Reklama

Reklama

Steve Carell: 60-letni zawodowiec. Jak został gwiazdą?

Obchodzący 60. urodziny Steve Carell jest jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów komediowych w Hollywood. Stał się rozpoznawalny dzięki pracy korespondenta wyróżnionego nagrodą Emmy programu stacji Comedy Central "The Daily Show with Jon Stewart", później z powodzeniem przeniósł się do programów o dużej oglądalności i ze sporą pewnością siebie zaczął grywać główne role w filmach.

Obchodzący 60. urodziny Steve Carell jest jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów komediowych w Hollywood. Stał się rozpoznawalny dzięki pracy korespondenta wyróżnionego nagrodą Emmy programu stacji Comedy Central "The Daily Show with Jon Stewart", później z powodzeniem przeniósł się do programów o dużej oglądalności i ze sporą pewnością siebie zaczął grywać główne role w filmach.
Steve Carell ma 60 lat /Nathan Congleton/NBCU Photo Bank/NBCUniversal /Getty Images

Pierwszą ważną rolą Steve'a Carella w filmie fabularnym był udział w komedii "40-letni prawiczek" (2005), do której napisał scenariusz wraz z reżyserem Juddem Apatowem. Film dość niespodziewanie stał się wielkim przebojem 2005 roku.

Jednym z największych sukcesów Carella jest główna rola w amerykańskiej adaptacji popularnego brytyjskiego serialu "Biuro" ("The Office", 2005-2011), za którą zdobył w 2006 roku Złoty Glob.

W 2006 roku aktor zagrał także w niezależnej komedii "Mała Miss" nominowanej do Oscara dla najlepszego filmu i do nagrody Gildii Aktorów Kinowych dla wybitnej obsady.

Reklama

W obyczajowej filmie "Ja cię kocham, a ty z nim" (2007) Carell zagrał samotnie wychowującego dzieci wdowca, który zakochuje się w spotkanej w księgarni kobiecie. Nie wie wtedy, że jest to dziewczyna jego brata. Steve Carell udowodnił tą rolą, że znakomicie sprawdza się również w dramatycznych kreacjach.

Aktor nie obawia się również pracy w dubbingu. Użyczył głosu postaci Gru w animowanym przeboju "Jak ukraść Księżyc", usłyszeć można go również w oryginalnej wersji językowej filmu "Horton słyszy Ktosia".

W komedii "Dorwać Smarta" (2008) Steve Carell wciela się w psotać tytułowego agenta Maxwella Smarta, który musi stawić czoła złowrogiej tajnej organizacji o kryptonimie KAOS i udaremnić jej najnowszy plan przejęcia kontroli nad światem". Aktor humorystycznie podsumował tę będącą parodią filmów o Bondzie produkcję. "Powiedziałbym, że w naszym filmie jest 80% komedii, 20% akcji, 15% serca, 35% romansu, 10% przygody i pewnie mniej niż 1% horroru. Kiedy złożymy to wszystko razem, da nam to więcej niż 100% - a to doprawdy więcej, niż można by oczekiwać od jakiegokolwiek filmu" - reklamował "Dorwać Smarta" Carell.

W 2010 roku zagrał z Tiną Fey w komedii "Nocna randka". - Sceny akcji to dopiero zabawa - żartował, wiedząc, że udział w filmach akcji raczej mu nie grozi. - Bardzo chciałbym, żeby w każdym jednym filmie rozbijał się jakiś samochód. Wszystkie sztuczki kaskaderskie wykonuję zresztą sam - oczywiście, z wyjątkiem tych, które mają w sobie jakiś element niebezpieczeństwa! - śmieje się aktor.

W filmie "Kocha, lubi, szanuje" Carell zagrał Cala Weavera, mężczyznę, którego życie nagle legło w gruzach, kiedy żona oznajmiła, że chce rozwodu. Kompletnie rozbity Cal próbuje odnaleźć równowagę przy pomocy... przypadkowo poznanego kobieciarza. - Lubię zrobić najpierw kilka ujęć zgodnych ze scenariuszem, a potem sprawdzić jedno czy dwa, w których mogę się trochę pobawić - Carell ujawnia swoją aktorską metodę.

Kolejnym obrazem Carella, który trafił na ekrany polskich kin, była komedia "Przyjaciel do końca świata".

- Główny bohater, Dodge, dostrzega, w związku z nadchodzącym końcem świata, że żałuje całego swego dotychczasowego życia. Jako sprzedawca ubezpieczeń nigdy nie podejmował ryzyka. Teraz wraca myślą do swej dawnej miłości - i zaczyna działać. By ta postać stała się wiarygodna, widz powinien odnaleźć w niej znajome elementy, poczuć, że w jakimś stopniu jest taki jak Dogde, albo też, że przypomina on jego brata, ojca czy męża. Myślę, że Steve Carell nasycił odtwarzaną przez siebie postać żarliwością i ciepłem. Stał się naszym everymanem, z którym można się zidentyfikować. Steve był naszym pierwszym i jedynym wyborem na odtwórcę tej roli - tłumaczy producentka filmu, Joy Gorman Wettels.

Na wyżyny sztuki aktorskiej (jedyna w karierze nominacja do Oscara!) Carell wspiął się mroczną kreacją cierpiącego na zaburzenia psychiczne multimilionera w filmie "Foxcatcher" Bennetta Millera. Na ekranie trudno było go rozpoznać, wszystko dzięki czasochłonnej charakteryzacji.

- Na planie całkiem o niej zapominałem. Tylko czasami, kiedy mijałem jakieś lustro miałem chwilę zdziwienia - bo nie poznawałem własnego odbicia. To było dziwne uczucie. Co ciekawe, właściwie niemal tylko w takiej charakteryzacji widywali mnie ludzie na planie, bo przyjeżdżałem przed wszystkimi, a wyjeżdżałem po - nakładanie i zmywanie długo trwało. Nagle stałem się dla otoczenia odpychający, przerażający. Ciekawie było patrzeć, jak inni na mnie reagują, kiedy tak wyglądam, jak traktują mnie inaczej - Carell mówił w rozmowie z Interią.

Ostatnią ważną rolą w jego filmografii pozostaje kreacja w oscarowym "Big Short". Aktor przyznaje, że z chęcią występuje w komediach, jak i egzystencjalnych dramatach.

- Nie mam wpływu na to, co ludzie sobie myślą, jakie wyciągają wnioski. Na tym świecie jest miejsce na filmy bezbrzeżnie głupie i śmiertelnie poważne. To jest składowa jego cudowności. Nie uważam, żeby jedno było ważniejsze niż drugie, ludziom tak samo potrzebny jest raz na jakiś czas głupawy śmiech, który rozładowuje emocje, jak i głęboko przeżywane emocje, które ubogacają. Dramat, który przeprowadza nas przez emocjonalny czyściec i komediowy seans, podczas którego płaczemy ze śmiechu, potrafią być równie katarktycznymi doświadczeniami dla widza - Carell mówił w rozmowie z Interią.

Za rolę w "Big Short" aktor otrzymał już ósmą w karierze nominację do Złotego Globu. Kolejną szansę na statuetkę miał dwa lata później, gdy wystąpił w komedii sportowej "Wojna płci". Opowiadała ona historię rozegranego w 1973 roku meczu tenisowego pomiędzy ówczesną pierwszą rakietą świata, Billie Jean King (Emma Stone), a byłym mistrzem i notorycznym oszustem, Bobbym Riggsem (Carell).

W międzyczasie aktor pojawił się jeszcze w komedii retro Woody'ego Allena "Śmietanka towarzyska", a następnie wcielił się w kolejne dwie autentyczne postacie: polityka Donalda Rumsfelda w "Vice" Adama McKaya i fotografa Marka Hogancampa w "Witajcie w Marwen" Roberta Zemeckisa.

Następnie zagrał ojca starającego się wyciągnąć nastoletniego syna z narkotykowego nałogu w dramacie "Mój piękny syn" Feliksa Van Groeningena. Stworzył poruszający ekranowy duet z Timothée Chalametem.

Najlepsza kreacja artysty w ostatnim czasie pochodzi jednak z serialu "The Morning Show". Wcielił się w nim w Mitcha Kesslera, popularnego dziennikarza telewizji śniadaniowej, który zostaje oskarżony o molestowanie koleżanek z redakcji. Kreacja przyniosła mu siódmą w karierze nominację do nagrody Emmy.

Kolejna serialowa kreacja gwiazdora - w komediowych "Siłach kosmicznych" nie była już tak udana. Praca przy wieloodcinkowych produkcjach wyraźnie przypadła jednak do gustu Carellowi, gdyż pod koniec sierpnia zobaczymy go w miniserialu Hulu "The Patient".

Jeśli chodzi o życie prywatne, to niedawno Carell obchodził 27. rocznicę ślubu. Jak powszechnie wiadomo, taki małżeński staż jest w Hollywood prawdziwą rzadkością. 5 sierpnia 1995 roku aktor poślubił znaną z "Saturday Night Live" Nancy Walls, którą poznał, gdy była uczennicą jego klasy improwizacji, gdy uczył w Second City. Mają dwoje dzieci: 21-letnią Elisabeth i 18-letniego Johna.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Steve Carell

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL