Reklama

Depp kontra Heard

Reklama

Tarana Burke: Wygrana Deppa z Amber Heard to nie koniec ruchu MeToo

Batalia sądowa między Johnnym Deppem i Amber Heard, a także wieńczący ją wyrok, sprowokowały dyskusję na temat przyszłości #MeToo. Zdaniem niektórych komentatorów ruch obywatelski, którego celem jest zwrócenie uwagi na problem molestowania seksualnego kobiet, może przez tę sprawę ucierpieć, gdyż ofiary przemocy będą teraz bały się ujawniać nadużycia swoich oprawców. Zdania tego nie podziela Tarana Burke, która wymyśliła słynne dziś hasło. "To nie ruch #MeToo jest martwy, lecz ten system" - zapewnia aktywistka.

Batalia sądowa między Johnnym Deppem i Amber Heard, a także wieńczący ją wyrok, sprowokowały dyskusję na temat przyszłości #MeToo. Zdaniem niektórych komentatorów ruch obywatelski, którego celem jest zwrócenie uwagi na problem molestowania seksualnego kobiet, może przez tę sprawę ucierpieć, gdyż ofiary przemocy będą teraz bały się ujawniać nadużycia swoich oprawców. Zdania tego nie podziela Tarana Burke, która wymyśliła słynne dziś hasło. "To nie ruch #MeToo jest martwy, lecz ten system" - zapewnia aktywistka.
Tarana Burke /Patrick T. Fallon/Bloomberg /Getty Images

Echa procesu o zniesławienie, który Johnny Depp wytoczył byłej żonie, zapewne prędko nie umilkną. Gwiazdor "Piratów z Karaibów" pozwał Amber Heard w związku z zarzutami o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad nią. I wygrał - przysięgli orzekli, iż eksmałżonka Deppa w istocie dopuściła się zniesławienia.

Reklama

Sam proces i jego finał sprowokowały dyskusję na temat dalszych losów ruchu #MeToo, którego istotą od samego początku było przerwanie zmowy milczenia oraz oddanie głosu ofiarom przemocy domowej i molestowania. Inicjatywę nagłośniono po wybuchu skandalu z udziałem prominentnego producenta filmowego Harveya Weinsteina, który został oskarżony przez wiele kobiet o gwałty i molestowanie. Skompromitowany współzałożyciel wytwórni Miramax odsiaduje obecnie wyrok 23 lat pozbawienia wolności.

Zdaniem części komentatorów, publiczne pranie brudów przez Deppa i Heard, a zwłaszcza skuteczne podważenie wiarygodności aktorki, mogą zniweczyć dotychczasowe osiągnięcia ruchu, zniechęcając ofiary do ujawniania nadużyć. Tego zdania jest sama Heard, która uważa, że konsekwencje decyzji przysięgłych poniesie nie tylko ona. "Jestem przerażona tym, co to oznacza dla innych kobiet. Cofnęliśmy się do czasów, gdy kobieta, która odważyła się zabrać głos, została natychmiast publicznie zawstydzona i upokorzona. Idea, według której przemoc wobec kobiet należy traktować poważnie, została właśnie unieważniona" - skwitowała aktorka w oświadczeniu opublikowanym tuż po ogłoszeniu werdyktu.

Tarana Burke: Ruch MeToo jest nadal żywy

Głos w tej sprawie zabrała teraz Tarana Burke, którą uważa się za założycielkę #MeToo. To ona po raz pierwszy użyła słynnego dziś hasła na portalu MySpace w kampanii zwiększającej społeczną świadomość na temat wykorzystywania seksualnego i odpowiedniego reagowania na nie. "To nie ruch #MeToo jest martwy, lecz ten system. System prawny, na którym wszyscy polegaliście, od dekad szukając sprawiedliwości - bezskutecznie. Niektórzy myślą, że jeśli w jakiejś sprawie zapadnie werdykt po ich myśli, ruch działa. W przeciwnym wypadku 'ruch jest martwy'" - napisała Burke w opublikowanym na Twitterze oświadczeniu..

Aktywistka podkreśliła, że największym sukcesem ruchu nie są sądowe zwycięstwa celebrytów, lecz dodanie odwagi anonimowym ofiarom przemocy, które wreszcie ośmieliły się mówić. A tego sukcesu nie przekreśli publiczna kompromitacja i przegrana Heard. "Kiedy Harvey Weinstein trafił do więzienia, wszyscy mówili, że #MeToo zwyciężyło. Kiedy Bill Cosby został wypuszczony, ludzie powtarzali, że to cios dla całego ruchu. A w międzyczasie miliony ludzi, którzy nigdy nie mieli możliwości wypowiedzenia słów 'mi też się to przytrafiło', uwolniły się od niewyobrażalnego wstydu i wreszcie zabrały głos. Zapoczątkowałyśmy pierwszą od lat publiczną debatę na temat molestowania seksualnego. A więc owszem, ruch #MeToo jest nadal bardzo żywy" - stwierdziła Burke.

Aktywistka podkreśliła, że dla przeciwników tej społecznej inicjatywy proces Deppa i Heard stał się pretekstem do podejmowania usilnych prób jej dewaluacji. "Umniejszanie ruchowi stało się waszym ulubionym sportem. Co kilka miesięcy ogłaszacie śmierć #MeToo, ale to go nie zabije. Bo dla milionów ludzi ten ruch oznacza wolność. Solidarność. Bezpieczeństwo. Oznacza odzyskanie sprawczości. Nie możecie nas zabić, bo jesteśmy czymś więcej niż tylko hasztagiem. Jesteśmy ruchem, wielką społeczną siłą" - zakończyła swój wpis Burke.

Zobacz też:

Ten film wywołał w Polsce skandal. Teraz okazuje się, że to nie koniec

Erotyczne sceny i śmiałe sesje? Tak zaczynała polska gwiazda

Był u szczytu sławy, gdy zniknął. Kariera zniszczona przez seks

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Johnny Depp | Amber Heard | Tarana Burke

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL