Reklama

Reklama

"Pokaż kotku, co masz w środku": Najgorszy polski film dekady?

W sobotę mija dokładnie dziesięć lat od premiery komedii "Pokaż kotku, co masz w środku". O występie w tej produkcji wielu cenionych aktorów wolałoby dziś pewnie zapomnieć.

Jan Frycz w komedii "Pokaż kotku, co masz w środku"

Reżyserem "Pokaż kotku, co masz w środku" był Sławomir Kryński, reżyser ekranowego przeboju "To nie tak jak myślisz, kotku", który w 2008 roku obejrzało w kinach blisko milion widzów. Kryński powrócił tu do tematu niewierności w relacjach damsko-męskich.

"Pokaż kotku, co masz w środku": O czym jest film?

Seria niefortunnych zdarzeń stawia na głowie życie dwóch mężczyzn - Andrzeja (Jacek Borusiński) i Zygmunta (Krzysztof Stelmaszyk). Ojciec Andrzeja (Marian Dziędziel) nagle postanawia ożenić się z tajemniczą nieznajomą (Grażyna Szapołowska), a wkrótce potem traci wszystkie oszczędności.

Reklama

Andrzej, próbując desperacko odzyskać straconą fortunę, porywa podejrzaną o kradzież dziewczynę (Katarzyna Cynke) i... zakochuje się w niej od pierwszego uprowadzenia. Tymczasem Zygmunt musi zmierzyć się jednocześnie z natrętnym adoratorem (Jacek Braciak) swojej żony (Iwona Wszołkówna) oraz brzemiennym w skutki romansem nastoletniej córki (debiutująca Delfina Wilkońska). Zygmunt szuka pomocy u zaprzyjaźnionego doktora (Jan Frycz), jednak ten zajęty jest flirtowaniem z ponętną pielęgniarką (Małgorzata Buczkowska-Szlenkier).

Jakby tego było mało, komediową intrygę zagmatwają jeszcze - seksowna uczennica z niekonwencjonalnymi pomysłami (Maja Bohosiewicz), łasy na pieniądze i wdzięki niewieście specjalista od drzew (Sławomir Orzechowski), dociekliwy ksiądz (Władysław Kowalski), wielki szu wśród adwokatów (Jan Nowicki), szef stacji benzynowej zawsze na gazie (Andrzej Grabowski) i pewna tajemnicza postać w kolorowym sweterku, której poczynania zaskoczą każdego.

W gabinecie ginekologicznym

"Pokaż kotku, co masz w środku" - tym tekstem zalotnie wita swoje pacjentki niejaki doktor Julian (Jan Frycz) przed badaniem w swoim gabinecie ginekologicznym.

"Problemem polskiej komedii jest to, że twórcy zbierają najlepsze, ich zdaniem, dowcipy bieżącego roku i na siłę sieją nimi po scenariuszu. My chcieliśmy ustrzec się kawałów bawarskich. Staraliśmy się, by wszystkie żarty były na wysokim poziomie" - mówił Jacek Borusiński.

W filmie pojawiają się także seksowna uczennica z niekonwencjonalnymi pomysłami (Maja Bohosiewicz), łasy na pieniądze amator drzew i pięknych kobiet (Sławomir Orzechowski), dociekliwy ksiądz (Władysław Kowalski), wielki szu wśród adwokatów (Jan Nowicki) i wiecznie pijany szef stacji benzynowej (Andrzej Grabowski). W obsadzie zobaczyliśmy również Izabelę Kunę, Iwonę Wszołkównę i debiutującą Delfinę Wilkońską. "Film jest nadziany dobrymi aktorami tak jak strudel jabłkami" - żartował Jacek Braciak.

"Bardzo dobrze odnajduję się w tej wielowątkowej komedii sytuacyjnej, a moja bohaterka, w przeciwieństwie do tej z poprzedniego filmu reżysera, pokazuje prawdziwe pazurki" - przyznała Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, grająca rolę ponętnej pielęgniarki flirtującej z doktorem Julianem.

Promującą "Pokaż kotku, co masz w środku" piosenkę "Oj, kotku" zaśpiewała Edyta Górniak, wykonawczyni "To nie tak jak myślisz, kotku" - tytułowego hitu z poprzedniej produkcji Kryńskiego.

Artystka nie kryła swojego zadowolenia z możliwości kontynuacji współpracy z reżyserem: "Bardzo się cieszę, że miałam ten przywilej. Piosenka 'Pokaż kotku, co masz w środku' przyczyniła się do popularności filmu i mam nadzieję, że z tą będzie podobnie" - powiedziała piosenkarka.

Zbiór nieśmiesznych gagów

Obraz Kryńskiego został zmiażdżony przez krytykę.

"To nie jest film, tylko zbiór nieśmiesznych gagów, które zostały absurdalnie połączone w całość na wzór kiepskiego kabaretu. U Kryńskiego nic nie ma kompletnie żadnego sensu. Z jednej strony stylistyka lat pięćdziesiątych w scenach domowego ogniska w rodzinie policjanta, z drugiej próby wywołania absurdu za pomocą scen mordowania i zmartwychwstania indyka, który Andrzejowi Grabowskiemu przypomina dziecko... z bardzo małą główką" - pisała dla Interii Joanna Ostrowska.

Recenzentka zwracała uwagę, że "Pokaż kotku..." odstrasza "nie tylko głupotą". "W filmie Kryńskiego przeraża przede wszystkim mechanizm budowania żartów w scenariuszu za pomocą wyświechtanych klisz i specyfika zrozumienia filmowego humoru. Pan 'scenarzysta' wierzy bowiem, iż w polskim społeczeństwie, tak łasym na wszelkie ksenofobiczne odchylenia, warto stworzyć historyjkę, w której ginekolog mówi do niepełnoletniej pacjentki na fotelu ginekologicznym 'Pokaż kotku, co masz w środku'. Inne perełki to: mityczny doktor Macenbaum, oczywiście łasy na pieniądze; młodzież, która nie ma pojęcia jak dochodzi do zapłodnienia; nastolatki krzyczące wniebogłosy, że 'nie znają lesbijek, bo kto to? a co to?'. W kolejce czekają: leżący na ulicy bezdomny, symulujący trupa przez pół dnia; 'polski wieśniak', który oczywiście ma pochowane w słoikach kuchennych trzysta tysięcy złotych i niezniszczalny motyw 'strachu przed pedałem' - bo jak to tak, do łóżka z nagim mężczyzną!" - wyliczała Ostrowska.

- "Pokaż kotku, co masz w środku" to przypadek kliniczny, odstraszające kuriozum, które przeraża, ogłupia i hołduje niskim instynktom - konkludowała recenzentka Interii.

Film Kryńskiego z pewnością zyskałby tytuł najgorszego polskiego filmu 2011 roku. Na szczęście dla reżysera pierwsza edycja anty-nagród Węże odbyła się dopiero w 2012 roku.

Zobacz również:

"Rolnik szuka żony": Świąteczny odcinek. Znamy szczegóły!

Co obejrzeć w święta? Najciekawsze propozycje telewizyjne!

35-letnia aktorka nie żyje. Wypadła z okna hotelu

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje