Reklama

"Podpalaczka". Nie ma w sobie ognia [recenzja]

Zac Efron i Ryan Kiera Armstrong w filmie "Podpalaczka" /UIP /materiały prasowe

Nowa wersja książki Stephena Kinga z 1980 roku jest solidnie nakręconym horrorem sci-fi, który jednak nie ma swojej mocy po sukcesie serialu „Stranger Things”. Zabrakło twórcom odwagi, by wycisnąć z tej historii coś więcej i wznieść lekko pachnącą naftaliną powieść Kinga na nowe tory.

Pierwsza wersja “Podpalaczki" z 1984 roku - nakręcona niedługo po "Lśnieniu" Kubricka, "Martwej strefie" Cronenberga i w tym samym roku co "tak złe, że aż dobre" "Dzieci kukurydzy" Fritza Kierscha - nie należy, pisząc delikatnie, do najlepszych ekranizacji książek mistrza horroru, mimo że w obsadzie znalazła się okadzona sukcesem "E.T" Spielberga Drew Barrymore oraz Martin Sheen i George C. Scott. 

Szkoda, że nie udało się wówczas posadzić na stołku reżysera Johna Carpentera, który przecież rok wcześniej nakręcił świetną "Christine" na podstawie Kinga. Carpenter zaliczył jednak finansową porażkę "Coś" z 1982, co przekreśliło jego szanse na ekranizację "Podpalaczki". "Coś", o ironio, zostało po latach uznane za jedno z kultowych arcydzieł horroru sci-fi. O "Podpalaczce" wszyscy zapomnieli.

Reklama

"Podpalaczka": Muzyka Johna Carpentera najlepszym elementem filmu

Twórcy nowej wersji "Podpalaczki" pochylili się nad tym fatalnym błędem i zaprosili Johna Carpentera do współpracy. 74-letni reżyser od dwunastu lat nie nakręcił żadnego filmu, choć dał błogosławieństwo requelowi (połączenie reboota i sequelu) "Halloween" Davida Gordona Greena, pisząc też do niego muzykę. W "Podpalaczce" z 2022 roku Carpenter (wraz z synem Codym Carpenterem i Danielem Davisem) również występuje jako kompozytor. Zagrana na syntezatorach elektroniczna muzyka jest magnetyczna i przypomina, co stanowiło siłę mniej uznanych horrorów Carpentera, jak choćby "Łowcy wampirów" (1998). Nadaje filmowi niezapomnianego klimatu. Muzyka Carpentera to najlepszy element "Podpalaczki". Choć nowa ekranizacja książki Kinga jest o wiele lepsza niż pokraczna wersja z 1984 roku, to przez brak autorskiego sznytu stanie obok przeciętnych ekranizacji mistrza horroru. 

Andy (Zac Efron) i Vicky (Sydney Lemmon) ukrywają się przed rządowymi agencjami związanymi z CIA, które kiedyś poddały ich tajemniczym eksperymentom. Wymknęły się one z rąk i para została "zainfekowana" supermocami, które potem przeszły na ich córeczkę Charlie (Ryan Kiera Armstrong). Charlie pod wpływem silnych emocji potrafi podpalić wszystko w jej otoczeniu. Na dodatek odziedziczyła od rodziców telekinezę i telepatię, ale nie potrafi kontrolować tej super wybuchowej mieszanki. Agencja zwana w książce Sklepikiem postanawia więc zlikwidować Andy’ego i Vicky, zaś Charlie ma stać się jej królikiem doświadczalnym. Brzmi to jak jeden z wielu seriali zrobionych na fali sukcesu "Stranger Things"? Oczywiście, że tak. I to jest mój największy problem z tą ekranizacją.

"Podpalaczka": W cieniu "Stranger Things"

Opublikowana w 1980 roku powieść Kinga wpisywała się w kino zimnej wojny. Wraz z najazdem Sowietów na Afganistan i prawicową kontrrewolucją reaganizmu nadchodziła jej gorąca fala. Kino lat 80. było naszpikowane takimi treściami, choć antyrządowo-spiskowe tematy u Kinga pasują też do pesymistycznego ducha Ameryki lat 70. Ameryki przetrąconej porażką w Wietnamie i aferą Watergate. Dziś w popkulturze odżywa retro klimat lat 80., co najmocniej widać w stylizowanym "Stranger Things". Tyle, że postmodernistyczny serial braci Dufferów jest osadzony w tamtej epoce, a twórcy celowo igrają ze schematami kina lat 80. Akcja "Podpalaczki" jest natomiast przeniesiona do współczesnych czasów, ale jej zimnowojenny duch pozostał nietknięty. To w zasadzie nie tyle nowa ekranizacja książki, ile dosyć wierny remake filmu z 1984 roku.

To zaskakujące, że reżyser bardzo oryginalnego horroru "Nocne czuwanie" (2019) Keith Thomas nie zdecydował się wznieść "Podpalaczki" na inny poziom i pobawić się konwencją, jak choćby Andy Muschietti w ekranizacji "To" (2017-2019). Mógł też poruszyć wyobraźnię, jak Brian de Palma w swoim arcydziele opartym na Kingu "Carrie" (1976). "Podpalaczka" jest solidnie nakręconym horrorem z dobrym aktorstwem i klimatem. Tyle, że jest zbudowana ze zbyt dobrze nam znanych schematów i rozwiązań fabularnych, które zostały w ostatnich trzech dekadach przemielone na najróżniejsze sposoby. Zbuntowany superbohater walczący ze swoim stwórcą? Superbohater nienawidzący swojej super mocy? Przecież w świecie ekranizacji Marvela i DC ten temat też został ograny! W erze Avengersów powieść Kinga pokryła się kurzem.

"Podpalaczka" jak pilotażowy odcinek serialu Netfliksa

Jeżeli już zdecydowano się na nową wersję "Podpalaczki", to powinna ona zostać nakręcona przez odważnego fana gatunku, który nie bałby się eksperymentów z powieścią Kinga. 90-minutowy film wygląda jak pilotażowy odcinek serialu Netfliksa, który - zgodnie z prawidłami gatunku - kończy się w najciekawszym momencie. Może dopisanie kolejnych rozdziałów jest sposobem na uratowanie tej opowieści? Przecież Stephen King pozwalał na takie wariactwa oparte na elementach jego uniwersum choćby w serialu "Castle Rock". A może niektóre ekranizacje Kinga po prostu pasują tylko do określonej dekady XX wieku i nie należy ich reaktywować?

6/10

"Podpalaczka" (Firestarter), reż. Keith Thomas, USA 2022, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 13 maja 2022

Zobacz też:

Tom Cruise nie chciał kręcić filmu "Top Gun: Maverick". Dlaczego zmienił zdanie?

Jennifer Aniston i Brad Pitt znowu razem? Widziano ich w Paryżu

Meg Ryan wyreżyseruje komedię romantyczną. U jej boku David Duchovny

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Podpalaczka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy