Co właściwie łączy dorosłe już dzieci z rodzicami?
Jarmusch dzieli swój film na trzy podobnej długości nowele. Skromny świat przedstawiony rekompensuje liczbą znanych nazwisk, jakie pojawiają się w obsadzie. Na ekranie zobaczymy między innymi Toma Waitsa, Adama Drivera, Cate Blanchett, Charlotte Rampling i Vicky Krieps. Brzmi jak hollywoodzki blockbuster (może z wyjątkiem Waitsa). Tymczasem "Father Mother..." jest kwintesencją kina arthouse’owego.
Chociaż każda z trzech części dzieje się w innym miejscu - Stanach Zjednoczonych, Irlandii oraz Francji - wszystkie opowiadają o ewolucji w relacjach, jakie łączą dorosłe już dzieci z rodzicami. Dla bohaterów spotkania rodzinne przestały być już dawno temu czasem śmiechów, zabaw, rozmów o wszystkim i wspólnego odkrywania kolejnych rzeczy. Zamiast tego dominuje krępujące milczenie, odpowiadanie półsłówkami i nerwowe patrzenie na zegarek, który odmierza czas do końca spotkania.
Nowela pierwsza: brat i siostra u ojca
W pierwszej noweli bohater grany przez Adama Drivera przyjeżdża wraz ze swoją siostrą (Mayim Bialik) w odwiedziny do ojca (Tom Waits). To rutynowa wizyta, która ma na celu sprawdzenie, czy wszystko u niego gra, przywiezienie kilku spożywczych specjałów i na koniec grzecznościową herbatę, by uspokoić swoje sumienie, że inaczej spotkanie trwałoby za krótko. Goście robią tak naprawdę wszystko, by jak najszybciej stamtąd wyjechać i wrócić dopiero za jakiś czas. Żeby to się stało, trzeba kilkanaście razy powtórzyć "u mnie wszystko dobrze" i jak najszybciej zmienić temat na jakiś bezpieczniejszy, jak rozmowa o meblach czy o autentyczności Rolexa, jaki nosi na swojej ręce Tom Waits.
Złożonych zdań jest tu jak na lekarstwo, a zastępują je raczej monosylaby, mruknięcia i potakiwanie. Ani jedna, ani druga strona nie poczuwa się do tego, by przełamać stan zawieszenia i opowiedzieć o swoim dniu czy emocjach. O tym, co tak naprawdę dzieje się w ich życiu. Łatwiej rozjechać się do domów po dopiciu herbaty.

Nowela druga: siostry u matki
Druga część filmu jest w dużej mierze kalką poprzedniej, a jedyną większą różnicą jest zmiana okoliczności. Chatę przy lesie zastępują eleganckie przedmieścia Dublina, a artystyczny nieład starannie nakryty stół z przygotowanymi słodkościami i herbatą. Siadają przy nim osoby, których komunikacja również ogranicza się do zdawkowych uwag i złośliwych komentarzy: matka (Charlotte Rampling), znana pisarka, oraz jej dwie dorosłe i niemające ze sobą wiele wspólnego córki - pruderyjna i skromna Timothea (Cate Blanchett) oraz jej przeciwieństwo, ekstrawagancka i zbuntowana Lilith (Vicky Krieps).
W relacji tej trójki od emocji ważniejsza jest etykieta. Każde jej naruszenie, w czym przoduje bohaterka Krieps, jest przyjmowane gorzej od przyznania się do życiowego błędu. Oczywiście nikt nie ma zamiaru analizować przeszłości - przede wszystkim z racji oceniającej postawy matki.
Nowela trzecia: rodzeństwo po śmierci rodziców
Jest jeszcze trzecia nowela, na pierwszy rzut oka niepasująca do pozostałych. Bliźniaki Billy (Luka Sabbat) i Skye (Indya Moore) przemierzają paryskie ulice starym samochodem. Kiedy wydaje się, że nie mają w tym większego celu, lądują w mieszkaniu, w którym się wychowali. Pięknym, choć przygnębiająco pustym.
Dla rodzeństwa to pożegnanie z czasami dzieciństwa. Ich pamiątki zostały spakowane do kilku kartonów i przeniesione do magazynu. Do mieszkania wprowadzi się niebawem ktoś inny. Zostało jedynie kilka zdjęć i wspomnienia. Tu nie ma już miejsca na pytania: "Co u ciebie?", "Jak minął ci dzień?", "Wszystko w porządku?".
"Father Mother Sister Brother": momenty, których nie wolno marnować
Właśnie ta, pozornie najmniej efektowna, nowela wydaje mi się najbardziej przejmująca i definiująca znaczenie dzieła Jarmuscha. "Father Mother..." jest dla mnie opowieścią o momentach, których nie powinno się marnować, bo przyjdzie chwila, kiedy ich zabraknie. Wtedy będzie za późno na odpowiedź: "Wszystko gra".
8/10
"Father Mother Sister Brother", reż. Jim Jarmusch, USA 2025, dystrybucja: Gutek Film, premiera kinowa: 16 stycznia 2025 roku.










