Reklama

#MeToo - zaczęło się od Harveya Weinsteina

Reklama

Ruszył proces Kevina Spaceya. Aktor twierdzi, że jest niewinny

Niespełna pięć lat po tym, jak Anthony Rapp publicznie oskarżył Kevina Spaceya o napaść seksualną, sprawa znalazła finał w sądzie. Rapp utrzymuje, że gdy miał zaledwie 14 lat, był molestowany przez gwiazdora. Choć dwukrotny zdobywca Oscara początkowo kajał się i przepraszał, teraz najwyraźniej zmienił front. "Kiedy usłyszycie obie strony, nabierzecie pewności, że ten atak w ogóle nie miał miejsca" - przekonywała w sądzie prawniczka aktora.

Niespełna pięć lat po tym, jak Anthony Rapp publicznie oskarżył Kevina Spaceya o napaść seksualną, sprawa znalazła finał w sądzie. Rapp utrzymuje, że gdy miał zaledwie 14 lat, był molestowany przez gwiazdora. Choć dwukrotny zdobywca Oscara początkowo kajał się i przepraszał, teraz najwyraźniej zmienił front. "Kiedy usłyszycie obie strony, nabierzecie pewności, że ten atak w ogóle nie miał miejsca" - przekonywała w sądzie prawniczka aktora.
Kevin Spacey nie przyznaje się do winy / Alexi J. Rosenfeld /Getty Images

W czwartek ruszył proces cywilny wytoczony Kevinowi Spaceyowi przez Anthony'ego Rappa. W 2017 roku mężczyzna oskarżył hollywoodzkiego gwiazdora o napaść seksualną, do której dojść miało w czasie przyjęcia zorganizowanego w jego mieszkaniu. Swoje zarzuty Rapp przedstawił w opublikowanym w 2017 roku przez "BuzzFeed News" artykule. Jak wówczas ujawnił, ponad trzy dekady temu, gdy sam miał zaledwie 14 lat, został zaatakowany przez Spaceya, który "położył się na nim, próbując go uwieść".

Reklama

"Szczerze mówiąc, nie pamiętam tego spotkania, to było 30 lat temu. Ale jeśli rzeczywiście zachowałem się tak, jak to opisał, jestem mu winien najszczersze przeprosiny. To było głęboko niestosowne, pijackie zachowanie" - kajał się w opublikowanym później oświadczeniu dwukrotny zdobywca Oscara.

Kevin Spacey przed sądem. Nie przyznaje się do winy

W czwartek gwiazdor stanął przed nowojorskim sądem federalnym. Jak wynika z mowy otwierającej reprezentującej go prawniczki, Jennifer Keller, Spacey diametralnie zmienił narrację. Już nie przeprasza, ale twierdzi, że jest niewinny.

"On szuka sprawiedliwości. Kiedy usłyszycie obie strony, nabierzecie pewności, że ten atak w ogóle nie miał miejsca. Oskarżenia te zostały sfabrykowane dla zdobycia atencji i współczucia oraz zyskania popularności" - zwróciła się do ławy przysięgłych.

Tuż przed pierwszą rozprawą Keller zapewniała w rozmowie z agencją prasową Reuters, że jej klient pragnie za wszelką cenę odzyskać dobre imię. "Z niecierpliwością czekamy na prawdziwy proces z udziałem ławy przysięgłych, z rzeczywistymi dowodami, który nie będzie miał nic wspólnego z procesem, jaki odbywa się w mediach społecznościowych" - skwitowała.

Proces ma trwać maksymalnie dwa tygodnie. Rapp za "celowe zadanie cierpienia emocjonalnego" domaga się zadośćuczynienia w wysokości 40 mln dolarów.

To jednak niejedyna sądowa batalia, jaką toczy obecnie Spacey. W maju Brytyjska Prokuratura Koronna zatwierdziła wysunięte przeciwko aktorowi oskarżenie dotyczące czterech innych przypadków napaści seksualnej. Stając przed londyńskim sądem, gwiazdor nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Kolejna rozprawa wyznaczona jest na 6 czerwca 2023 roku.

W sierpniu sąd w Los Angeles orzekł zaś, że Spacey musi zapłacić producentom serialu "House of Cards" niemal 31 mln dolarów za naruszenie umowy w postaci molestowania członków ekipy, co doprowadziło do jego zwolnienia i naraziło produkcję na straty finansowe.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kevin Spacey

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy