Reklama

Reklama

"Orzeł. Ostatni patrol": Takich efektów nie miał żaden polski film historyczny

Takich efektów wizualnych nie miał do tej pory żaden polski film historyczny. Na ekranach kin można już oglądać "Orzeł. Ostatni patrol" w reżyserii Jacka Bławuta.

Takich efektów wizualnych nie miał do tej pory żaden polski film historyczny. Na ekranach kin można już oglądać "Orzeł. Ostatni patrol" w reżyserii Jacka Bławuta.
Rafał Zawierucha w filmie "Orzeł. Ostatni patrol" /Kino Świat /materiały prasowe

W filmie "Orzeł. Ostatni patrol" Jacka Bławuta wykorzystano techniki komputerowe na dużą skalę. Prac podjęło się więcej niż jedno studio postprodukcyjne. Nad jakością realizacji efektów czuwał główny VFX Supervisor filmu Olgierd Grodzki. Prace trwały około roku, a za ich efekt końcowy w większości odpowiadają dwa studia postprodukcyjne: Chimney by Edisen i Platige Image. Studia ściśle współpracowały z twórcami filmu, konsultantami historycznymi i specjalistami z Marynarki Wojennej.

Reklama

Na potrzeby fabuły artyści ze studia Chimney by Edisen stworzyli aż ponad 40 ujęć w całości wygenerowanych komputerowo (full CG), czyli bez wykorzystania planu filmowego czy prawdziwej kamery. Najdłuższe z tych ujęć, mianowicie majestatyczne wynurzenie okrętu trwa 925 tzw. ramek, czyli niemal 40 sekund!, a sam proces symulacji i renderingu (czyli finalnego przeliczania danych) kilkudziesięciu warstw okrętu i spienionej wody możemy liczyć w tygodniach. Artyści ze studia Chimney by Edisen stworzyli różnego rodzaju bomby i miny morskie i cały podwodny świat: od okrętu poczynając, przez ławice ryb i wzburzone fale, rozmaite sekwencje bąbli powietrza pod wodą, na piaszczystym dnie Morza Północnego kończąc. Właśnie wszelkiego rodzaju symulacje wodne, czyli komputerowe odtwarzanie zachowania cieczy (spienione fale, kilwatery, podmorskie wybuchy czy wspomniane wcześniej bąble) okazały się największym wyzwaniem w całym procesie twórczym. 

"Orzeł. Ostatni patrol": Ujęcia są kolorystycznie dopracowane, a jednocześnie bardzo realistyczne

"W filmie jest duszno, klaustrofobicznie. Ujęcia są kolorystycznie dopracowane, a jednocześnie bardzo realistyczne. "Ten język filmowy staraliśmy się zastosować również wtedy, kiedy obserwujemy Orła z zewnątrz. Na pewnym etapie prac, gdy warstwę techniczną mieliśmy już opracowaną, zaczęliśmy rozmawiać z twórcami o naszych efektach w sposób nawiązujący do malowania obrazu. I tak jak w malarstwie, tak i w naszych ujęciach mieszają się ze sobą wszystkie kolory, a dopiero na wierzchu - niczym laserunek - nakładane są tony wody, światło i mrok - tworząc symboliczną błękitną dominantę. Nieocenioną pomocą były inspiracje malarstwem romantycznym z rozbudowaną symboliką koloru, do których mocno nawiązywała operatorka Jolanta Dylewska" - podkreśla Miron Błocki, CG Supervisor.

Aby precyzyjnie wykreować podwodne ujęcia, w studiu Chimney by Edisen na kilka miesięcy zamieszkała ogromna, około 6-metrowej długości, makieta historycznego okrętu ORP Orzeł, by ułatwić jego cyfrowe odwzorowanie z precyzją co do najmniejszego nitu na poszyciu okrętu. "W procesie tworzenia filmu warstwa artystyczna stale przenikała się z techniczną. Wygenerowanie podwodnych eksplozji czy też ożywienie głębin mórz jest oczywiście pewnym wysiłkiem technicznym, lecz dopiero nałożenie na ten świat założeń artystycznych jest prawdziwym wyzwaniem, które odróżnia proces twórczy od odtwórczego" — mówi Marcin Drabiński, CEO Chimney by Edisen.

Platige Image, drugie studio zaangażowane w prace nad cyfrowymi efektami wizualnymi na potrzeby filmu wykonało ponad 100 ujęć efektowych. "Byliśmy odpowiedzialni za wiele ujęć w projekcie, ale przede wszystkim za większość sekwencji okrętu nad powierzchnią wody" — mówi Konrad Kiełczykowski VFX Supervisor. "Największym wyzwaniem były ujęcia sztormowe całkowicie wygenerowane komputerowo, a tym samym kwestia skali okrętu względem fal morskich. Najtrudniejszym zadaniem dla animatorów było nadanie okrętowi masy: by nie wyglądał jak zabawka, a jednocześnie, mimo znacznie potężniejszej masy wodnej, która go otacza, by ukazać jego dzielność w radzeniu sobie w tak ciężkich warunkach, jakie można zastać na Morzu Północnym" — dodaje.

Studio Platige Image było również odpowiedzialne za tzw. "Oko Orła", czyli subiektywne spojrzenie kamery. Wymagało to kreatywnego podejścia oraz zastosowania elastycznych metod, pozwalających na pracę z reżyserem Jackiem Bławutem i operatorką Jolantą Dylewską w czasie rzeczywistym na materiale w rozdzielczości 4K. Paweł Małkowski Online Artist w Platige Image w niezwykle krótkim czasie opracował odpowiedni look dla kilkudziesięciu ujęć.

Ważny wkład w finalny kształt efektów wizualnych miały również studia Di-Factory oraz CoreFx.

Dzięki otwartości reżysera filmu Jacka Bławuta i połączeniu pracy artystów z Chimney by Edisen i Platige Image z pracą kamery Jolanty Dylewskiej udało się uzyskać niespotykane do tej pory w polskim kinie efekty wizualne.

Czytaj więcej:

Brad Pitt dusił własne dziecko? Jest odpowiedź!

Ruszył proces Kevina Spaceya. Aktor twierdzi, że jest niewinny

"Miłość na pierwszą stronę": Ja cię kocham, a ty pstryk [recenzja]

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Orzeł. Ostatni patrol

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy