"Czy mnie słychać?": rzecz o rozpadającym się małżeństwie
Bradley Cooper w trzecim reżyserowanym przez siebie filmie opowiada o rozpadającym się małżeństwie, czym wpisuje się w długą tradycję tego rodzaju kina. "Sprawa Kramerów", "Historia małżeńska", "Blue Valentine", "Tylko miłość" czy bergmanowskie "Sceny z życia małżeńskiego" - to tylko pierwsze z brzegu przykłady tytułów, które dokonywały wiwisekcji gasnącego uczucia. "Czy mnie słychać?" nie jest w tej kwestii specjalnie odkrywczym filmem, ale dzięki wkomponowaniu tematu w świat scenicznej komedii, nadaje znanej opowieści nowego wymiaru. Nie jest tajemnicą, że opowiadający o swoim życiu stand-uperzy dokonują nieraz na scenie ekshibicjonistycznej autoterapii.
Warto posłuchać niedawnej rozmowy Bradleya Coopera w podcaście Joe Rogana, który również wyrósł ze stand-upu i bardzo chwali "Czy mnie słychać?" za realistyczne pokazanie pracy komików, wykuwających swój talent w klubach komediowych. Wie, co mówi. Pracował w takich samych nowojorskich barach i teraz posiada własny klub w Austin.
Zaskakujące pokłady czarnego humoru
Scenariusz filmu jest luźno oparty na losach brytyjskiego komika Johna Bishopa, który kiedyś opowiedział o swoich zawodowych początkach Willowi Arnettowi. Znany z roli w kultowej animacji "BoJack Horseman" komik nie tylko napisał (wspólnie z Markiem Chappellem i Bradleyem Cooperem) na podstawie jego opowieści scenariusz, ale też zagrał w filmie główną rolę.
Arnett wciela się w Alexa, który razem z żoną Tess (Laura Dern) decydują się na separację. Nie mówią początkowo o niej nawet swoim najbliższym przyjaciołom, parze artystów Arniemu (Bradley Cooper) i Christine (Andra Day). Alex wyprowadza się z domu na przedmieściach i wraca do starego mieszkania na Manhattanie. Pewnego wieczoru przypadkowo trafia do klubu komediowego. Nie ma przy sobie pieniędzy, więc aby nie musieć płacić za wejście, zapisuje się na Open Mic, który polega na tym, że komicy amatorzy testują swój nieoszlifowany materiał przed żywą publicznością. Alex zostaje wywołany na scenę i początkowo zagubiony zaczyna mówić o swojej separacji. Odkrywa wtedy, że ma w sobie nieznane wcześniej pokłady czarnego humoru. Poznaje też świat początkujących komików, który zupełnie kontrastuje z jego poukładanym małżeńskim życiem na przedmieściach.
Podczas, gdy Alex w tajemnicy przez Tess, dwoma 10-letnimi synkami (Blake Kane i Calvin Knegten), rodzicami (Christine Ebersole i Ciarán Hinds) i przyjaciółmi eksploruje świat stand-upu, Tess wraca do dawnej pasji. W młodości była reprezentantką USA w siatkówce i teraz ma szansę wrócić jako trenerka kadry, przygotowującej się na igrzyska olimpijskie w 2028 roku.
A więc opowieść o kryzysie wieku średniego? Nie. Tutaj następuje bowiem twist akcji. Para zamiast zatracić się w życiu singla po 40., w tajemnicy przed wszystkimi którzy kibicują ich rozstaniu, nawiązuje ze sobą… romans.
Komedia romantyczna o małżeństwie romansującym ze sobą w trakcie rozwodu
"Czy mnie słychać?" jest komedią romantyczną o małżeństwie w trakcie rozwodu, które ze sobą romansuje. Pokręcone? Jest to kino o stand-upie, więc takie małżeńskie qui pro quo jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Cooper w "Narodzinach gwiazdy" pokazał, że potrafi opowiadać o wielkiej i zarazem beznadziejnej miłości dwójki artystów. Teraz gra na innych nutach. Znacznie subtelniejszych. Robi to też dojrzalej. Bardzo ciekawy jest jego rozwój jako reżysera. Kto wie, czy nie osiągnie kiedyś statusu Clinta Eastwooda, który długo szlifował reżyserskie umiejętności, przechodząc jako aktor na drugą stronę kamery.
Arnett i Dern są świetni w rolach dojrzałych ludzi, którzy zagubili się w życiowej rutynie, nigdy nie przepracowując swoich pretensji względem współmałżonka. Zarówno oni, jak i Arni, i Christine tkwią w związkach wypierając to, co niewygodne i wymagające dialogu. Banał? Możliwe, ale przecież zdrada małżeńska często nie jest przyczyną kryzysu, ale jego skutkiem. Cooper opowiada o tym z dowcipem, lekkością, ale też przenikliwością.
"Czy mnie słychać?" jest mądrym filmem o istocie dialogu w każdym związku. Nie tylko małżeństwie. Ma przy tym kilka zabawnych punchline'ów w monologach Alexa i poruszający finał w rytm wykoślawionej wersji "Under Pressure" Queen i Dawida Bowie, którzy przecież śpiewali o tym, czy można dać jeszcze jedną szansę miłości. O tym jest właśnie ten pokrzepiający i pełen uroku film. O jeszcze jednej szansie. Na miłość, karierę i… życie.
7,5/10
"Czy mnie słychać?" (Is This Thing On?), reż. Bradley Cooper, USA 2026, dystrybutor: Disney, polska premiera kinowa: 27 lutego 2026 roku.











