Tegoroczna gala rozdania Oscarów jest już za nami. Wielkim zwycięzcą okazał się Paul Thomas Anderson i jego film "Jedna bitwa po drugiej". Produkcja zdobyła łącznie aż sześć statuetek.
Oscary 2026: nuda i przewidywalność? Dziennikarze i krytycy o tegorocznej gali
Choć prowadzący galę Conan O'Brien robił wszystko, by tchnąć życie w uroczystą ceremonię, nie wszyscy byli zadowoleni z efektu. Ze sceny padło kilka ciętych żartów i pojawiły się dość zabawne (a przynajmniej niewywołujące uczucia zażenowania) monologi, jednak oczekiwania były znacznie większe. Polscy i zagraniczni dziennikarze nie kryją rozczarowania tegorocznym wydarzeniem, które najczęściej opisywane jest takimi słowami, jak: bezpieczne, zachowawcze, monotonne.
"Dzisiejsza ceremonia rozdania Oscarów nie była ekscytująca. Wyszła nieco schematyczna. Nie dlatego, że została źle przeprowadzona [...], ale temu, że organizatorzy zdecydowali się pójść najbezpieczniejszą z możliwych dróg" - pisał dziennikarz Variety.
"Trochę się wynudziłam. [...] Jeśli chodzi o przebieg samej gali, to muszę przyznać, że było trochę drętwo. Wolę Conana O'Briena w wersji postrzelonej i niegrzecznej. Tutaj ewidentnie musiał się trochę utemperować i nawet te niby ostrzejsze żarty [...] były równie uczesane i wylakierowane co jego włosy" - mówiła w nagraniu na Instagramie polska dziennikarska Anna Tatarska.
"Jego monolog był uprzejmie nieszkodliwy i momentami wywoływał uśmiech, ale ogólnie rzecz biorąc, Conan O'Brien miał zbyt dominującą rolę podczas ceremonii, a efekt nie był adekwatny do włożonego wysiłku. [...] Jego występy między poszczególnymi kategoriami opierały się na nudnych stereotypach i tanich puentach" - komentowała dziennikarka USA TODAY, Kelly Lawler.
"Szczerze mówiąc, czuję się kompletnie zmęczony. Jestem wyczerpany, zażenowany. [...] Oscary nie mogą już być tym, czym naprawdę chcielibyśmy, by były: wystawnym marzeniem, środkiem przenoszącym nas z codzienności do świata wspaniałości. Powoli zamieniają się w kolejną papkę wylewaną na przepełniony talerz 'treści'. Wiadomości nieustannie przypominają nam, że nic z tego nie ma znaczenia w obliczu niewyobrażalnych okropności. Jednak nawet jeśli ceremonia wręczenia nagród zboczyła z drogi, kino nadal ma znaczenie" - pisał dziennikarz "The Guardian".
Oscary 2026: bezpiecznie o polityce
Jak co roku, nie brakowało tematów okołopolitycznych. Tu jednak również zabrakło pazura i jedynie nieliczni decydowali się, by wprost powiedzieć o swoich poglądach. Choć kilka dowcipów było wymierzonych w obecnego lokatora Białego Domu, starano się robić to w sposób delikatny. Przykładem tego jest wypowiedź wręczającego Oscary Jimmy'ego Kimmela, który pojawił się na scenie przy ogłoszeniu nominowanych za najlepsze filmy dokumentalne. "Ale się wkurzy, że jego żony nie nominowano" - stwierdził prezenter, nawiązując do filmu "Melania".
"Zwróciłam uwagę na dwa takie momenty. Javier Bardem mocno poparł wolną Palestynę, a współtwórca filmu 'Pan Nikt kontra Putin' powiedział ostro o Rosji. Jeszcze Joachim Trier, reżyser 'Wartości sentymentalnej', przypomniał, że jako dorośli jesteśmy odpowiedzialni za los dzieci, nawiązując do sytuacji w Gazie. Conan O'Brien delikatnie żartował sobie z Trumpa, wskazując na brak nominacji dla 'Melanii', co miałoby się nie spodobać prezydentowi. Wszystko to jednak było bardzo niewinne" - cytuje Adriannę Prodeus Polska Agencja Prasowa.
Oscary 2026: niezręczne momenty
Podczas uroczystej gali nie brakowało również momentów niezręczności. Kilkukrotnie (i to w dość brutalny sposób) przerywano zwycięzcom ich przemowy - stało się tak choćby z zespołem kompozytorów pracujących przy "K-popowych łowczyniach demonów".
Widzowie z pewnością na długo zapamiętają także szokującą porażkę nominowanego w kategorii Najlepszy aktor pierwszoplanowy Timothéego Chalameta. 30-latek przed Oscarami spotkał się z ostrą krytyką, ze względu na mocny komentarz dotyczący baletu i opery.
"Nie chcę pracować w balecie albo operze czy rzeczach, o których mówi się 'hej, utrzymajmy to przy życiu, chociaż nikogo to już nie obchodzi'" - powiedział.
Co ciekawe, w trakcie jednego z segmentów muzycznych widzowie mogli obejrzeć... występ baletowy. Choć Chalamet długo uchodził za faworyta do statuetki, na tegorocznej gali czekało go wyłącznie rozczarowanie i upokorzenie.
"Timothee został brutalnie zlekceważony" - skomentował sprawę "Daily Mail".
Oscary 2026: kluczowe pominięcie w sekcji "In Memoriam"
Nie brakowało także poważniejszych i wzruszających momentów. Te pojawiły się przede wszystkim w sekwencji upamiętniającej zmarłych ludzi kina. W czasie ostatnich 12 miesięcy odeszli między innymi Catherine O'Hara, Val Kilmer, Diane Keaton czy Robert Duvall. Niektórzy twórcy otrzymali dłuższe pożegnanie. Jednym z nich był Rob Reiner, który w grudniu 2025 roku został zamordowany wraz ze swoją żoną. Jego sylwetkę przedstawił Billy Crystal, długoletni przyjaciel i częsty współpracownik.
Sekcja "In Memoriam" szybko jednak spotkała się z krytyką. Widzowie zauważyli kilka znaczących pominięć. Na liście brakowało m.in. takich gwiazd, jak Brigitte Bardot, James Van Der Beek czy Robert Carradine.
"Brigitte to ogromne pominięcie" - komentowano.
Zobacz też:
Oscarowa gala. Oto najwięksi zwycięzcy












