Justyna Miś o filmie "Sirât": Napięcie trudne do wytrzymania
"Sirât" w reżyserii Olivera Laxe'a był pierwszym filmem, jaki zobaczyłam na tegorocznym festiwalu BNP Nowe Horyzonty i mocniejszego wejścia nie mogłam sobie wymarzyć. Laureat Nagrody Jury tegorocznego Cannes elektryzujący obraz, po którym trudno się pozbierać. Salę kinową opuszcza się w szoku i kompletnej ciszy, a wydarzenia przedstawione na ekranie zostają z widzem jeszcze długo po seansie.
Pustynny bezkres. Grupa ekscentrycznych imprezowiczów potakuje w rytm potężnych basów. Choć jest środek dnia, cała ta scenografia budzi niepokój. Luis (Sergi López) wraz z synem Estebanem (Bruno Núñez Arjona) dociera na rave w poszukiwaniu córki, która pięć miesięcy wcześniej odeszła od rodziny i zniknęła bez śladu. W tle pobrzmiewają doniesienia o wybuchu III wojny światowej. Luis i Esteban dołączają do kilkuosobowej grupy, która zmierza na kolejną imprezę, wciąż żywiąc nadzieję, że tam odnajdą kobietę.
Oliver Laxe skutecznie podważa zaufanie widza, serwując emocjonalną jazdę bez trzymanki w rytmie pulsującej muzyki elektronicznej. Dawno żaden film nie sprawił, że każdy kolejny zwrot był tak dotkliwym ciosem: prosto w serce, które zdążyło się już przywiązać do bohaterów. Momentami ma się wrażenie, że ogląda się czyjś sen. Znacie ten stan, gdy nagle wybudza was poczucie spadania? Tak się czułam, oglądając "Sirât". Z każdym kolejnym wybuchem, potknięciem, uderzeniem basu. Bohaterowie cały czas balansują nad przepaścią - fizyczną i metaforyczną. Pustynia jest tu dodatkowym bohaterem: nieskończona, bezlitosna, monumentalna. Zderzenie ciszy pustyni i huku imprez buduje napięcie trudne do wytrzymania, zwłaszcza w drugiej połowie filmu.
"Sirât" to także komentarz na temat wojny, choć to przesłanie wybrzmiewa dopiero jako jedna z puent, która dociera do widza po seansie. Bo ten film zostaje w głowie na długo. Elektryzuje muzyką techno autorstwa Kangdinga Raya. Choć może nie wszystkich przypaść do gustu, to na pewno wzbudzi żywe dyskusje.
8/10
Paulina Gandor o filmie "Sirât": Nikogo nie pozostawi obojętnym
Tytuł filmu odnosi się do koncepcji Sądu Ostatecznego w islamie - Sirât to most zawieszony nad Piekłem, który prowadzi do Dżanny, rajskiego ogrodu. Według wierzeń jest on cieńszy od włosa i ostrzejszy niż niejeden miecz, a przekroczenie go jest definitywną weryfikacją czystości duszy. Choć osoby praworządne są w stanie przejść bez większych problemów, dla grzesznych jest to droga ryzykowna i przepełniona cierpieniem. Nagrodzone przez jury na festiwalu w Cannes dzieło Olivera Laxe'a w ciekawy sposób odnosi się do owej wędrówki, skupiając się na losach jednostki zagubionej, pogrążającej się w coraz większym chaosie wśród pustynnej nicości.

"Sirât" zdobył moje serce zaledwie po pierwszej minucie seansu. Pieczołowite przygotowania sprzętu muzycznego, podłączanie gigantycznych głośników gdzieś na marokańskim pustkowiu i dudniące brzmienia, które po chwili zaczęły się z nich wydobywać, miały w sobie coś hipnotyzującego i poniekąd onirycznego. Tym bardziej że tuż po chwili wśród poruszających się do rytmu ciał pojawiły się postacie całkowicie odstające od tego specyficznego świata - poszukujący córki Luis (Sergi López), jego syn Esteban (Bruno Núñez Arjona) oraz psi towarzysz. Na wieść, że dziewczyna może znajdować się na innej, podobnej imprezie, ojciec jest w stanie zaryzykować wszystko, by osiągnąć swój cel. Z obłędem w oczach zaczyna podążać śladem doświadczonych, zżytych ze sobą rave'owców, którzy również zmierzają w tamtym kierunku.
Trudności na drodze bohaterów z czasem wciąż przybywa; stopniowo kończą im się zapasy, a na domiar złego wisi nad nimi wizja kolejnej wojny światowej. Choć w fabule pojawiają się pozorne momenty rozluźnienia, Laxe zamieścił je wyłącznie po to, by kolejny, emocjonalny cios trafił w widza ze zdwojoną siłą. Nie jest to standardowe "kino drogi", nie ma szczęśliwego pojednania czy przemiany bohatera, do jakiej przyzwyczaił nas gatunek. Jest tylko dudniący, przenikający wszystko bas i wycieńczający żar słońca, który nie pozwala o sobie zapomnieć.
Intensywność wydarzeń i transowy, duszny nastrój budowany przez znakomity soundtrack Davida Letelliera (znanego jako Kangding Ray) stopniowo udziela się widzom. Muzyka potęguje napięcie całej opowieści i nie daje chwili wytchnienia. Momentami aż chciałoby się krzyczeć, jednak czy na pustyni ktokolwiek byłby w stanie usłyszeć nawet najbardziej zrozpaczony głos? "Sirât" jest doskonałym przykładem filmu, który odczuwa się całym ciałem, a emocje i rytmiczne drgania nie opuszczają długo po wyjściu z sali kinowej. Ten tytuł z pewnością nikogo nie pozostawi obojętnym.
8/10
"Sirât", reż. Oliver Laxe, Hiszpania, Francja, dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 19 września 2025 roku.
Czytaj więcej: "To był zwykły przypadek". Krótki film o zemście i jej sensie













