Reklama

Reklama

Henryk Gołębiewski: Pokonał raka, wygrał życie

Mimo iż przed kamerą zadebiutował jako dziecko, najlepszą kreację w karierze stworzył już jako dojrzały mężczyzna w dramacie "Edi", w którym wcielił się w bezdomnego złomiarza. Od tego czasu reżyserzy często obsadzają go w rolach meneli. "Nie zawsze gram pod budką z piwem" - zastrzega jednak aktor,. który ma na koncie wygraną walkę z rakiem. "Myślałem, że córka się urodzi, a ja umrę" - opowiadał o najtrudniejszym okresie swego życia. Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem.

Mimo iż przed kamerą zadebiutował jako dziecko, najlepszą kreację w karierze stworzył już jako dojrzały mężczyzna w dramacie "Edi", w którym wcielił się w bezdomnego złomiarza. Od tego czasu reżyserzy często obsadzają go w rolach meneli.  "Nie zawsze gram pod budką z piwem" - zastrzega jednak aktor,. który ma na koncie wygraną walkę z rakiem. "Myślałem, że córka się urodzi, a ja umrę" - opowiadał o najtrudniejszym okresie swego życia. Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem.
Henryk Gołębiewski /ForumGwiazd /Agencja FORUM

Henryk Gołębiewski, urodzony w 1956 roku w Warszawie, w latach 70. był najpopularniejszym aktorem dziecięcym. Stworzył niezapomniane kreacje w takich filmach, jak: "Wakacje z duchami" (1970), "Podróż za jeden uśmiech" (1971), "Stawiam na Tolka Banana" (1973). 

Przygoda z kinem zakończyła się dla niego nagle w 1977 roku, kiedy skończył szkołę zawodową i poszedł do wojska. Zniknął z ekranów na wiele lat.

W latach 90. powrócił do aktorstwa dzięki agencji aktorskiej Jerzego Gudejki. Przez kilka lat grywał jedynie epizody. Można go było zobaczyć w takich produkcjach, jak: "Sara", "Dług" oraz seriale "Plebania", "Na dobre i zna złe", "Świat według Kiepskich". Pojawił się na krótką chwilę w "Zemście" Andrzeja Wajdy i "Dniu świra" Marka Koterskiego.

Reklama

Przełomem okazała się tytułowa rola w filmie Piotra Trzaskalskiego "Edi".

Henryk Gołębiewski: Być jak Edi

"Tę rolę dostałem zupełnie przypadkiem! Dowiedziałem się, że u mnie na Mokotowie jest casting, więc pomyślałem, że może bym się przeszedł? Zrobili mi trzy razy zdjęcia próbne, a w końcu reżyser powiedział: "Heniek, masz główną rolę". Ucieszyłem się, ale nie za bardzo, bo często coś obiecują, a potem nawet nie zadzwonią" - aktor mówił w rozmowie z "Tele Tygodniem".

Występ w "Edim" był dla Gołębiewskiego próbą charakteru. 

"Podczas kręcenia tego filmu zmarła mi partnerka i też musiałem to przezwyciężyć, poradzić sobie z tym i grać. Nie miałem ani jednego wolnego dnia z tego powodu. Cały czas grałem w Łodzi, a na pogrzeb musiałem pojechać do Warszawy. Może dzięki ludziom z filmu nie myślałem o tym, co się stało, bo musiałem myśleć o filmie. Jeżeli podjąłem się grać w filmie, to muszę to dokończyć. Tak sobie mówiłem. W tym momencie byłem tak samo silny jak Edi. A on bierze życie takie, jakim ono jest" - mówił w rozmowie z Interią.

I dodawał, że jego ekranowy bohater nauczył go "pokory".

"Pokora jest potrzeba człowiekowi, żeby po latach nie powiedzieć sobie: Ja coś zrobiłem źle. W danej chwili człowiek może zrobić coś od niechcenia, ale musi się zastanowić, żeby drugiemu krzywdy nie zrobić. To wziąłem od Ediego - najpierw zastanawiam się, a potem robię. Bo ja to byłem za szybki, taki ruchliwy człowiek, a teraz to już nie spieszę się" - zaznaczył.

Henryk Gołębiewski: Nie zawsze gram pod budką z piwem

Od tego czasu aktor wystąpił w szeregu polskich produkcji, grając głównie epizody o menelskim zabarwieniu. "Ale w 'Niani' zagrałem policjanta, więc nie zawsze jestem menelem" - zapewnia Gołębiewski.

"Kiedyś jeden z aktorów powiedział, że nie zagrałby nigdy w życiu Hamleta. A ja zawsze mówię, że dopóki nie spróbuję czegoś zagrać, to nie będę wiedział. Nie zawsze gram pod budką z piwem" - dodaje aktor.

Gołębiewski wciąż pojawia się zarówno w kinowych, jak i telewizyjnych produkcjach. 

W "Świecie według Kiepskich" oglądaliśmy go jako Tadeusza Bociana, z kolei w "Lombardzie. Życiu pod zastaw" wcielił się w postać Ziutka. "Tak jak kilkanaście lat temu wołali za mną na ulicy 'Edi!', tak teraz wszyscy mówią na mój widok 'Cześć, Ziutek!'. Niedawno przechodziłem z żoną obok gościa, który stał w pobliżu bankomatu, kiedy ten nagle zawołał: 'Ziutek, chcesz dwie dychy?!'. Ja na to: 'Nie mam nic pod zastaw'. Cieszę się, że mój serialowy bohater, który wiecznie od wszystkich pożycza parę groszy, jest tak bardzo lubiany" - mówił "Tele Tygodniowi".

Gołębiewskiego oglądaliśmy także w epizodycznych kreacjach w filmie "Wygrać marzenia" (starszy pan pod kliniką), komedii "8 rzeczy, których nie wiecie o facetach" (więzień recydywista), serialu "Barwy szczęścia" (bezdomny Leszek) czy nagrodzonych w Gdyni "Innych ludziach" (menel).

Gołębiewski przyznał, że gdy nie występuje przed kamerą, chwytał się różnych zajęć. "Trzeba było żyć, więc pracowałem w zakładach i u prywaciarzy. Jestem z zawodu ślusarzem, ale robiłem różne rzeczy, byłem np. pomocnikiem montera. Żadna praca nie hańbi" - podkreślał. Przez półtora roku Gołębiewski pracował też jako monter klimatyzacji. Niestety firma, w której był zatrudniony, została zlikwidowana

Henryk Gołębiewski: Szczęśliwy mąż i ojciec

Henryk Gołębiewski dość późno zdecydował się na założenie rodziny. Teraz jest szczęśliwym mężem i ojcem.

Kiedy lekarze zdiagnozowali u niego nowotwór, mógł liczyć na wsparcie żony, która była wówczas w ciąży. "Pierwsza myśl była taka, że córka się urodzi, a ja umrę. Ale już następnego dnia inaczej na to spojrzałem. Pomyślałem: 'Inni pokonują raka, to dlaczego nie ja?'. Zamartwianie się nie ma sensu. Trzeba pozytywnie myśleć. A ja całe życie pozytywnie myślę. To naprawdę pomaga" - mówił.

Los nie oszczędzał aktora. W krótkim czasie stracił dwóch braci, matkę, ojca i kobietę, z którą żył 18 lat.  

"Powiedzieć sobie, że każdy z nas musi kiedyś umrzeć. I że to normalne. Ale jak wynosili trumnę z moją mamą, to mi twarz wykrzywił paraliż, miałem minę jak Quasimodo, lecz nie płakałem na głos. Ja to w ogóle jak dorosłem, to łzy chowam gdzieś głęboko w sobie. Elegancko się tylko popłakałem, jak pisaliśmy scenariusz 'Odkupienia'. Zagram tam człowieka na wózku. Ale nie chcę wyprzedzać faktów. Ja się wczuwam w swoje role" - mówił Krystynie Pytlakowskiej w wywiadzie dla magazynu "Viva".

Żona aktora Marzena Matusik, jest o 17 lat młodsza od Gołębiewskiego. "Ja tego nie czuję. Najważniejsze, żeby ludzie się dogadywali, a reszta nie ma znaczenia" - przyznaje aktor.

Jego największą miłością jest jednak 14-letnia córka.

"Moja córka Róża (...) [to] fajna dziewczynka, gadatliwa i bardzo ładnie śpiewa. Próbowaliśmy ją zabrać na casting, ale nie była tym zainteresowana, więc zrezygnowaliśmy. Nie chcemy jej zmuszać" - mówił kilka lat temu "Tele Tygodniowi".

Córka Gołębiewskiego wystąpiła jednak u boku ojca w serialu "Lombard. Życie pod zastaw".

"Wcześniej chodziliśmy też z nią na castingi, ale niezbyt ją to interesowało, więc odpuściliśmy. Bo skoro dziecko nie chce, nie można go na siłę pchać do telewizji. W 'Lombardzie...' jednak chciała zagrać. I chyba nawet jej się to spodobało, polubiła ekipę" - wyznał w wywiadzie dla "Życia na Gorąco".

"Mam zbyt miękkie serce, nie potrafię być wymagający. Wiem, że popełniam błąd. Ale nasze relacje są świetne. Gdy córka coś chce, przychodzi i rozmawia ze mną. Zawsze się ze sobą zgadzamy. Jedynie z żoną się kłóci, i to ostro" - dodał.

Zobacz też:

Ten film wywołał w Polsce skandal. Teraz okazuje się, że to nie koniec

Erotyczne sceny i śmiałe sesje? Tak zaczynała polska gwiazda

Niewiarygodne, do czego się posunął, by zdobyć sławę. Wstrząsające sceny

Był u szczytu sławy, gdy zniknął. Kariera zniszczona przez seks

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Henryk Gołębiewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL