Reklama

Orlando Bloom: Buntownik z wyboru

Kilka lat temu był uznawany za najseksowniejszego i jednego z najbardziej wpływowych aktorów na świecie. Nic dziwnego, kiedy gra się w takich hitach, jak "Władca Pierścieni", czy "Piraci z Karaibów"... Idolem nastolatków, obchodzący dziś 35. urodziny, Orlando Bloom przestał być jednak na własne życzenie.

Bloom urodził się w Canterbury w hrabstwie Kent. W wieku 16 lat przeprowadził się do Londynu, gdzie na dwa sezony przystąpił do National Youth Theatre. Udało mu się zdobyć stypendium na naukę w British American Drama Academy.

Reklama

Aktor jest absolwentem Guildhall School of Music and Drama w Londynie. W trakcie nauki wystąpił w takich scenicznych klasykach, jak "Antygona", "Trzy siostry", "Mewa", czy "Wujaszek Wania".

Po zakończeniu studiów Bloom zagrał główną rolę w "A Walk in the Vienna Woods". Aktor zadebiutował na ekranie u boku Stephena Frya oraz Jude'a Law w filmie fabularnym "Wilde", opowiadającym o życiu autora "Portretu Doriana Graya". Bloom zdecydował się następnie odłożyć na jakiś czas plany aktorskie i uzupełnić swoje wykształcenie. Po ukończeniu szkoły Guildhall występował jeszcze w detektywistycznym serialu "Morderstwa w Midsomer".

Naj, naj, naj...

Później pojawił się między innymi w małej rólce w "Helikopterze w ogniu" Ridleya Scotta, ale sławny stał się dopiero po angażu do roli Legolasa w trylogii "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona.

Początkowo Bloom przymierzał się do roli Faramira, którą ostatecznie otrzymał David Wenham. Peter Jackson zdecydował jednak, że młody Brytyjczyk wcieli się w innego bohatera. Bloomowi sprzyjało szczęście, Faramir pojawił się dopiero w drugiej części trylogii, podczas gdy Legolasa oglądać możemy w każdym z filmów serii "Władca Pierścieni".

Indywidualny sukces Blooma był pochodną wielkiego zainteresowania, jakim cieszyła się ekranizacja Tolkienowskiej trylogii. Aktorzy serii trzy lata pod rząd nominowani byli do prestiżowej nagrody Stowarzyszenia Amerykańskich Aktorów Kinowych, ostatecznie triumfując za trzecim podejściem. Aktorska ekipa "Władcy Pierścieni" - w obsadzie filmu znaleźli się tak uznani aktorzy, jak Ian McKellan, Christopher Lee, Viggo Mortensen, Cate Balnchett, Liv Tyler oraz Elijah Wood - znajdowała się także w czołówce innych plebiscytów, w tym Teen Choice Awards.

W ciągu dwóch lat z kompletnie anonimowego aktora stał się jednym z najgorętszych nazwisk Hollywood, czego doskonałym dowodem jest fakt, że w 2004 roku Bloom zdetronizował ... Britney Spears jako najbardziej poszukiwanego przez internautów (oraz internautki) gwiazdora.

Rok później Bloom uznany został w plebiscycie opiniotwórczego magazynu "Film Review" za najbardziej wpływowego brytyjskiego aktora. "Już teraz Orlando Bloom jest ikoną kina. W przyszłości aktor ma wielkie szanse stać się prawdziwą legendą ekranu" - zgodnie stwierdzili redaktorzy "Film Review". W walce o zaszczytne miano władcy brytyjskiego kina Bloom pokonał wtedy Keirę Knightley, Clive'a Owena i Daniela Craiga.

Na randkę...z Orlando Bloomem!

"Ten film to był żart. Wiele osób kręciło nosem na sam pomysł zrobienia czegoś w typowym disnejowskim stylu. To Geoffrey Rush pierwszy wspomniał mi o tym projekcie" - Bloom wspomniał moment, kiedy dowiedział się o realizacji "Piratów z Karaibów".

"Pracowaliśmy wspólnie w Australii nad filmem 'Ned Kelly', Rush powiedział wtedy, że scenariusz 'Piratów...' jest świetny, i że powinienem się nim zainteresować. Nadal wiszę mu dziesięć procent mojej gaży, stale mi o tym przypomina" - śmieje się Bloom.

Był to idealny moment na rozpoczęcie nowej filmowej przygody, Peter Jackson zakończył bowiem właśnie realizację ostatniej części "Władcy Pierścieni". Bloom zainteresował się więc ciekawą propozycją i dostał rolę!

Jego postać - Will Turner - była niewątpliwie marzeniem każdej dziewczyny - wierny, waleczny, przystojny, wysportowany.

Nic dziwnego, że w 2007 roku czytelniczki brytyjskiego wydania magazynu "Cosmopolitan" wybrały właśnie Blooma na gwiazdora, z którym najchętniej umówiłyby się na randkę, a brytyjski aktor począwszy od 2003 roku, nieustannie plasował się w czołówce najbardziej seksownych i najbardziej pożądanych "ciach" Hollywood.

Kolejnymi występami - w "Królestwie niebieskim" Ridleya Scotta, "Troi" Wolfganga Petersena czy "Elizabethtown" Camerona Crowe'a - utwierdził silną pozycję na międzynarodowej arenie.

Kiedy wydawało się, że każda rola jest dla niego na wyciągnięcie ręki, Bloom zdecydował się... na przerwę. Odmówił udziału w czwartej części "Piratów z Karaibów", stawiając sobie nowe wyzwanie. Teatr!

Przerwa na reklamę

Na londyńskiej scenie zadebiutował w 2007 roku w teatrze Duke of York sztuce "In Celebration".

Sztuka autorstwa Davida Storeya sceniczną premierę miała w 1969 roku na deskach Royal Court Theatre. W latach 70. na jej podstawie zrealizowano film z Alanem Batesem, Jamesem Bolamem i Billem Owenem w głównych rolach.

Bloom wcielił się w niej w postać jednego z trzech braci, powracających po latach rozłąki do swego rodzinnego domu, gdzie następuje ich emocjonalne pojednanie.

Gwiazdor zebrał za swój występ pozytywne recenzje. Aktor chwalony był za "szczególną wrażliwość", jedynie "Daily Mail" określiło debiut "rozczarowującym". Dodał jednak, że to "nie wina aktora, który dostał za małą rolę".

Od czasu teatralnego debiutu Bloom nie kontynuował jednak scenicznej przygody, angażując się za to w inne przedsięwzięcia. W 2007 roku po raz pierwszy wystąpił w reklamie. 2-minutowy spot dla kosmetycznej firmy Shisheido, utrzymany w konwencji science-fiction, okazał się strzałem w dziesiątkę, pomagając wylansować nowy produkt Uno.


Po dwuletnim rozbracie z kinowym aktorstwem, Bloom powrócił na ekrany w 2009 roku rolą w jednym z segmentów nowelowego filmu "Zakochany Nowy Jork". Potem pojawił się jeszcze w obrazie "Main Street" na podstawie sztuki Hortona Foote'a ("Myszy i ludzie", "Zabić drozda"), gdzie wcielił się w policjanta z małego miasteczka. Jasne jest jednak, że nie w głowie mu już role w superprodukcjach; woli doskonalić aktorskie rzemiosło, niż liczyć na kolejne tytuły przyznawane przez nastolatków.

Nowa osobowość, czarny charakter

W minionym roku mogliśmy go jednak zobaczyć w "Trzech muszkieterach 3D". Brytyjski aktor w ostatniej produkcji Paula W. S. Andersona wcielił się w rolę księcia Buckingham. Artysta wyznał, że inna niż dotychczasowe rola sprawiła, iż czuł się "wyzwolony".

"Nie sądzę, abym zgodził się na rolę D'Artagnana. Chciałem zagrać kogoś złego. Zazwyczaj wcielam się w rolę dobrego faceta i dlatego tak bardzo zależało mi, żeby zagrać w tym filmie. Tylko dlatego zdecydowałem się wziąć w nim udział" - oznajmił Bloom.

"Od razu wiedziałem, że to odpowiednia osoba do takiego projektu, ale nie byliśmy pewni, którą rolę mu zaproponować. W roli muszkietera za bardzo by się kojarzył z 'Piratami z Karaibów'" - ujawnił reżyser "Trzech muszkieterów" dodając, że Bloom już "od jakiegoś czasu chciał uciec od swojego ekranowego wizerunku".

"Stworzył fantastyczną postać złoczyńcy!" - zachwycił się Anderson, który - jak wyjawił Bloom - kazał mu myśleć o księciu Backingham w kategoriach gwiazd rocka, takich jak David Bowie, Jim Morrison, czy Mick Jagger. "To właśnie nowa osobowość księcia Buckingham, a widzowie nie spodziewają się filmu o muszkieterach, który nie bierze się na poważnie. Mój bohater wkracza efektownie na scenę, dolewa oliwę do ognia, prowokuje wszystkich dookoła, po czym znowu znika. To była świetna zabawa" - przyznał Bloom.

Zakończenie "Trzech muszkieterów 3D" jasno daje do zrozumienia, że możemy oczekiwać na sequel przygód D'Artagnana i spółki. Książę Buckingham będzie zaś jeszcze bardziej żądny zemsty niż w przypadku pierwszego filmu.

Stylowy tata

Czasy, kiedy wybierano go za najseksowniejszego aktora świata minęły bezpowrotnie, jednak Bloom nadal wygrywa z plebiscytach. Inna jest tylko ich ranga.

Kiedy rok temu Bloom i jego żona, modelka Miranda Kerr, powitali na świecie swoje pierwsze dziecko, chłopca o imieniu Flynn, internauci docenili, jak prezentuje się dumny tata.

Przyznali mu pierwsze miejsce w plebiscycie na najmodniejszych ojców!

"Jako świeżo upieczony tata, Orlando Bloom bezapelacyjnie pokonał konkurencję, zyskując tym samym status 'najbardziej stylowego sławnego ojca'" - powiedział Andy Barr, dyrektor marketingu portalu MyCelebrityFashion.

"Ludziom ewidentnie przypadł do gustu jego eklektyczny styl ubierania się" - dodał.

Nadchodzący rok to jednak dla Blooma "podróż sentymentalna". Będzie musiał bowiem przypomnieć sobie nie tylko czasy, kiedy był bożyszczem nastolatek, lecz również cofnąć się pamięcią do samych początków aktorskiej kariery. W "Hobbicie" Petera Jacksona ponownie wcieli się w postać Legolasa.

Czy producenci przypomną sobie o zapomnianym gwiazdorze i niegdysiejsze bożyszcze znów zacznie otrzymywać interesujące propozycje kinowe? Pytanie, czy Orlando Bloom chce wrócić do czasów, które kilka lat temu zostawił daleko za sobą?

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Orlando Bloom | Władca Pierścieni: Filmowa Trylogia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje