Walter Brennan, Daniel Day-Lewis i Jack Nicholson. Teraz dołączył do nich Sean Penn. Lista aktorów z trzema statuetkami Oscara nie jest długa.
"Sean Penn nie mógł być dziś tutaj. Albo nie chciał. Przyjmuję nagrodę w jego imieniu" - powiedział Kieran Culkin po ogłoszeniu, że to Penn dostał Oscara za drugoplanową rolę w "Jednej bitwie po drugiej" Paula Thomasa Andersona.
Penn nie przyszedł wcześniej na galę BAFTY, gdzie też zdobył statuetkę. Natomiast podczas gali Złotych Globów ostentacyjnie palił papierosa, jakby lata 90. nigdy nie minęły. Ukraińskie koleje wykorzystały ten fakt publikując zdjęcie Seana Penna wysiadającego z pociągu. "Sean Penn wybrał Ukrainę zamiast Oscara! I przyjechał do Kijowa. Możemy też potwierdzić: w przedziale Sean Penn nie palił" - czytamy. Następnie swój wpis opublikował prezydent Ukrainy. "Sean, dzięki tobie wiemy, kim jest prawdziwy przyjaciel Ukrainy. Stałeś po stronie Ukrainy od pierwszego dnia wojny. Tak jest do dziś. Wiemy, że nadal będziecie wspierać nasz kraj i nasz naród" - napisał Włodymir Zełeński, publikując zdjęcie z Seanem Pennem, który wybrał spotkanie z nim, zamiast paradowanie na czerwonym dywanie w Los Angeles.
Sean Penn i polityczna neutralność oscarowej gali
Nieobecność Penna na gali mogła być spowodowana nie tylko jego niechęcią wobec celebrytyzmu. Problemem w jego oczach może być też polityczna neutralność, która jest od pewnego czasu znakiem rozpoznawczym oscarowego wieczoru. Dwie dekady temu Sean Penn odbierając pierwszego Oscara za "Rzekę tajemnic" wygłosił tyradę przeciwko wojnie w Iraku. Dziś pewnie nie omieszkałby powiedzieć czegoś o amerykańskiej interwencji w Iranie oraz wojnie w Ukrainie. Tyle, że galę od dwóch lat prowadzi konsekwentnie unikający w swojej pracy politycznych żartów komik Conan O'Brian.
W ostatnich latach filmowcy niespecjalnie kwapili się, by zabierać jednoznaczny głos w sprawach geopolitycznych. Umiarkowane reakcje na to, co dzieje się w Strefie Gazy i Ukrainie, były tego najlepszym dowodem. W tym roku poza Hiszpanem Javierem Bardenem, który wygłosił hasło "wolna Palestyna" i subtelnymi szpilami, jakie w prezydenta Trumpa (bez wymienienia jego nazwiska) wbił jego osobisty wróg Jimmi Kimmel, politycznych manifestów nie było wcale. Nawet współtwórca dokumentu "Pan Nikt kontra Putin" Paweł Talankin dziękując po rosyjsku za Oscara, nie wspomniał Ukrainy i potępił wojnę w uniwersalnym wymiarze. Czy Sean Penn odnalazłby się na tak poprawnej politycznie gali? Wątpię.
Sean Penn "ambasadorem" Ukrainy
Po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 roku Penn apelował do Akademii, by ta pozwoliła przemówić Włodimirowi Zełeńskiemu podczas gali Oscarów. "Jeśli Akademia postanowiła nie zajmować się przywódcami na Ukrainie (...), to każda z osób odpowiedzialna za tę decyzję i wszystko, co z nią związane, będą jedną z bardziej plugawych części historii Hollywood. (…) Jeśli okaże się to prawdą, publicznie stopię moje statuetki" - powiedział. Ostatecznie przekazał Oscara prezydentowi Ukrainy i nakręcił dokument "Superpower", gdzie pokazał pierwsze dni ataku Rosji. Przeszedł też razem z uchodźcami granicę z Polską.
Miałem okazję przeprowadzić wywiad z Seanem Pennem w 2023 roku podczas festiwalu Camerimage w Toruniu, gdzie pokazywał swój film. Zapytałem go wówczas o to, czy jego zdaniem Rosja może się kiedykolwiek zmienić. Odpowiedział, że trzeba w to wierzyć choćby ze względu na rosyjską kulturę, ale póki co Rosja pokazuje "dziką agresję, która jest oderwana od człowieczeństwa".
To bardzo trzeźwa ocena, która predestynuje Penna do bycia ambasadorem Ukrainy. Szczególnie w USA, które pod wodzą administracji Trumpa niebezpiecznie szukają resetu z Rosją. To ciekawa ewolucja samego Penna, który ma przecież w swojej politycznej działalności sporo kontrowersyjnych wyborów. Spotykał się z Raulem Castro i Hugo Chavezem, których wcześniej w swoich dokumentach chwalił inny zdobywca trzech Oscarów, Oliver Stone. W przeciwieństwie do reżysera "Plutonu" i "Drogi przez piekło" (której zresztą sam zagrał), Penn nie zhańbił się wywiadem z Władimirem Putinem. Przeprowadził za to dla magazynu The Rolling Stone kontrowersyjny wywiad z baronem narkotykowym Joaquinem "El Chapo" Guzmánem. Kto by pomyślał, że taka będzie droga aktora, który kiedyś był znany głównie z pijackich ekscesów (spędził nawet miesiąc w więzieniu w 1987 roku) i burzliwej relacji z Madonną.
Sean Penn od początku wybierał role w zaangażowanych filmach
Niemniej jednak od pierwszych lat kariery wybierał role w zaangażowanych społecznie i politycznie filmach. Wpływ na to miało przetrącenie kariery jego ojca, aktora Leo Penna, który został oskarżony z związki z komunistami i w latach 50. znalazł się na tzw. "czarnej liście Hollywood", co go wyeliminowało z kina. Odniósł sukces dopiero wiele lat później jako reżyser telewizyjny takich seriali, jak "Columbo" czy "The Mississippi".
Sean Penn od dziecka pielęgnował więc w sobie głęboką niechęć do polityków. Role w antywojennym manifeście "Ofiary wojny" (1989) Briana De Palmy i "Przed egzekucją" (1995) jednego z czołowych politycznych filmowców Tim Robbinsa były pierwszymi politycznymi filmami Penna. Potem przyszły "Zabić prezydenta" o niedoszłym zamachowcu na Richarda Nixona, "Wszyscy ludzie króla" i w końcu opowiadający o pierwszym homoseksualnym radnym San Francisco "Obywatel Milk" Gusa Van Santa, który przyniósł mu drugiego Oscara.
Penn jest bardzo utalentowanym aktorem, który w swojej filmografii ma cały wachlarz postaci. Pierwszą popularność przyniosła mu przecież rola blond surfera w "Beztroskie lata w Ridgemont High" (1981). Potem były role wyrzutków ("Niegrzeczni chłopcy", Świry"), kino policyjne ("Kolory") czy szalone komedie jak "Nie jesteśmy aniołami" (1989), gdzie zagrał u boku Roberta de Niro. Był skorumpowanym prawnikiem mafii w "Życiu Carlita" De Palmy i ganialnym gitarzystą w "Słodkim draniu" (1999) Woody Allena. Pracował z takimi artystami, jak Paolo Sorrentino ("Wszystkie odloty Chayenne'a") i Terrencem Malickiem ("Drzewo Życia", "Cienka czerwona linia"). To jednak w kinie politycznym pokazuje najostrzejszy pazur.
W filmie "Jedna bitwa po drugiej" stworzył niezwykłą kreację aktorską
W nagrodzonej sześcioma Oscarami (w tym najważniejszym za film roku) "Jednej bitwie po drugiej" Penn tworzy niezwykłą kreację aktorską. Grany przez niego pułkownik Steven J. Lockjaw to z jednej strony brutalny żołnierz, który pragnie być przyjętym do klubu białych suprematystów o kuriozalnej nazwie Christmas Adventurers Club, ale z drugiej czuje seksualny pociąg do czarnoskórych rewolucjonistów. Taką postać łatwo było przerysować, ale Penn potrafi ją genialnie niuansować. Czy dlatego, że w swojej działalności społecznej podkreśla potrzebę dialogu i szukania porozumienia w podzielonej na pół Ameryce?
Po zastrzeleniu kontrowersyjnego prawicowego YouTubera Charliego Kirka, Penn apelował w lewicowym "New York Timesie" o potrzebę dialogu i kompromisu, chwaląc Kirka za chęć rozmowy z oponentami ideologicznymi. Nie każdy miał odwagę to zrobić. Może w tym duchu wyreżyseruje nowy film? Jako reżyser pracował dwa razy z Jackiem Nicholsonem i brał się za różne filmowe gatunki. Od kina policyjnego ("Obietnica") do opowieści o ojcostwie ("Obsesja", "Flag Day"). Może teraz czas na kino polityczne? A może ten wieczny buntownik zaskoczy czymś zupełnie innym?












!["Ekipa zwierzaków" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MNYGRAVLBT8NK-C401.webp)