Reklama

Michalina Olszańska: Sukces w Czechach, skandal w Rosji

Michalina Olszańska /Justyna Rojek/DDTVN /East News

Aktorka Michalina Olszańska obchodzi w środę 30. urodziny. Mimo iż regularnie występuje w polskich filmach, największy sukces odniosła w Czechach, otrzymując Czeskie Lwy za rolę w filmie "Ja, Olga Hepnarova". Spore kontrowersje wywołał też w Rosji film "Matylda", w którym zagrała tytułową kochankę cara Mikołaja II.

Michalina Olszańska pochodzi z artystycznej rodziny. Jest córka aktorów Agnieszki Fatygi i Wojciecha Olszańskiego. 

Wszechstronnie utalentowana Olszańska zyskała najpierw rozgłoś jako pisarka. Wydała dwie powieści "Dziecko Gwiazd Atlantydę" i "Zakletą". Pierwsza ukazała się, gdy miała zaledwie 15 lat. "Nie piszę już tak intensywnie jak kiedyś, robię to tylko czasem dla przyjemności. Świat filmowy wypełnił lukę w sercu, którą kiedyś wypełniała literatura. I w aktorstwie, i w pisarstwie chodzi o kreowanie świata. Wciąż to robię, tylko w inny sposób. Kto wie, może kiedyś wrócę do pisania" - powiedziała w rozmowie z PAP Life.

Reklama

Bliska jej sercu jest również muzyka. "Mam za sobą 12 lat szkoły muzycznej. Grałam na skrzypcach. Po maturze dostałam się i do Akademii Muzycznej, i do Teatralnej. W końcu jednak uznałam, że przede wszystkich chcę być aktorką "- wyznała.

Mniej znaną pasją Michaliny jest jubilerstwo. "Hobbystycznie robię biżuterię ze srebra. Zapisałam się nawet na kurs jubilerski. Na gwiazdkę obdarowałam wszystkie kobiety w mojej rodzinie srebrnymi wisiorkami. Teraz mam długą przerwę w kręceniu filmów i postanowiłam zagospodarować jakoś ten czas" - przyznała.

Prostytutka i syrena

Na dużym ekranie Olszańska zaistniała dzięki niewielkim rolom w takich filmach, jak "Miasto 44", "Jack Strong", "Warsaw by Night" czy "Facet (nie)potrzebny od zaraz", jednak ekranowym debiutem aktorki był występ w krótkometrażowym filmie Patryka Jurka "Solange".

Pierwszą główną kinową kreacją Olszańskiej była rola w debiutanckim filmie Katarzyny Jungowskiej "Piąte: Nie odchodź" (2015). 

W filmie Jacka Bromskiego "Anatomia zła" wcieliła się w prostytutkę Halinę. "Do swoich filmów staram się wybierać najlepszych aktorów, jakich tylko mogę" - mówił Jacek Bromski. - "Michalina Olszańska to bardzo świeży talent na polskiej scenie i wróżę jej wielką karierę" - dodawał reżyser.

Przed wyborem Olszańskiej reżyser w duecie z Marcinem Kowalczykiem sprawdzili kilkanaście innych kandydatek do roli. Michalina pozostawiła wszystkie w tyle, chociaż w ich gronie znalazły się znacznie sławniejsze i bardziej rozpoznawalne aktorki. W trakcie zdjęć Olszańska dała się poznać jako osoba szczera i naturalna. Nie miała problemów z nagimi scenami. "Nie przejmowała się swoją nagością. Leżała i spokojnie czekała na kolejne ujęcia" - wspominał reżyser.

Kolejną rolą Olszańskiej był występ w nietypowym musicalu Agnieszki Smoczyńskiej "Córki dancingu", w którym zagrała... syrenę. Jej bohaterka w brutalny sposób rozprawia się z mężczyznami. Przegryza im tętnice i zjada ich serce.  

"Gryzłam surowe świńskie serce, czego moja mama nie chce mi do dzisiaj wybaczyć. Byłam wtedy wegetarianką. Co dziwne, po filmie wróciłam do mięsa. Kręcenie scen jak z horroru było doświadczeniem ekstremalnym. Tak samo jak pływanie w Wiśle w listopadzie pod mostem Gdańskim. Tak jak siedzenie przez sześć godzin z ogonem syreny, bez możliwości skorzystania z toalety" - wspominała aktorka.

Przez większość ekranowego czasu była bez ubrania.

"Oswoiłam się z wykorzystaniem nagości jako narzędzia aktorskiego. Warto podkreślić, że w 'Córkach dancingu' moje ciało nie ma wymiaru seksualnego, chodzi natomiast o nagość zwierzęcia. Seksualność była tylko w momentach uwodzenia, ale w tych scenach akurat nie byłam rozebrana" - mówiła w rozmowie z PAP Life.

Rola życia Michaliny Olszańskiej

W filmie "Ja, Olga Hepnarova" Olszańska zagrała tytułową rolę kobiety, która w 1973 r. celowo wjechała wynajętą ciężarówką w grupę ludzi i jako ostatnia w Czechosłowacji została skazana na karę śmierci. Kreacja Olgi Hepnarovej przyniosła Polce Czeskie Lwy dla najlepszej aktorki.

Rolą Olszańskiej zachwycał się recenzent Interii. "Na barkach polskiej aktorki opiera się cały film. I to dzięki jej kreacji zdecydowanie wart jest uwagi. Olszańska uwiarygodnia każdy nawyk i każdy grymas Hepnarovej. Sprawia, że gdy oglądamy skrawki jej codziennych zmagań, romansów i konfrontacji, wciąż coś przyciąga naszą uwagę. W znakomitej interpretacji gwiazdy 'Córek dancingu' Olga, wiecznie przygarbiona i naburmuszona, staje się osobą magnetyczną. Gdy wreszcie w ostatnich minutach obraz nieco ożywa, to popis aktorki sprawia, że naprawdę wstrząsa" - pisał Adrian Luzar.

"Scenariusz wydał mi się bardzo wzruszający. To historia osoby skrajnie samotnej, a nie złej do szpiku kości. Pomyślałam, że należy jej się ta opowieść, mimo że dokonała morderstw, których nie da się w żaden sposób usprawiedliwić. Ból, który ją do tego popchnął, był jednak tak ogromny, że mnie to uwiodło. Olga próbowała łapać życie, ale była jak Hamlet: gryzła powietrze i rzygała nim. Wszyscy ją odtrącali. Jej orientacja seksualna nie jest kluczowa dla tej historii, ale na pewno wówczas potęgowała jej poczucie osamotnienia. Nie miała jednak problemów ze znalezieniem partnerek" - opowiadała Olszańska.

Lesbijka, socjopatka, morderczyni

Jak przyznała, jej bohaterka "była osobą lekko socjopatyczną, ale nie każdy socjopata jest od razu psychopatą".

"Środowisko nie chciało jej zrozumieć. Próbowano ją wtłoczyć w drobnomieszczańskie ramy. Olga była też lesbijką, ale to nie stanowiło największego problemu, bo udawało jej się znajdować partnerki. Poza tym nie mamy doniesień, że była na tym tle prześladowana. Jednak to na pewno pogłębiało jej 'inność'. Pamiętajmy, że historia dzieje się na początku lat 70., gdy nie mówiło się tyle o tolerancji, pomocy chorym na depresję. Wtedy, jeśli ktoś był inny, 'zadziobywano' go. Czyn Olgi odbieram więc jako gest rozpaczy" - wyjaśniła w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

W filmie Olszańską oglądamy w homoerotycznych scenach.

"Te sceny ogólnie uważam za łatwe. Nie ma w nich żadnej psychologii, to jest coś, co znamy z tysiąca filmów, z własnego życia. To jest banał aktorski, pod warunkiem, że nie wstydzimy się swojej cielesności. Uważam, że akurat aktorzy nie powinni być wstydliwi. Na pewno o wiele trudniejsza jest scena, w której trzeba przeżyć jakiś koszmar wewnętrzny, niż całować się z ładną dziewczyną" - Olszańska wyjaśniała, że nie miała problemów z rozebraniem się przed kamerą.

"Sztuka musi szokować"

- Wydaje mi się, że na pewnym etapie sztuka musi szokować  - Olszańska deklarowała w rozmowie z Interią. Kolejną rolą młodej aktorki była kreacja wyrodnej matki w "Synu Królowej Śniegu".

- Wyzwaniem było nie tyle samo granie matki, co granie takiej matki... Anna to postać patologiczna, kobieta, która nie kocha swojego dziecka. I o ile przy moich wcześniejszych rolach, nawet tych mrocznych i trudnych, potrafiłam zrozumieć osoby, które kreowałam, o tyle tutaj zrozumienie jej było bardzo ciężką pracą. Oczywiście, nie chodzi o usprawiedliwianie Anny, bo jest to niemożliwe i byłoby karygodne, ale wytłumaczenie sobie jej zachowań, bo aktor musi rozumieć swoją postać - inaczej nie byłoby ani roli, ani filmu - wyjaśniała Olszańska, która ma też na koncie tytułową rolę w rosyjskiej produkcji "Matylda".

W filmie Aleksieja Uczitiela wcieliła się w kochankę cara Mikołaja II, który w kościele prawosławnym jest czczony jako święty. Film wywołał w Rosji ogromne kontrowersje. Prawicowi aktywiści, zwracając uwagę na antyreligijny i antyrosyjski charakter filmu, planowali nawet podpalić kino w trakcie premiery.

"Mam tylko jedną prośbę. Jeśli już muszą mnie spalić, to niech to będzie tradycyjny, porządny stos. Bo zginąć w pożarze kina to głupio, a stos ma przynajmniej jakąś wartość metafizyczną. Oczywiście łatwo się nie poddam, już pracuję nad podaniem o azyl w Czechach i Portugalii" - napisała wtedy Olszańska na Facebooku.

Aktorka ma także na koncie udział w międzynarodowym serialu "Rozbite marzenia. 1918-1939", w którym wcieliła się w postać Poli Negri. Olszańską mogliśmy też oglądać w niewielkiej roli w filmie "Sobibór", w którym wcieliła się w Hannę - bogatą, dystyngowaną żydówkę, która wraz z mężem trafia do Sobiboru. "Uważam, że nie ma małych ról. Co więcej, im mniejsza rola, tym stawia więcej wymagań. Z jednej strony trzeba w krótkim czasie pokazać całą postać. Z drugiej, nie można przesadzić w jej barwności" - mówiła PAP Life.

Czytaj więcej:

Rozmowa skandalistów na Instagramie. Ujawnią nieznane fakty?

Dziecięca pornografia? Najbardziej kontrowersyjne filmy Netfliksa!

Johnny Depp może zarobić... 300 milionów dolarów! Niespodziewana oferta!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Michalina Olszańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL