym gościu. Był ciepły, zabawny i głęboko filozoficzny. Znałem jego komedie, więc się tego nie spodziewałem" – mówił w rozmowie z "Los Angeles Times".

Z kolei Zucker wcale nie szukał materiału na swój pierwszy "poważny" film. "Po prostu starałem się znaleźć dobry projekt do wyreżyserowania" – przyznał w "LA Times". Chociaż w scenariuszu Rubina zobaczył ogromny potencjał, nie uważał, żeby był on idealny. Według niego był zbyt mroczny i potrzebował nieco humoru. Tekst był poprawiany aż 19 razy. W pierwszej wersji Oda Mae była prawdziwy medium. To Zucker zaproponował, by okazała się ona oszustką.
"Uwierz w ducha". Patrick Swayze nie był pierwszym wyborem do roli Sama
Szybko rozpoczęto poszukiwania aktora do roli Sama Wheata. Zaproponowano ją Tomowi Cruise’owi, Tomowi Hanksowi, Harrisonowi Fordowi i Michaelowi J. Foxowi – wszyscy odmówili. Nie chcieli wcielić się w postać, która nie żyje przez większość filmu. Zwrócono się do Bruce’a Willisa, który nie zrozumiał scenariusza. Później pluł sobie w brodę, że nie chciał wystąpić w tym filmie. Zucker zdecydował się ostatecznie na Kevina Kline’a, który niedawno otrzymał Oscara za drugoplanową rolę w komedii "Rybka zwana Wandą".
Zanim się z nim skontaktował, zgodził się na przesłuchanie Patricka Swayze’ego. Nie obiecywał sobie po nim wiele. Aktor wybił się dzięki roli instruktora tańca w "Dirty Dancing", a później skupił się na filmach sensacyjnych, między innymi kultowym "Wykidajle". Rolą w "Uwierz w ducha" chciał udowodnić, że nie jest kolejnym mięśniakiem z kina akcji rodem z kaset VHS. Reżyserka castingu Janet Hirshenson gorąco namawiała Zuckera, by dał Swayze’emu szansę. Ten w czasie przesłuchania przedstawił ostatnie słowa Sama do Molly. Gdy skończył, Zucker wiedział, że ma odtwórcę roli głównej.
Na kilka tygodni przed rozpoczęciem zdjęć doszło do skandalu. Swayze zniszczył swój pokój hotelowy w Londynie, gdzie przebywał z racji premiery "Licencji na zabijanie". W 1992 roku aktor przyznał, że zmagał się wtedy z problemami z alkoholem i zakazanymi substancjami. Rola w "Uwierz w ducha" pomagała mu okiełznać nałogi. "To, że wydarzył mi się ten film, było błogosławieństwem" - przyznał w swojej biografii autorstwa Wendy Leigh. Na planie Swayze nie sprawiał żadnych kłopotów.

"Uwierz w ducha". Patrick Swayze dał twórcom ultimatum w sprawie Whoopi Goldberg
Zucker rozważał obsadzenie Oprah Winfrey lub Tiny Turner jako Ody Mae Brown, szemranej medium, która pozwala Samowi na kontakt ze światem żywych. Swayze miał jednak inną faworytkę – kojarzoną głównie z komediowymi występami Whoopi Goldberg. "Dostał rolę w ‘Uwierz w ducha’ i spytał, czy ktoś ze mną rozmawiał" – wspominała aktorka w 2017 roku w programie "Loose Women". "Nikt nie dzwonił. Spytał: 'dlaczego?' Czuli, że nie pasowałam do tego filmu. A on powiedział im, że nie wystąpi w tym filmie, dopóki ktoś ze mną nie porozmawia i nie spyta, czy chciałabym zagrać".
"Moja przyjaciółka była na castingu [do roli Ody Mae] i powiedziała: ‘dziewczyno, każda czarna kobieta na świecie, żywa lub martwa, chciałaby tę rolę’. A mi było głupio, bo wtedy pierwszy raz o niej słyszałam. […] Mój agent powiedział mi wtedy, że mnie nie chcieli. Trudno, bywa. Dwa-trzy tygodnie później mój agent dzwoni i pyta, czy pamiętam ten film. ‘Zatrudnili aktora, który nie wystąpi, dopóki nie będziesz miała przesłuchania. Chcą cię zobaczyć. […] Patrick powiedział, że albo mnie zatrudnią, albo on rezygnuje" – zakończyła.
"Uwierz w ducha". Scena lepienia z gliny była koszmarem dla aktorów
Natomiast Demi Moore była pierwszym wyborem do roli Molly. Aktorka nie była jednak pewna, czy ją przyjąć. Postać, która przez cały czas jest w żałobie, nie wydawała jej się szczególnie atrakcyjna. Stwierdziła jednak, że wszystko zależy od podejścia. Zdecydowała, że Molly nie będzie smutną, skrzywdzoną dziewczyną, tylko silną kobietą, która stara się przetrwać najgorszy czas w swoim życiu. "To był przepis na katastrofę" – śmiała się w 2013 roku podczas rozmowy z Amerykańskim Instytutem Filmowym. "Albo stworzymy coś naprawdę wyjątkowego i niesamowitego, albo będzie przypał". Moore nie ukrywała także, że miała własne pomysły na postać. Pierwszego dnia zdjęć pojawiła się na planie krótko ostrzyżona. "Dała nam wtedy jasno znać, że ma swoje zdanie co do tej bohaterki" – wspominał Rubin w rozmowie z "Vanity Fair".
Jednym z największych wyzwań dla Swayze’ego i Moore okazała się scena lepienia w glinie. Gdy rozmawiali o niej, aktor za każdym razem się czerwienił. W rozmowie z magazynem "People" porównała ją do pierwszej randki w liceum. "Musieliśmy zagrać, że znamy się od dawna i czujemy się ze sobą komfortowo" – mówiła. Podczas sceny miała na sobie luźną koszulę bez rękawów. Za każdym razem, gdy za bardzo się zsuwała, Swayze musiał niepostrzeżenie ją podciągać. "W końcu powiedzieliśmy sobie: ‘czujemy się z tym źle i nienawidzimy tego’. I wtedy wszystko było dobrze" – wspominała Moore. Scena przeszła do historii jako jedna z najbardziej zmysłowych.

"Uwierz w ducha". Sukces filmu zaskoczył twórców
"Uwierz w ducha" kosztowało zaledwie 22 milionów dolarów. Film okazał się niespodziewanie największym hitem kasowym 1990 roku. Zarobił na całym świecie ponad 505 milionów dolarów – więcej niż "Kevin sam w domu", "Pretty Woman", "Tańczący z wilkami" i "Szklana pułapka 2". Krytycy byli zachwyceni z połączenia różnych gatunków – melodramatu, horroru, komedii i filmu detektywistycznego. "Uwierz w ducha" było także jednym z najpoważniejszych graczy podczas wyścigu nagród. Szczególnie doceniono Goldberg, która zbierała kolejne wyróżnienia. Film nominowano do pięciu Oscarów – za produkcję roku, scenariusz oryginalny, drugoplanową rolę żeńską, muzykę i montaż. Skończyło się na dwóch statuetkach – dla Rubina i Goldberg.
"Uwierz w ducha" uchodzi dziś za jeden z najlepszych filmowych romansów. Wspomniana scena lepienia z gliny była wielokrotnie parodiowana. W 2011 roku swą premierę miała musicalowa wersja historii, za którą odpowiadał Rubin. W przeciwieństwie do filmu nie odniosła ona jednak ogromnego sukcesu. Od lat mówi się także o remake'u, w który miałby zaangażować się Channing Tatum.










