Reklama

Reklama

Nicolas Cage nie żałuje kompromitujących występów

Bycie najlepiej opłacaną gwiazdą w branży nie zawsze kończy się happy endem. Przekonał się o tym Nicolas Cage. Na początku lat 90. ubiegłego wieku grał w najbardziej kasowych produkcjach, ale już dekadę później pojawiał się w jednej finansowej klapie za drugą, do tego stracił fortunę i popadł w długi. Aby się z nich wykaraskać, przyjmował każdą możliwą propozycję roli. Teraz przekonuje, że nie żałuje żadnego z tych występów. "Nigdy w nich nie udawałem" - mówi.

Bycie najlepiej opłacaną gwiazdą w branży nie zawsze kończy się happy endem. Przekonał się o tym Nicolas Cage. Na początku lat 90. ubiegłego wieku grał w najbardziej kasowych produkcjach, ale już dekadę później pojawiał się w jednej finansowej klapie za drugą, do tego stracił fortunę i popadł w długi. Aby się z nich wykaraskać, przyjmował każdą możliwą propozycję roli. Teraz przekonuje, że nie żałuje żadnego z tych występów. "Nigdy w nich nie udawałem" - mówi.
Nicolas Cage /Emma McIntyre /Getty Images

Niespodziewany upadek Nicolasa Cage'a rozpoczęły klapy takich produkcji jak "Uczeń czarnoksiężnika" czy "Ghost Rider 2". Wkrótce popularny aktor zaczął występować w filmach przeznaczonych od razu do obiegu domowego. Były to niskobudżetowe produkcje klasy C, w których należałoby się spodziewać raczej początkujących aktorów, a nie kogoś z tak bogatym doświadczeniem.

Reklama

Według pojawiających się w tamtym okresie informacji, Cage nie miał wyjścia. Nie dość, że roztrwonił 150 milionów dolarów, to jeszcze musiał oddać urzędowi skarbowemu ponad 6 milionów. Zaczął więc grać w każdym możliwym filmie, by spłacić swoje długi i mieć z czego żyć.

"Wydzwaniają do mnie ci wszyscy wierzyciele i urząd skarbowy, a ja nie jestem w stanie opłacić 20 tysięcy dolarów miesięcznie, by moja mama nie musiała iść do szpitala psychiatrycznego. To wszystko wydarzyło się za jednym zamachem" - wspominał Cage w wywiadzie dla magazynu "GQ".

I dodał, że zaczął grać w czym popadnie, by nie ogłaszać bankructwa, do czego namawiało go wielu. "Rok po roku kręciłem po cztery filmy rocznie. Wciąż jednak musiałem coś w nich odnaleźć, aby móc się zaangażować w te produkcje na całego. Większość z nich była do kitu. Trafiały się wspaniałe, takie jak 'Mandy', ale większość była zła. Mimo to nigdy w nich nie udawałem. A wszyscy byli błędnie przekonani, że kręcę je, ale mam je gdzieś. Troszczyłem się o nie" - wyznał Cage.

I dodał, że chętnie grałby dalej w produkcjach największych hollywoodzkich studiów filmowych, ale ich producenci przestali do niego dzwonić.

Cage przekonuje, że oficjalnie spłacił wszystkie długi. Poza tym sukces kilku jego niezależnych filmów, takich jak ubiegłoroczna "Świnia", sprawił, że aktor zaczął odzyskiwać dawną pozycję.

Kolejnym sygnałem, że Cage wrócił na szczyt, ma być film "Nieznośny ciężar wielkiego talentu", który trafi na ekrany 22 kwietnia.

Zobacz też:

Wychowywał go głównie ojciec. Kim dzisiaj jest syn polskiej seksbomby?

Gwiazda odchodzi z show-biznesu! Co będzie robiła?

Filmy o Ukrainie, które pozwolą lepiej zrozumieć sytuację za wschodnią granicą!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Nicolas Cage

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy