Co czeka nas w trzeciej części serii "Avatar"?
Akcja filmu "Avatar: Ogień i popiół" rozgrywa się w zasadzie bezpośrednio po wydarzeniach, jakie skończyły poprzednią część. Stąd na pierwszym planie ponownie oceaniczne plemię Metkayina, gdzie rodzina Sullych znalazła schronienie. Bohaterowie pogrążeni są w żałobie po stracie najstarszego syna Neteyama. Każdy przeżywa te chwile po swojemu. Jake Sully (Sam Worthington) rozpacz próbuje ukoić poprzez wzmożoną pracę, dla pałającej żądzą zemsty Neytiri (Zoe Saldaña) oparciem staje się rodzina, podczas gdy Lo’ak (Britain Dalton), obwiniający się o śmierć brata, czuje się jeszcze bardziej wyobcowany wśród bliskich.
Kontemplacyjny nastrój początku filmu miesza się z poczuciem niepokoju Na’vi przed kolejną niechybną konfrontacją. Zwłaszcza że wśród nich wciąż przebywa Pająk (Jack Champion), a zatem syn pułkownika Quaritcha, czarnego charakteru, który najwyraźniej poważnie potraktował swoje ojcowskie obowiązki. W "Ogniu i popiele" rozwinięty jest też wątek adoptowanej córki Sulley'ów Kiri (Sigourney Weaver), posiadającej moce, o jakie się nawet nie podejrzewa. Kosmologia filmu jest dosyć skomplikowana, zatem ci którzy nie oglądali poprzednich części, a na pewno znajdą się i tacy, muszą być uważni, żeby się nie pogubić.
Niezaprzeczalnym plusem nowej produkcji Jamesa Camerona jest poszerzenie znanego nam ze wcześniejszych części uniwersum. W "Ogniu i popiele" konflikt nie dotyczy już wyłącznie ludzi i Na’vi, ale również plemion w obrębie tej samej rasy. Stąd poznajemy Lud Popiołu. Na jego czele stoi żądna krwi i władzy bezwzględna Varang, mająca wiele wspólnego z Furiozą z "Mad Maxa". Kobieca bohaterka, w której rolę bardzo udanie wciela się Oona Chaplin, to najciekawsza i najbardziej charyzmatyczna postać całej opowieści. Co prawda, trudno jej kibicować, ale jednocześnie nie sposób oderwać od niej oczu.
Fabularna płaszczyzna nie dorasta do wizualnej
Zobacz również:
Ocenę nowej odsłony "Avatara" podzieliłbym na dwie części - narracyjną i wizualną. Ta pierwsza nie będzie wysoka, bo i scenariusz autorstwa Camerona oraz Ricka Jaffa, jest dość przeciętny, przez co metraż filmu - trzy godziny i piętnaście minut - staje się prawdziwym wyzwaniem. Problemy pojawiają się głównie tam, gdzie nie ma dynamicznej akcji, a zastępują ją refleksyjne tony, związane z tematami żałoby, solidarności, próby udowodnienia własnej wartości, ale i odniesieniami do naszego świata. Wbrew pozorom, takich momentów jest całkiem sporo. Rozciągnięte poszczególne obyczajowe wątki chwilami przypominają telenowelę. Dłużyzny, powtarzalność, brak elementu fabularnej świeżości sprawiają, że "Ogień i popiół" spokojnie mógłby być o godzinę krótszy.
Natomiast tam, gdzie pojawiają się sceny akcji, obrazujące bogactwo i zniuansowanie tego świata, zarówno podniebne, jak i podwodne, zupełnie zapominamy o czasie. James Cameron to chyba najlepszy naukowiec i wynalazca wśród światowych reżyserów. Każdy jego kolejny film - od "Terminatora", przez "Otchłań" po "Avatara" - stanowi tego najlepszy dowód. Oczywiście nie robi to już takiego wrażenia jak w 2009 roku, kiedy pierwszą część opowieści o ludzie Na’vi postrzegano jako technologiczną rewolucję w kinie, ale wciąż daje dużo satysfakcji. Szkoda tylko, że w "Ogniu i popiele" fabularna płaszczyzna nie dorasta do tej wizualnej.
6,5/10
"Avatar: Ogień i popiół" (Avatar: Fire and Ash), USA 2025, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 19 grudnia 2025 roku.










