Reklama

"Batman": Za grzechy ojca [recenzja]

Robert Pattinson w filmie "Batman" /Warner Bros. - DC Entertainment /Collection Christophel /East News

Twórca nowego "Batmana", symbolicznie otwiera nową epokę. Nie jesteśmy już w głowie Zacka Snydera, który ponad opowiadanie i wymiar dramaturgiczny cenił zawsze patetyczne, ciężkie jak kowadło widowisko. Naprawdę daleko leży też wizja Christophera Nolana, którego trylogia opowiadana była językiem realizmu, niczym thriller sensacyjno-polityczny o walce z terroryzmem. Matt Reeves idzie swoją drogą - pełną rozgałęzień i odnóg narracyjnych, która spaja bohaterów gęstą siecią jawnych i ukrytych współzależności.

W "Batmanie" jest coś z filmu detektywistycznego w klimacie "Siedem" Davida Finchera. Tonację zapowiada już pierwszych kilkanaście minut - miasto zdaje się zapuszczone i ponure, pogrążone jest w deszczu i mroku, pulsuje grozą. Historia także jest ograna zaiste po fincherowsku. Zaczyna się od zabójstwa burmistrza Gotham, na kilka dni przed wyborami. Na ścianach morderca nabazgrał krwią: "Kłamstwa!", zostawił też znak, tajemniczą wiadomość. Ta raz puszczona w ruch spirala przemocy nakręca się i pociąga za sobą kolejne, należące do miejskich elit ofiary. U Reevesa na pierwszy plan wysuwa się zatem śledztwo, modelowy przykład "clue-puzzle": dowody, poszlaki, świadkowie i narzędzia zbrodni. Z uwagi na to Batman to postać odległa od superbohatera z boskiego uniwersum w stylu ważniejszych filmowych franczyz ostatniej dekady. To - ni mniej, ni więcej - błyskotliwy detektyw, który pieczołowicie zbiera fakty, by następnie złożyć je w całość.

Reklama

Mafijna saga Gotham

Batman to jednocześnie młokos, "pierwszoroczniak", który stawia pierwsze kroki jako samozwańczy mściciel. "Reeves widzi go jako zbuntowanego nastolatka zasłuchanego w kapelach grunge’owych" - piszą wszyscy. Hasło z pewnością nie jest na wyrost. Bruce Wayne w wersji Roberta Pattinsona nie ma w sobie nic z bogatego playboya, którego stać na imprezy i drogie gadżety. To nieprzystosowany społecznie odludek, egzystujący na uboczu, z dala od innych. Obrazu dopełnia kilkukrotnie powracające w filmie "Something in the Way" Nirvany i głos Kurta Cobaina, który teksty pisał raczej o trudnych emocjach: depresji, wycofaniu z życia, samotności.

To jednocześnie wskazanie na ludzki wymiar postaci - Reevesowi chodzi o bohatera, który byłby skomplikowany psychologicznie i wielopoziomowo skonstruowany. Bruce Wayne to nie tylko człowiek, który na własne życzenie poddaje się alienacji, dobrowolnemu wygnaniu; który pokiereszowany jest stratą najbliższych, jakiej doznał w młodym wieku. Powtarza się tu stary i ograny motyw morderstwa rodziców bohatera, ale jednocześnie znajduje on swoje dopełnienie. Dotąd tragedii Wayne'ów towarzyszył motyw moralnej nieskazitelności - przedstawiano ich jako zbawicieli Gotham. Żadnego brudu, tylko czystość i krystaliczne sumienie. Tymczasem w wizji Reevesa wizerunek bez skazy okazuje się iluzją. W tle pojawia się pytanie o cenę zbrodni i kłamstw, jakich rodzina Wayne’ów mogła się dopuścić.

Wątek ten pracuje w kontekście społecznym. Gotham zdaje się miejscem, w którym każdy jest skorumpowany i niemoralny. W gorączkę chciwości uwikłani są mniej lub bardziej wszyscy - bankierzy, radni, senatorowie, policjanci i sędziowie, którzy poukładali się z mafią. To właśnie na nich poluje grasujący po mieście morderca, przekonując, że motywem jego działania jest demaskacja i chęć odsłonięcia szkaradnego oblicza Gotham. Riddler głosi - słuszny skądinąd - pogląd o społeczeństwie nękanym przez elity, które ponoszą odpowiedzialność za uzależnienie szarego obywatela od przekrętów i układów w układach. Niewykluczone, że wszystko zaczęło się od Wayne'ów.

To właśnie z tym dziedzictwem mierzy się Mroczny Rycerz, tocząc walkę nie tylko z terroryzującym miasto Riddlerem. Reeves wpisał w scenariusz całą plejadę antagonistów, która przede wszystkim układa się w sagę mafijną - brutalną i krwawą, w której zdrada, mord, rozprowadzanie narkotyków i ogromne pieniądze to norma. Naturalnym polem bitwy jest tu zorganizowana przestępczość. Fascynująca jest zresztą rozgrywka między mafijnym bossem Carminem Falconem a Pingwinem, który - podobnie jak Batman - jest dopiero na początku swojej drogi.

Dekonstrukcja mitu Batmana

Fascynująca jest również obsada, bo udało się Reevesowi zebrać naprawdę imponujący zespół. Zaproszenie, obok Pattinsona, przyjęli: Zoë Kravitz (Kobieta-Kot), Paul Dano (Riddler) i Colin Farrell (Pingwin), który przeszedł niespotykaną metamorfozę. Są aktorzy znani z szarż, którzy dla roli zrobią wszystko - chudną, stają się otyli, oddają się fizycznym eksperymentom. Farrell przelicytował wszystko i wszystkich.

Zresztą sam Reeves w wielu miejscach sam opiera się na szalonej spektakularności i widowiskowości. Napisałem wcześniej, że "Batman" to film, który rozgrywa się w toku detektywistycznego śledztwa, co wcale nie oznacza, że brakuje tu fantazji i rozmachu. To wielkobudżetowy blockbuster napakowany akcją. Im bliżej jesteśmy finału, tym więcej na ekranie atrakcji, Reeves wrzuca szósty bieg: eksplozje i pościgi samochodowe nie chcą się skończyć; co jednak ciekawe - miejsca starcza też na romantyczno-patetyczne wtręty, z kolei podszewką tego widowiska jest dekonstrukcja mitu o Batmanie, do którego niegdyś rękę przyłożyli inni twórcy.

Podstawowy konflikt etyczny jest związany z jego postacią - człowiekiem, który namaścił się na obrońcę prawa i porządku. Sęk w tym, że emocją, która go tego motywuje, jest nie tyle troska o dobro wspólne, co gniew i próba znalezienia dla niego ujścia. "Jestem zemstą" - podkreśla na każdym kroku bohater, co stawia go w dwuznacznej pozycji. Podstawowym motorem działania Batmana Reevesa jest bowiem odwet, co - paradoksalnie - wcale nie odróżnia go od Riddlera, genialnego szaleńca, który także bierze na siebie rolę mściciela. Morał: zaciskanie pięści i argument siły nie naprawią świata, ludzie potrzebują wiary w demokratyczną instytucję, która stanie w ich obronie i podtrzyma siłę do walki. Takie słowa są dziś na wagę złota, nigdy nie wydawały się one bardziej aktualne.

8/10

"Batman", reż. Matt Reeves, USA 2022, dystrybutor: Warner Bros. Entertainment Polska, premiera: 4 marca 2022

Zobacz również:

Ukrainy będzie bronił Rambo? Sylvester Stallone komentuje

Sean Penn opuszcza Ukrainę? Zmierza do Polski

Ukraińska Akademia Filmowa: Apel o bojkot rosyjskich produkcji

Gwiazdy solidaryzują się z Ukrainą. Kto zabrał głos?

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Batman

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL