Melissa Barrera przyszła na świat 4 lipca 1990 roku. Studiowała na New York University Tisch School of the Arts. Debiutowała w meksykańskim reality show "La Academia" w 2011 roku.
Jest nie tylko aktorką, ale także piosenkarką. Na koncie ma występy w telenowelach takich jak "Twoja na zawsze" oraz "Tanto amor". Uznanie zdobyła za sprawą serialu "Vida" emitowanego w latach 2018-2020. Dopiero kilka lat później została prawdziwą "królową krzyku", choć zapłaciła za to wysoką cenę.
Przed laty przyznała, że jako latynoska musiała dużo ciężej pracować, by w ogóle być brana pod uwagę w niektórych rolach.
"Trzeba walczyć o więcej miejsca" - wyjaśniła. "Ludzie niekoniecznie szukają osób, które wyglądają jak ty do roli, ale trzeba spróbować... zapukać do drzwi i powiedzieć: 'Hej, wiem, że mnie nie szukasz. Ale może, czy mógłbyś? Po prostu to zrobię, a jeśli ci się spodoba, to może’".
Kocha horrory, ale bez wzajemności
"Uwielbiam horror. To świetna zabawa. I jest tak wiele świetnych scenariuszy horrorów" — powiedziała Barrera w podcaście "The Seeds", chwaląc reżyserów horrorów jako jednych z największych "ryzykantów" w branży.
W "Krzyku" z 2022 roku Barrera wcieliła się w Sam Carpenter, nową protagonistkę serii. Zależało jej na tej roli, ale nie myślała tylko o sobie.
"Głównym powodem, dla którego tak bardzo chciałam dostać tę rolę, było to, że wiedziałam, że ta postać będzie miała rodzinę i że jeśli dostanę tę rolę, to będzie to oznaczało więcej możliwości dla innych Latynosów w innych rolach. Więc to jest coś, o czym się myśli" - wyjaśniła w rozmowie dla "The Seeds".
Miała wrócić do swojej roli w "Krzyku VII", jednak zwolniono ją po wpisach w mediach społecznościowych, w których krytykowała działania Izraela na Bliskim Wschodzie.
Gdy z filmu zrezygnowała także Jenna Ortega, oficjalnie z powodu zdjęć do drugiego sezonu "Wednesday", oraz jego dotychczasowy reżyser Christopher Landon, wytwórnia Spyglass zdecydowała się ponownie zaangażować Neve Campbell, gwiazdę oryginalnej serii. Za kamerą stanie Kevin Williamson, pomysłodawca cyklu. Scenariusz napisano od początku.
Zwolnienie mocno odbiło się na zdrowiu aktorki. Jak sama przyznała, czuła jakby to było dl anie zbyt wiele.
"Były momenty, kiedy czułam, że moje życie się skończyło. Było cicho przez jakieś 10 miesięcy. Wciąż dostawałam oferty na małe rzeczy tu i tam - nie będę kłamać i mówić, że nic się nie działo, ale przekaz z nich był jasny: Ona pewnie nie ma pracy, zgodzi się na wszystko" - wspominała Barrera w wywiadzie dla "The Independent".
Mimo wszystko nie ma złych odczuć względem serii filmów. Wciąż darzy ją sympatią:
"Dały mi one [filmy] dużo w mojej karierze. Nawiązałam naprawdę dobre przyjaźnie. Mam wiernych fanów z tych filmów, którzy teraz oglądają resztę moich rzeczy".
Przykre wydarzenia jednak nie powstrzymały jej. Po roku przerwy aktorka wróciła do pracy na planie - tym razem brała udział w zdjęciach do serialu szpiegowskiego "The Copenhangen Test" stworzonego dla platformy Peacock, a także wystąpiła w filmie "Abigail" - o porwanej ballerinie, która szybko okazuje się być największym koszmarem swoich przeciwników.
Nie uczy się na błędach?
Krótko po tym jak aktorka zdecydowała się odważnie zabrać głos i spotkały ją trudne konsekwencje, znów podjęła się poważnego komentowania. Tym razem postawiła na obronę Rachel Zegler, którą dotknęła krytyka związana z filmem "Śnieżka". Szczególnie mocno zareagowała na jeden z artykułów opublikowanych na łamach "Variety".
"Niedawno opublikowany paszkwil w magazynie Variety próbuje przedstawić Rachel Zegler jako osobę trudną i politycznie radykalną. Nie udaje mu się to. Przedstawia ją jako niesamowicie fajną i pełną uczciwości" - napisała na Instagramie.
Czy spotkają ją jakieś konsekwencje? O tym przekonamy się zapewne za jakiś czas.












