Żyjemy w erze streamingu, więc polscy widzowie mogą już obejrzeć trzy z pięciu nominowanych w tym roku do Oscara długometrażowych dokumentów. "Pan Nikt kontra Putin" trafi do kin 27 lutego, "Cięcie skał" pokazywano na Warszawskim Festiwalu Filmowym, ale tytuł nie ma, póki co, oficjalnej dystrybucji w Polsce. Na Apple TV jest "Choć, zobacz mnie w dobrym świetle" Ryana White'a, natomiast na HBO Max mamy "Prawo Alabamy".
Ten ostatni wymieniony dokument, zrealizowany przez Andrew Jareckiego i Charlotte Kauffman, jest podobny do "Idealnej sąsiadki" Netliksa. Oba filmy są oparte na nagraniach z telefonów komórkowych samych bohaterów filmu. "Prawo Alabamy" jest wstrząsającym obrazem patologii systemu więziennictwa w stanie Alabama, natomiast "Idealna sąsiadka" pokazuje kulisy zbrodni, która wywołała trzy lata temu kolejną debatę o problemach rasowych w USA.
"Idealna sąsiadka": to zdarzyło się naprawdę. Samoobrona czy zaplanowana zbrodnia?
2 czerwca 2023 roku w spokojnym, niewielkim miasteczku Ocala na Florydzie zastrzelona została 35-letnia Ajike Owens. Zrobiła to 58-letnia sąsiadka Louise Lorincz. Owens była czarna. Lorincz biała. Policja była wielokrotnie wzywana przez liczne awantury, do jakich dochodziło pomiędzy Lorincz i jej sąsiadami. Kobieta zarzucała rodzicom, że nie pilnują swoich dzieci, które miały zakłócać jej spokój. W końcu zdenerwowana Owens pojawiła się pod drzwiami Lorincz, gdy starsza kobieta zabrała jej synowi tablet. Kobieta twierdziła, że przestraszyło ją głośne i agresywne pukanie do drzwi. Mówiła, że chciała ochronić swoje życie, więc oddała strzał w kierunku zamkniętych drzwi, za którymi stała sąsiadka. Kula okazała się śmiertelna.
Dokument Gandbhir, która w zeszłym roku była nominowała do Oscara za świetny krótki metraż "Diabeł ma zajęcie" (dostępny na HBO Max), opowiada historię, której finał znamy. Niemniej jednak jej film od początku do końca trzyma w napięciu. Wydarzenia, które doprowadziły do tego feralnego dnia, oglądamy z perspektyw kilku kamer: tych na mundurach policjantów, ulicznych, antywłamaniowych umieszczonych na drzwiach okolicznych domów oraz z nagrań dokonanych telefonami komórkowymi. Kulminacją filmu jest przesłuchanie na komisariacie, które również widzimy dzięki wszechobecnym kamerom.
Gandbir i montażystka Viridiana Lieberman mistrzowsko łączą ze sobą te nagrania, tworząc dzięki temu błyskotliwą filmową mozaikę. "Idealna sąsiadka" ma świetną dramaturgię i rytm, ale porusza też jak najlepsza fabuła. Twórcy robią to na kilku płaszczyznach. Również gatunkowych.
Jest w tym filmie element znany z programów takich, jak "Cops" [popularne w USA reality show o pracy policji - red.] i wszystkich mutacji, które powstały po nim. Dramaturgię budują obrazy z kamer policjantów, na których widzimy emocje wszystkich bohaterów zdarzeń. Dostajemy też element opowieści kryminalnej. Policja znalazła w komputerze Lorincz dowody na to, że przed zbrodnią wyszukiwała w internecie informacji o stanowym prawie zwanym "stand your ground", czyli prawie do samoobrony na własnym terenie. Biuro szeryfa uznało, że kobieta musiała wcześniej wszystko zaplanować, skoro analizowała prawo stanu Floryda w tym zakresie. Ona jednak tłumaczyła, że sprawdzała tylko kwestie prawne samoobrony, bo bała się o swoje życie przez agresję sąsiadów.
Lorincz ostatecznie została skazana nie na karę śmierci ani dożywocie, ale 25 lat pozbawienia wolności. Spowodowało to protesty czarnoskórych mieszkańców, którzy przekonywali, że łagodny z ich perspektywy wyrok wynikał z koloru skóry Lorincz. Wątek rasowy jest też istotny w "Prawie Alabamy".
"Idealna sąsiadka": oglądając ten dokument czujemy się jak świadkowie wydarzeń
Najważniejszym elementem "Idealnej sąsiadki", który odróżnia go od licznych netliksowych seriali true-crime, jest sposób realizacji. Pozwala on nam poczuć, że nie jesteśmy tylko biernymi widzami, ale świadkami wydarzeń. Twórcy w mistrzowski sposób montują ze sobą nagrania z wielu różnych kamer. Widzimy rzeczywistość z różnych kątów widzenia. Nie jest to prosta manipulacja emocjami, choć oglądamy dzieci Owens, które dowiadują się, że ich mama została postrzelona. Widzimy ich babcię, dowiadującą się o śmierci córki. Obserwujemy też moment załamania się Lorincz podczas przesłuchania. Wszystko bez zbędnej muzyki i ozdobników, mających podkreślić stan emocjonalny wszystkich uczestników tragicznych wydarzeń.
Siłą "Idealnej sąsiadki" jest też możliwość zobaczenia, jak powoli nakręca się spirala nienawiści, która prowadzi do śmierci. Zaczyna się niewinnie i "po sąsiedzku". Starsza kobieta krzyczy na dzieci, że te zbyt głośno się bawią blisko jej domu. To powoduje, że one (jak to dzieci) zaczynają jej dla zabawy dokuczać. To pcha ją do używania wobec nich niecenzuralnych słów łącznie z określeniami rasistowskimi, co ściąga na nią gniew czarnoskórej społeczności. Potem dochodzi do fizycznej agresji. Zabrania zabawki dziecku, interwencji matki i śmiertelnego strzału. Efekt śnieżnej kuli.
Amerykanie analizują ten film w kontekście napięć rasowych, prawa do posiadania broni i prawa do zabicia napastnika na własnym podwórku. To ich spór, którego my w Europie tak mocno nie czujemy. Dlatego "Idealna sąsiadka" działa najmocniej na płaszczyźnie emocjonalnej.
Płacz dzieci po stracie mamy, rozpacz kobiety (sami oceńcie czy udawana), która zabiła i zrujnowała sobie tym życie i wreszcie obraz narastającego konfliktu sąsiedzkiego, który możemy oglądać z pozycji świadka. Filmowo jest to znakomite. Ocenę postaw uczestników wydarzeń każdy może mieć inną. Obiektywizm jest też wielką siłą tego dokumentu.
8/10
"Idealna sąsiadka" (The Perfect Neighbor), reż. Geeta Gandbhir, USA 2025, dokument dostępny na platformie streamingowej Netflix.











