Reklama

Reklama

Sophia Loren i Carlo Ponti: Ich miłość zgorszyła Watykan

Trudno wyobrazić sobie światową kinematografię bez tej pięknej Włoszki. Sophia Loren wielokrotnie udowadniała, że jest nie tylko seksbombą, ale przede wszystkim utalentowaną aktorką. Mężczyźni padali jej do stóp, ale dla niej liczył się tylko jeden mężczyzna. Carlo Ponti był od niej starszy o ponad 20 lat. On ją wielbił, a ona miała w nim wsparcie, o jakim zawsze marzyła. Jednak nie wszystkim podobał się ich związek. Oburzeni byli nie tylko Włosi, ale również Watykan.

Kopciuszek kina

"Kiedy jest mi smutno, rozważam, co osiągnęłam. Zaczynałam od zera, a doszłam do takiego ogromu szczęścia" - przyznaje Sofia Loren. Jej życie przypomina bajkę o Kopciuszku. Naprawdę nazywa się Sofia Villani Scicolone. Urodziła się 20 września 1934 roku w Rzymie na specjalnym szpitalnym oddziale dla samotnych matek. Jej matka, Romilda Villani, była nauczycielką gry na fortepianie. Po ojcu otrzymała jedynie nazwisko. Nie chciał jej poślubić przez co sytuacja życiowa kobiety nie należała do najłatwiejszych i musiała żebrać na ulicy. Sophia spotkała swojego ojca trzy razy. "Przez całe życie nienawidziłam swojego ojca. Dużo czasu minęło, zanim wybaczyłam mu krzywdy, które nam wyrządził" - wspominała.  

Reklama

Przyszła gwiazda kina wychowała się w biednej dzielnicy nadmorskiego miasteczka Pozzuoli. W jednym z wywiadów Sophia Loren powiedziała, że nie otrzymała wykształcenia, bo ani jej matka, ani babka nie miały czasu na edukację. "Razem z moją siostrą Marią nauczyłyśmy się stawać na głowie, aby wiązać koniec z końcem" - powiedziała. Matka Sophie pragnęła dla swojej córki lepszego życia. Sama była niespełnioną aktorką. Dostrzegła w małej Sophie potencjał i chodziła z dziewczynką na konkursy piękności. Głównym celem była kariera w filmie. "Jeśli dziewczyna jest piękna, ale biedna, jest dla niej tylko jeden sposób - zamienić piękno w pieniądze" - miała powiedzieć Romilda. Sophie miała piętnaście lat, gdy zwyciężyła w konkursie piękności "Królowa Morza" i dzięki pieniądzom z nagrody pojechała do Rzymu. Rok później została I wicemiss Włoch. W jury konkursu zasiadał 37-letni Carlo Ponti. Producent filmowy od razu dostrzegł potencjał pięknej nastolatki. 

"Zaczęłam od niczego. Moja matka była biedna, cierpiałyśmy głód i pojechałyśmy do Rzymu. Bez osób, które w ciebie wierzą, nie zajdziesz w żadną stronę" - przyznała gwiazda. Jej filmowym "ojcem chrzestnym" został właśnie Ponti. Obiecał jej, że zrobi z niej gwiazdę i swojej obietnicy dotrzymał. Początkowo Sophia występowała głównie jako statystka. Jeszcze pod rodowym nazwiskiem Scicolone, które Carlo Ponti dopiero po pewnym czasie zmienił na Loren. W 1951 roku razem z matką trafiła do słynnego filmowego miasteczka Cinecitta, gdzie Mervyn LeRoy kręcił swój kolejny film. Romilda z walizką w ręku stanęła przed reżyserem i powiedziała: "Nie znamy angielskiego, ale umieramy z głodu i pan to powinien zrozumieć". LeRoy zatrudnił je jako statystki.

Sophia Loren: Zaczynałam od zera

Najpiękniejsza Włoszka w Hollywood

W 1953 roku, mając zaledwie 19 lat i dopiero marząc o wielkiej karierze filmowej, Loren wystąpiła w kostiumowej komedii "Dwie noce z Kleopatrą" w reżyserii Maria Matolliego. Młoda aktorka wcieliła się w królową Egiptu, która pod nieobecność Marka Aureliusza zabawia się w sypialni ze swoimi strażnikami. Rok później zagrała w filmie, który był pierwszym przełomem w jej karierze. "Złoto Neapolu" sprawiło, że została zauważona przez filmowych twórców. Prawdziwym kluczem do sławy stała się dla aktorki współpraca z reżyserem Vittoriem de Sicą. Jednak chyba nikt nie przypuszczał, że rola w filmie "Matka i córka" przyniesie młodziutkiej aktorce Oscara. 

"Ten Oscar zmienił wszystko. Otworzył mi międzynarodowe drzwi, pracowałam z największymi w Hollywood, od Marlona Brando po Car'egoy Granta i Charlie'ego Chaplina. Stało się tak także dlatego, że nie wygrałam z powodu urody, ale za trudną rolę. Grałam w niedbałych ubraniach, bez makijażu" - zauważyła włoska aktorka. Następnie wystąpiła w wielokrotnie nagradzanych komediach De Siki: "Wczoraj, dziś, jutro" (1963) i "Małżeństwo po włosku" (1964, nominacja do Oscara). W obydwu filmach partnerował jej Marcello Mastroianni, z którym Loren stworzyła stały ekranowy duet. Zagrali razem w 13 filmach na przestrzeni 40 lat. 

W czasie swej kariery zagrała w prawie 100 filmach. Mężczyźni ją uwielbiali, kobiety chciały być jak ona. Jej role doprowadzały widzów do łez. Zapytana w 2014 roku przez dziennikarkę gazety "La Repubblica", czy zastanawiała się nad tym, dlaczego jest tak kochana przez ludzi, odparła: "Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Odczuwam wiele czułości, miłości i szacunku. Mam nadzieję, że ludzie odczuwają tę miłość, którą ja do nich czuję".

Sophia Loren: Kiedy mówię, ile mam lat, sama czasem w to nie wierzę

Zakazana miłość aktorki i producenta

Z każdym kolejnym filmem o pięknej Włoszce robiło się coraz głośniej. Wrosło również zainteresowanie jej życiem prywatnym. A to dla wielu było niezwykle skandaliczne. Wszystko za sprawą uczucia, które połączyło ją z Pontim. Szokowała nie tylko 22-letnia różnica wieku, ale przede wszystkim fakt, że producent filmowy miał już rodzinę. Żoną Carlo Pontiego była prawniczka Giuliana Fiastri, którą poślubił w 1946 roku i z którą doczekał się córki i syna. 

Sama Sophie doskonale wiedziała, że ich związek jest niezwykle skomplikowany. "Ponieważ był żonaty, nie poczuwałam się do tego, żeby postawić go w sytuacji albo-albo, także dlatego, że w takim wieku, a miałam wówczas zaledwie 16 lat, nie można robić takich rzeczy" - wspominała później aktorka. Mimo przeszkód ich uczucie nadal kwitło. W 1953 roku Carlo podarował swojej młodziutkiej ukochanej pierścionek z wielkim diamentem. W tym roku na świat przyszedł jego syn. 

19-latka była szczęśliwa. "Wszystkie moje myśli i uczucia były wypełnione tą osobą. Pamiętałam, że był żonaty, że miał dzieci... Jednak w moim wieku trudno było powstrzymać namiętność i być wyrachowaną. Kochałam go i dał mi pierścionek. Jednocześnie nawet mnie nie pocałował, nie powiedział: 'Kocham cię i chcę cię poślubić'. Nic takiego się nie wydarzyło. Ale wciąż miałam od niego pierścionek. Wróciłam do charakteryzatorni i rozpłakałam się" - wspominała po latach. Matka Sophie nie podzielała entuzjazmu córki. Było dla niej jasne, że producent nigdy nie ożeni się z jej córką. A na pewno nie we Włoszech.

Sophia Loren: Bez ślubu w białej sukni

Małżeństwo, które oburzyło Watykan

Chociaż Carlo Ponti zapewniał, że z żoną nie łączy go już żadne uczucie, to nie mógł uzyskać rozwodu. W tamtych czasach we Włoszech nie było rozwodów cywilnych, potrzebne było oficjalne unieważnienie małżeństwa kościelnego. To było praktycznie niemożliwe do otrzymania. Kochankowie przez kilka następnych lat żyli w zawieszeniu. W 1957 roku przez podstawionych pełnomocników przeprowadził rozwód w Meksyku. Również za ich pośrednictwem zawarł związek małżeński ze swoją młodą ukochaną. Ruch ten tylko zaognił krytykę ich związku. Skandal wybuchł, gdy o sprawie napisał oficjalny dziennik Stolicy Apostolskiej. Małżonkowie zostali napiętnowani i uznani w oczach Kościoła za grzeszników. W ojczyźnie producent został oskarżony o bigamię.

Przykre konsekwencje spotkały również Loren, która stała się główną bohaterką skandalu obyczajowego. W mediach wyzywano ją od najgorszych, a filmy z jej udziałem były bojkotowane przez rodaków. Do sprawy zakochanych odniósł się nawet Watykan, który wykluczył ich z Kościoła. "Grożono mi ekskomuniką i ogniem piekielnym, i to z jakiego powodu? Zakochałam się w mężczyźnie, którego małżeństwo nie istniało już od dłuższego czasu. Chciałam zostać jego żoną i matką jego dzieci. Zrobiliśmy wszystko, by zalegalizować nasz związek, ale nazwano nas grzesznikami. Powinniśmy cieszyć się naszym miesiącem miodowym, ale jedyne, co pamiętam, to że całymi godzinami płakałam" - mówiła gwiazda w rozmowie z "Vanity Fair". 

Ślub z podopieczną zagroził nie tylko karierze Carla, ale również jego wolności, ponieważ za bigamię groziło mu więzienie. By tego uniknąć producent złożył dokumenty o unieważnienie małżeństwa z Loren. Otrzymał je po pięciu latach. Mimo kryzysu oraz ataków opinii publicznej uczucie między Pontim a Loren rozkwitało. Nadal chcieli być razem i móc założyć rodzinę. W tym celu przeprowadzili się do Francji i zrzekli się włoskiego obywatelstwa. Ten pomysł podpowiedziała... żona producenta, Giuliana Fiastri. Tam, po uzyskaniu obywatelstwa, Ponti mógł legalnie rozwieźć się z żoną i poślubić młodszą kochankę. W 1966 roku para ponownie złożyła przysięgę. Podczas ceremonii w Sevres towarzyszyła im jedynie garstka gości.

Sophia Loren i Carlo Ponti: Nikt się tego nie spodziewał

Długo czekali na dzieci

Wydawało się, że Sophia Loren wreszcie ma wszystko, o czym marzyła - międzynarodową karierę oraz ukochanego męża u boku. Jednak prawdziwe pragnienie aktorki długo pozostało niespełnione. Marzyła bowiem o dzieciach. Ponti miał już dwójkę z poprzedniego małżeństwa, ale również on nie mógł się doczekać ich wspólnych potomków. Loren długo nie mogła zajść w ciąże, dwukrotnie poroniła. W jednym z wywiadów wspominała, że lekarze nie traktowali jej poważnie i konsekwentnie przekreślali jej szanse na dotrzymanie ciąży. "Przez miesiąc leżałam w łóżku. Zrezygnowałam ze wszystkich kontraktów. Nie czytałam i nie oglądałam telewizji. Wypoczywałam i nawet starałam się nie dotykać brzucha. Jednak w trakcie wizyty jednego z moich przyjaciół poczułam silne bóle. Pojechałam do szpitala. Lekarz akurat wychodził na przyjęcie i zupełnie mnie zignorował. Impreza była ważniejsza niż życie mojego dziecka. Wtedy poroniłam po raz drugi" - wspominała aktorka w swojej biografii. 

W końcu zdesperowana para zdecydowała się na leczeniu u szwajcarskiego specjalisty Huberta de Watteville'a. To on dał aktorce nadzieje na zostanie matką. "Wystarczyło zbadać mnie profesjonalnie, a nie traktować jak histeryczkę i może dwójka moich pierwszych dzieci by żyła. A przez lekarzy dwa razy poroniłam. Czułam się przegrana jako kobieta" - mówiła później Loren. Terapia okazała się skuteczna i w 1968 roku na świat przyszedł pierwszy syn pary - Carlo Junior. Drugie imię otrzymał na cześć genewskiego ginekologa. Cztery lata aktorka urodziła drugiego syna, Edoarda. Synowie gwiazdy kontynuują artystyczne tradycje rodziców. Starszy został dyrygentem, a młodszy reżyserem i scenarzystą filmowym.

W 2020 roku Sophia Loren po dekadzie przerwy znowu pojawiła się na ekranie. Film "Życie przed sobą" wyreżyserował młodszy syn gwiazdy. Aktorka wcieliła się w kobietę ocalałą z Holokaustu, która przyjmuje pod swój dach 12-letniego muzułmanina z Senegalu. Za swoją rolę została uhonorowana włoską nagrodą filmową - David di Donatello. Podczas ceremonii w Rzymie Sophia Loren podkreśliła bardzo wzruszona, że przeżywa takie same emocje i taką samą radość, jak wtedy, gdy pierwszego Davida odbierała 60 lat temu za rolę w filmie "Matka i córka", wyreżyserowanym przez Vittorio De Sikę. "Dziękuję mojemu reżyserowi, Edoardo. Jego serce i jego wrażliwość dały życie oraz duszę temu filmowi i mojej postaci. Także za to jestem naprawdę bardzo wdzięczna mojemu synowi, to wspaniały człowiek" - mówiła ze sceny.

Carlo Ponti nie zobaczył już sukcesu swojej żony oraz syna. Ceniony producent filmowy zmarł w 2007 roku w wieku 95 lat. Kilka miesięcy później razem z Sophią świętowaliby złote gody. Małżonkowie wbrew wszystkim spędzili razem prawie pół wieku. Pokonali wiele przeciwności, by stworzyć szczęśliwy związek zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Rozdzieliła ich dopiero śmierć producenta. Sophia Loren pytana, czy wyjdzie jeszcze za mąż, odpowiedziała krótko: "Nigdy, bo nikogo nie pokocham tak, jak kochałam Carla". 

Sophia Loren: Bez kina nie mogę żyć

INTERIA
Dowiedz się więcej na temat: Sophia Loren | Carlo Ponti

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL