Reklama

Reklama

Brad Pitt krytykuje wzorzec męskości lansowany m.in. przez Clinta Eastwooda

Laureat Oscara w najnowszym wywiadzie pokusił się o refleksję nad przestarzałym, lecz wciąż obowiązującym wzorcem męskości, reprezentowanym w popkulturze choćby przez ekranowe wcielenia Clinta Eastwooda. Pitt przyznał, że figura bezkompromisowego twardziela, który nie mówi o emocjach i nie okazuje słabości, wyrządziła mężczyznom wiele szkód. Aktor na własnej skórze odczuł związaną z tym presję. "Szczerze mówiąc, udawanie kogoś, kim się nie jest, bywa potwornie wyczerpujące" - stwierdził gwiazdor.

Laureat Oscara w najnowszym wywiadzie pokusił się o refleksję nad przestarzałym, lecz wciąż obowiązującym wzorcem męskości, reprezentowanym w popkulturze choćby przez ekranowe wcielenia Clinta Eastwooda. Pitt przyznał, że figura bezkompromisowego twardziela, który nie mówi o emocjach i nie okazuje słabości, wyrządziła mężczyznom wiele szkód. Aktor na własnej skórze odczuł związaną z tym presję. "Szczerze mówiąc, udawanie kogoś, kim się nie jest, bywa potwornie wyczerpujące" - stwierdził gwiazdor.
Clint Eastwood i Brad Pitt /Michael Kovac /Getty Images

Ostatnimi czasy sporo mówi się o tzw. toksycznej męskości i jej fatalnym wpływie na społeczeństwo. Świadomość na temat szkodliwości stereotypów dotyczących płci rośnie. Podczas gdy dziewczynki od małego uczone są pokory i uległości, chłopcom wmawia się, że prawdziwym mężczyznom nie przystoi płakać czy prosić o pomoc. Okazuje się, że do grona krytyków patriarchalnego spojrzenia na to zagadnienie należy Brad Pitt. W wywiadzie udzielonym "Financial Times" zdobywca Oscara przyznał, że jest już zmęczony presją związaną z wpisywaniem się w ten przestarzały, lecz niestety wciąż obowiązujący model męskości.

Reklama

Brad Pitt: Udawanie kogoś, kim się nie jest, bywa potwornie wyczerpujące

Pitt podkreślił, że dużą rolę w ugruntowaniu tego toksycznego wzorca odegrała popkultura, a zwłaszcza kino. Figura bezkompromisowego twardziela, który nie traci czasu na rozprawianie o uczuciach czy użalanie się nad sobą, cieszy się wszak w świecie filmu niesłabnącą popularnością. "Szczerze mówiąc, udawanie kogoś, kim się nie jest, bywa potwornie wyczerpujące. Tam, gdzie dorastałem, faceci mieli być jak bohaterowie grani przez Clinta Eastwooda - mieli tłumić emocje, radzić sobie w pojedynkę z każdym problemem, nigdy nie okazywać słabości. Widzę to u mojego taty i aktorów starszego pokolenia. Jest to po prostu męczące. Z wiekiem zacząłem doceniać autentyczne relacje, w których bez obaw mogę być sobą" - powiedział gwiazdor "Podziemnego kręgu".

O tym, do czego może doprowadzić przymus męskości w stylu Eastwooda, przekonali się bliscy Pitta. Aktor został oskarżony przez byłą żonę o stosowanie fizycznej przemocy w czasie trwania ich małżeństwa. I jeśli wierzyć jej słowom Brad sam prezentował toksyczny wzorzec męskości.

Wersję zdarzeń jaką prezentuje Angelina Jolie, zdaje się potwierdzać to, że kilka dni temu pozwała eksmęża w związku z niesławnym incydentem, do jakiego doszło na pokładzie samolotu w 2016 roku. Będący wówczas pod wpływem alkoholu Pitt miał zaatakować żonę i ich dzieci. Pozyskane przez "Page Six" dokumenty sądowe ujawniły, że aktor uderzył jedną z pociech, a drugą dusił. Kilka miesięcy temu gwiazdor przyznał się do alkoholizmu, przez który wylądował na odwyku. Jak zaznaczył, w szpony nałogu pchnęła go "dojmująca samotność".

Czytaj więcej:

Brad Pitt dusił własne dziecko? Jest odpowiedź!

Ruszył proces Kevina Spaceya. Aktor twierdzi, że jest niewinny

"Miłość na pierwszą stronę": Ja cię kocham, a ty pstryk [recenzja]

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Brad Pitt | Clint Eastwood

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy