Reklama

Reklama

Jerzy Turek: Rodzinny dramat gwiazdora "Złotopolskich"

Do historii kina polskiego przeszedł jako Jarząbek w kultowym "Misiu" Stanisława Barei, telewizyjna widownia pokochała go za rolę listonosza Józefa Garlińskiego w serialu "Złotopolscy". Nad karierą Jerzego Turka cieniem kładł się rodzinny dramat, w 1977 roku aktor stracił 13-letniego syna. "Z takim garbem już się do śmierci chodzi" - mówił Turek.

Do historii kina polskiego przeszedł jako Jarząbek w kultowym "Misiu" Stanisława Barei, telewizyjna widownia pokochała go za rolę listonosza Józefa Garlińskiego w serialu "Złotopolscy". Nad karierą Jerzego Turka cieniem kładł się rodzinny dramat, w 1977 roku aktor stracił 13-letniego syna. "Z takim garbem już się do śmierci chodzi" - mówił Turek.
Jerzy Turek na planie "Złotopolskich" /Studio69 / Jacek Urbaniak /Gallo Images Poland

Jerzy Turek urodził się w 1934 r. w miejscowości Tchórzowa (niedaleko Węgrowa w woj. mazowieckim). W 1958 r. ukończył studia w warszawskiej PWST. W tym samym roku zadebiutował jako aktor teatralny rolą Teodora Rousseau w sztuce "Lato w Nohant" w Teatrze Ziemi Opolskiej w Opolu.

Jego pierwszą rolą filmową był powstaniec w "Eroice" Andrzeja Munka (1957).

W latach 60. wystąpił m.in. w serialach "Barbara i Jan" (reż. Jerzy Ziarnik i Hieronim Przybył), "Kapitan Sowa na tropie" (reż. Stanisław Bareja) oraz "Czterej pancerni i pies" (reż. Konrad Nałęcki).

Reklama

Jerzy Turek: Jarząbek z "Misia", listonosz ze "Złotopolskich"

W latach 70. zagrał m.in. kilka znakomitych ról komediowych, np. zaopatrzeniowca Zygmunta Bączyka w "Nie lubię poniedziałku" Tadeusza Chmielewskiego (1971) i milicjanta Frania w "Nie ma mocnych" Sylwestra Chęcińskiego (1974).

Słynną rolę Wacława Jarząbka, trenera II klasy w klubie sportowym Tęcza, wykreował w "Misiu" Barei w 1980 r. Do postaci Jarząbka powrócił po latach w "Rozmowach kontrolowanych" Chęcińskiego (1991) i "Rysiu" Stanisława Tyma (2007).

Do najsłynniejszych filmowych ról Turka należą także: Tadeusz Kubiak - trzymany "pod pantoflem" mąż śpiewaczki Kolińskiej w serialu Barei "Alternatywy 4" (1983), porywczy Zenon Solski w komediach Romana Załuskiego "Kogel-mogel" (1988) i "Galimatias czyli Kogel-mogel II" (1989) oraz listonosz Józef Garliński w serialu "Złotopolscy" (od 1997 r.).

Swoją rolę w "Złotopolskich" oceniał z wrodzoną sobie skromnością i realizmem. "To nie jest wiodąca rola - mówił - a w odcinkach pilotażowych był to epizod, dlatego bardzo się cieszę, że ta postać zyskała sympatię. To jest trochę plotkarz, bo przecież chodzi od domu do domu, to wie, co w trawie piszczy, ale nie tylko! To listonosz z prawdziwego zdarzenia, który wykonuje ten zawód z pasją. Potrafi nawet w trudnych chwilach pożyczać pieniądze, stara się pomagać. Roznosi wieści i te dobre, i te złe. Nie tylko w listach" - mówił w jednym z wywiadów.

Kariera teatralna Turka obejmuje m.in. występy na scenach Teatru Ziemi Opolskiej (1958-1959) i teatrów warszawskich - Syreny (1959-1961), Polskiego (1961-1969), Narodowego (1969-1974, 1982-1985), Rozmaitości (1974-1982), Kwadrat (od 1986 r.).

Turek był też związany z warszawskim Kabaretem Owca, założonym w połowie lat 60. przez satyryka i aktora Jerzego Dobrowolskiego. Wykreował również wiele cenionych ról w Teatrze Telewizji, w spektaklach reżyserowanych m.in. przez Adama Hanuszkiewicza, Gustawa Holoubka, Zygmunta Huebnera i Jerzego Antczaka.

Jerzy Turek: Rodzinny dramat

"Bycie gwiazdą to sposób na życie. Żeby zostać gwiazdą, trzeba gwiazdorstwo w sobie poczuć. W Polsce jest może kilka gwiazd, ale ja jestem aktorem, to znaczy rzemieślnikiem rzetelnie wypełniającym wszystkie powierzane mi zadania" - aktor wyznał w rozmowie z "Dziennikiem Polskim".

Największą wartością była dla niego rodzina. Swoją żonę, Bolesławę, poznał jeszcze przed maturą. W 1964 roku, niecałe dwa lata po ślubie, na świecie pojawiły się bliźnięta - Piotr i Paweł. Żona aktora skupiła się na wychowaniu dzieci. Życie wiedli spokojne. W 1973 roku zaczęły się pierwsze problemu zdrowotne aktora, który o mało nie stracił głosu. 

"Po kilku latach uprawiania zawodu zdarzyło mi się nieszczęście - przez głupotę zdarłem gardło. Najpierw wyciąłem migdałki, a potem nie wiedziałem, że powinienem wziąć wiele lekcji emisji głosu, by na nowo nauczyć się mówić. Do tego musiałem wówczas intensywnie pracować głosem, bo takie wymagania stawiała duża sala Teatru Narodowego i struny nie wytrzymały" - mówił aktor. 

Problem był tak duży, że Jerzy Turek zastanawiał się nawet nad zmianą zawodu. Ostatecznie lekarze zdecydowali się na operację, po której długo dochodził do siebie. Szczęśliwie udało mu się wrócić na scenę. 

W 1977 roku wydarzyła się tragedia, która na zawsze zmieniła życie Turków. Syn aktora, zaledwie 13-letni Paweł, ciężko zachorował. Niestety, mimo starań lekarzy chłopiec zmarł. Jerzy Turek przez wiele lat nie opowiadał o rodzinnym dramacie. Dopiero na kilka lat przed śmiercią opowiedział o niespodziewanym odejściu syna. "Byłem zupełnie innym człowiekiem do czterdziestego roku życia. Syn mi zmarł. W wieku trzynastu lat. Jeden z bliźniaków. Od tego czasu życie mi się straszliwie zmieniło. Z takim garbem już się do śmierci chodzi. Nie pogodzę się z tym aż do końca" - wyznał w rozmowie, która trafiła do książki "Mieszanka filmowa. Rozmowy i szkice literackie". 

Jerzy Turek: Na jego pogrzeb przyszły tłumy

W 2009 roku na aktora spadły kolejne problemy zdrowotne. W lipcu przeszedł udar, po którym wiele miesięcy musiał być hospitalizowany. Cała ekipa "Złotopolskich" z niecierpliwością czekała na jego powrót na plan. Niestety, choć wydawało się, że aktor po trwającej kilka tygodni hospitalizacji odzyskuje zdrowie i siły, nigdy już nie stanął przed kamerą. Komplikacje po chorobie były zbyt poważne, by pozwolić mu na powrót do pracy. Niespodziewanie zaatakowała go białaczka. Choroba okazała się śmiertelna. "Zdawał sobie sprawę, że odchodzi. I można się było od niego uczyć pokory, jak odejść po cichu, godnie" - napisała po śmierci aktora Małgorzata Raszek-Zaliwska, drugi reżyser "Złotopolskich".

Jerzy Turek zmarł 14 lutego 2010 roku, mając 76 lat. Na jego pogrzeb przyszły tłumy. Jego śmierć pogrążyła w żałobie tysiące widzów i całą ekipę "Złotopolskich" - serialu, któremu wierny był przez 12 ostatnich lat życia. "Był dobrą duszą naszego zespołu, serdecznym i zawsze uśmiechniętym człowiekiem sypiącym anegdotami jak z rękawa, wspaniałym aktorem i dobrym kolegą. Nie mogę uwierzyć, że już go nie ma..." - powiedziała tuż po śmierci Jerzego Turka Anna Milewska, czyli Julia Złotopolska. 

"Jurek był uosobieniem dobroci. Jednym z niewielu ludzi, który miał niekwestionowany autorytet" - tak aktora wspominał Andrzej Nejman. "Jurek zawsze grał sumiennie i w pełnej koncentracji. Aktor z prawdziwego zdarzenia. Kochany i dobry człowiek. Mało takich" - podkreślała z kolei Zofia Kucówna.

Twórcy "Złotopolskich" zadedykowali zmarłemu przyjacielowi 1112. odcinek serialu - w całości poświęcili go listonoszowi Józefowi Garlińskiemu. Był to najbardziej wzruszający odcinek w historii niezapomnianej telenoweli.

Czytaj również:

Barbara Kurdej-Szatan: Krystyna Janda wspiera gwiazdę "M jak miłość"

Mateusz Damięcki miał raka jądra. "Było mi wszystko jedno

Ale pomyłka! To on jest najseksowniejszym mężczyzną świata

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Turek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL