Żaden aktor w historii Hollywood nie był nominowany do Oscara więcej razy niż Jack Nicholson. Legenda Hollywood obchodzi w piątek 85. urodziny.
Jack Nicholson w 1974 roku na festiwalu w CannesGilbert TOURTE/Gamma-RaphoGetty Images
Nicholson jeszcze za życia stał się legendą światowego kina. Po rady do mistrza przychodzi więc wielu młodych artystów. "Zawsze daję jedną: Nie kłam, nie kradnij i nie bój się. Najważniejsza jest ostatnia. Strach powstrzymuje nas przed tworzeniem. Mówię także, że będziemy żałować rzeczy, których w życiu nie zrobiliśmy. Nie lubię myśleć o swoich lękach, ponieważ mogłoby to odsłonić moje tajemnice. Staram się mieć pewność, że doświadczę odrobinę przyjemności każdego dnia" - Jack Nicholson powiedział w wywiadzie dla "The Sun".
Gwiazdor wie, co mówi. Sam, zanim rozpoczął wielką filmową karierę, musiał decydować się na ryzykowne kroki. Kochał kino od zawsze, jednak początkowo praca przy filmach nie przynosiła mu dochodów. Jako młody chłopak był gońcem w dziale kreskówek wytwórni MGM w Los Angeles, tam też studiował w szkole aktorskiej Jeffa Coreya.
Oscarowy rekordzista
Na dużym ekranie zadebiutował w 1958 roku w filmie "The Cry Baby Killer" Justusa Addissa. Szczęście jednak przyniosła mu praca w teatrze. To właśnie tam odkrył go Roger Corman - znany reżyser filmów klasy B, u którego Nicholson szlifował warsztat aktorski przez 11 lat. Dopiero rok 1969 przyniósł aktorowi sławę. Zagrał wówczas w filmie Dennisa Hoppera "Swobodny jeździec".
Lata 70. były eksplozją kariery Nicholsona. Grał w co najmniej jednym filmie rocznie. Można było go oglądać m.in. w takich produkcjach jak: "Pięć łatwych utworów", "Porozmawiajmy o kobietach", "Ostatnie zadanie", "Chinatown" oraz "Lot na kukułczym gniazdem".
Od tej pory Nicholson stał się jedną z największych gwiazd światowego kina, a jego sława trwa do dziś. Przez 65 lat swojej artystycznej kariery zagrał w kilkudziesięciu filmach. Jest także scenarzystą i producentem.
Nicholson był nominowany do Oscara dwanaście razy. Statuetkę odebrał trzykrotnie. Oprócz "Lotu nad kukułczym gniazdem" tę nagrodę przyniosły mu role w filmach "Czułe słówka" (1983) oraz "Lepiej być nie może" (1997).
W jednym rzędzie z Marlonem Brando i Jamesem Deanem
Pierwszą w karierze nominację do Oscara Nicholson otrzymał za drugoplanową rolę borykającego się z alkoholowym problemem prawnika George'a Hansona w kultowym dziele kontrkultury - "Swobodnym jeźdźcu" (1969) Dennisa Hoppera. Nicholson zawdzięczał swój pierwszy sukces odrobinie szczęścia, trafił do obsady "Swobodnego jeźdźca" po tym, jak przewidziany do roli Hansona Rip Torn pokłócił się z reżyserem Dennisem Hopperem.
Rok później Nicholson wystąpił u boku Karen Black w kolejnym sztandarowym dziele kontrkultury - dramacie "Pięć łatwych utworów" Boba Rafelsona, opowiadającym o związku robotnika i kelnerki. Z nominacją do Oscara (dla obojga aktorów) przyszło uznanie Nicholsona za ikonicznego odtwórcę ról antybohaterów. Krytycy zaczęli stawiać Nicholsona w jednym rzędzie z Marlonem Brando i Jamesem Deanem.
Kolejna filmowa kreacja - rola w "Ostatnim zadaniu" Hala Ashby'ego (1973) - przyniosła Nicholsonowi nie tylko nominacje do Oscara i Złotego Globu, lecz także Złotą Palmę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Cannes. Krytyk Roger Ebert pisał, że obraz Ashby'ego swój sukces zawdzięcza w znacznej mierze właśnie odtwórcy głównej roli. "Stworzył postać tak kompletną i skomplikowaną, że przestajemy myśleć o filmie i koncentrujemy się na tym, co zrobi [jego bohater]".
Rola prywatnego detektywa Jake'a Gittesa w kryminale Romana Polańskiego "Chinatown" to kolejna wyróżniona nominacją do Oscara kreacja Nicholsona. Krytyk Roger Ebert stwierdził, że był to dla aktora nowy początek; od momentu "Chinatown" kolejne artystyczne wybory Nicholsona znamionowały już dojrzałość i samoświadomość. Krytyk napisał, że "jako Jake Gittes [Nicholson] wszedł w buty Bogarta".
Wcześniej na planie Polański i Nicholson stoczyli prawdziwy bój: reżyser rozrysowywał na planie dokładne miejsca, przez które mieli przechodzić lub stawać aktorzy, czym doprowadzał Nicholsona do furii. "Ten p... polski krasnal" - miał się wyrażać aktor o reżyserze. Dopiero jak zobaczył rezultat pracy, zmienił zdanie. Nicholson i Polański zostali przyjaciółmi, a film otrzymał 11 nominacji do Oscara.
Pierwsze ujęcie najlepsze
Pierwszego Oscara w karierze przyniosła Nicholsonowi rola pacjenta szpitala psychiatrycznego Randle'a P. McMurphy'ego w "Locie nad kukułczym gniazdem" Milosza Formana - ekranizacja głośnej w kontrkulturowych kręgach powieści Kena Kesseya pod tym samym tytułem. Reżyser pozwolił Nicholsonowi improwizować na planie, zwłaszcza w scenach grupowej terapii. Recenzentka Marie Brenner stwierdziła, że ekranowa prezencja Nicholsona zainspirowała innych aktorów do stworzenia ról życia oraz porównała niektóre ze scen "Lotu nad kukułczym gniazdem" do aktorskiej intensywności "Ojca chrzestnego".
Forman chciał osiągnąć pełen realizm. Dlatego też nakazał swoim aktorom brać udział w sesjach terapeutycznych. Pozwalał im również na sporo improwizacji. Wszystkie te zabiegi miały wyzwolić aktorów i w pełni "zanurzyć" ich w grane przez nich postaci. Zabieg udał się do tego stopnia, że Danny DeVito, który grał jednego z pacjentów, wymyślił sobie wyimaginowanego przyjaciela, z którym rozmawiał po zdjęciach. Przez moment zaistniała nawet obawa, że cała "psychodrama" wymknie się spod kontroli, a aktorom za bardzo udzieli się atmosfera ośrodka dla umysłowo chorych. Byli jednak oni pod stałą opieką lekarzy, a sam DeVito do końca był świadom, że jego "przyjaciel" jest tylko wytworem wyobraźni.Sunset Boulevard/CorbisGetty Images
To właśnie tak doskonale stworzony zespół aktorski sprawił, że filmowy "Lot..." stał się tak przekonujący. Wiele scen kręconych było bez wiedzy aktorów - m.in. wspomniane już sekwencje zajęć grupowych. Immersja filmowa, którą Forman zapewnił swoim aktorom, sprawiła, że każda postać w filmie stała się niezapomniana. Trudno jest wskazać najbardziej wyrazistą postać drugoplanową. Chyba najbardziej pamiętny jest wspomniany już Wódz Bromden. Wspaniałą rolę zagrał również Brad Dourif, który wcielił się w rolę pacjenta-jąkały Billy'ego Babita.FilmPublicityArchive/United ArchivesGetty Images
Ciężka praca opłaciła się. Film został doceniony przez krytyków i widownię. Oprócz wspomnianego Oscara dla Fletcher, "Lot..." wyróżniony został również Oscarem za najlepszy film, najlepszą reżyserię, najlepszego aktora pierwszoplanowego i najlepszy scenariusz adoptowany.Michael Montfort/Michael Ochs ArchivesGetty Images
Propozycja pracy nad ekranizacją literackiego arcydzieła była zatem szansą na triumfalny powrót na filmowy piedestał i podbicie amerykańskiej widowni. Forman przekonał się jednak, że praca nad "Lotem..." nie będzie należała do łatwych i przyjemnych. Szybko pojawiły się bowiem konflikty z autorem literackiego pierwowzoru, który również aktywnie włączył się w pracę nad filmem. Konflikt dotyczył głównie spraw kadrowych. Kessey uparł się, że główną rolę ma zagrać Gene Hackman. Kwestią sporną była również postać Wodza Bromdena (w filmie w tej roli wystąpił Will Sampson). Pisarz chciał bowiem, aby zgodnie z literackim pierwowzorem, postać Bromdena była również narratorem całej historii.
Żadne z "życzeń" Kesseya nie zostało spełnione. Co ciekawe, oburzony pisarz do tego stopnia znienawidził pracę nad ekranizację swojej powieści, że nigdy nie widział efektu końcowego. Plotka głosi nawet, że kiedyś przypadkiem trafił na ten film w telewizji. Z początku nie był świadom, że ogląda "Lot nad kukułczym gniazdem", a sam film zainteresował go do tego stopnia, że zaczął go oglądać. Kiedy jednak zorientował się, że jest to film Formana - od razu zmienił kanał.Roy Jones/Evening Standard/Hulton ArchiveGetty Images
Jak zapewne wszyscy wiedzą, reżyserem "Lotu..." został Miloš Forman. Czeski filmowiec bezsprzecznie uważany jest dziś za jedną z legend kina, jednak nawet tak błyskotliwa kariera nie pozbawiona była poważnych "zakrętów". Forman po sporych sukcesach w Europie przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie w 1971 roku zrobił swój pierwszy anglojęzyczny film - "Odlot". Historia opowiadająca o małżeństwie, które poszukuje zaginionej córki, została dobrze przyjęta przez amerykańską krytykę, ale nie odniosła finansowego sukcesu, co w Los Angeles uważa się za jeden z największych grzechów.
To właśnie w tym momencie kariera Formana przygasła. Dwa lata później pracował on jeszcze nad wspólnym projektem - "Wizja ośmiu" - zbiorze filmowych etiud, które przedstawiały poszczególne aspekty rywalizacji sportowych. Ten film również nie został przebojem.Nury Hernandez/New York Post Archives /NYP Holdings, IncGetty Images
Jak widać nie tylko w sporcie, ale również w kinie praca zespołowa jest kluczem. Po latach Jack Nicholson wspominał pierwsze spotkanie z obsadą: "Usłyszałem, że nigdy nie miałem takiej miny, kiedy zobaczyłem wysiadającą z samolotu ekipę. Nigdy nie widziałem wcześniej DeVito, który wyglądał.... dosyć dziwnie na tym obrazku".
Z pewnością Nicholson nie żałuje spotkania z DeVito. Stworzył wraz z nim jeden z najbardziej pamiętnych filmów drugiej połowy XX wieku. Rocznica premiery tego arcydzieła może być zatem dobrą okazją, aby jeszcze raz "przelecieć nad kukułczym gniazdem".Sunset Boulevard/CorbisGetty Images
Kwestia głównej roli była sprawą sporną już od początku pracy nad filmem. Z początku "pewniakiem" do tej roli był Kirk Douglas, który grał McMurphy'ego w adaptacji teatralnej. Praca nad filmem toczyła się jednak już w połowie lat 70., czyli 10 lat po scenicznej premierze "Lotu...". Czas jest nieubłagany, przekonał się o tym Douglas, kiedy uznano, że do tej roli jest już za stary. Na giełdzie nazwisk padło jeszcze kilka gwiazd. Mówiło się o Marlonie Brando, sam Forman najchętniej widział w tej roli Burta Reynoldsa. Rola przyznana została ostatecznie Jackowi Nicholsonowi, który miał już status filmowej gwiazdy - widzowie podziwiali go już m.in. w "Chinatown" i "Easy Rider". Republic PicturesGetty Images
Forman swój prawdziwy kunszt zaprezentował jednak nie w wyborze głównego aktora, ale w zbudowaniu aktorskiego zespołu, który doskonale współpracował z Nicholsonem. Czeski reżyser postawił przed obsadą niełatwe zadanie. Aby w pełni oddać atmosferę szpitala psychiatrycznego, postanowił zrealizować zdjęcia w... prawdziwym szpitalu psychiatrycznym. Sami aktorzy, łącznie z gwiazdą - Jackiem Nicholsonem - mieli obowiązek mieszkać na terenie zakładu przez cały okres trwania zdjęć. Szpital działał również normalnie, dlatego aktorzy mieli okazję rozmawiać z pacjentami aby, jak powiedział Vincent Schiavelli: "Poczuć, jak to jest być hospitalizowanym".Sunset Boulevard/CorbisGetty Images
Grzechem byłoby nie wspomnieć również o roli pielęgniarki Mildred Ratched, w którą wcieliła się mało znana Louise Fletcher. Życiowa rola amerykańskiej aktorki zapewniła jej rok później Oscara.Herbert Dorfman/Corbis Getty Images
Geneza powstania filmu "Lot nad kukułczym gniazdem" sięga 1962 roku, kiedy wydana został książka autorstwa amerykańskiego powieściopisarza Kena Kesseya. Powieść z miejsca stała się przebojem, który wychwalany był zarówno przez krytyków jak i czytelników. Ogromna popularność powieści Kesseya przypieczętowana została jej broadwayowską adaptacją w reżyserii Dala Wassermana. Literackie bestsellery rzadko muszą długo czekać na filmowa adaptację i nie inaczej było w tym przypadku.Michael Ochs ArchivesGetty Images
W kolejnych latach Nicholson grywał w wybitnych filmach wybitnych reżyserów - wspomnijmy chociażby "Zawód reporter" Michelangelo Antonioniego czy "Lśnienie" Stanleya Kubricka, jednak kolejną nominację do Oscara przyniosło mu już dzieło z lat 80. W "Czerwonych" Warrena Beatty'ego wcielił się w drugoplanową postać pisarza Eugene'a O'Neilla.
Rola emerytowanego astronauty Garretta Breedlove'a w "Czułych słówkach" (1983) Jamesa L. Brooksa dała Nicholsonowi Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. Duża w tym zasługa partnerującej mu na ekranie Shirley MacLaine; to właśnie między ich bohaterami rozgrywają się najlepsze dialogi filmu (np. Nicholson odbierający telefon od MacLaine, tuz po wyjściu z basenu: "Wiedziałem, że zadzwonisz. Na szczęście dla nas zrobiłem tylko sześć długości").
"Zadziwiał mnie w każdej scenie. Film został zmontowany głównie przy wykorzystaniu pierwszych ujęć każdej ze scen z jego udziałem" - reżyser "Honoru Prizzich" John Houston, był pod wrażeniem aktorskiego talentu Jacka Nicholsona. Rola zabójcy Charleya Partanny przyniosła aktorowi kolejną nominację do nagrody Akademii.
Po raz ostatni nominację do Oscara otrzymał Nicholson w 2002 roku za tytułową rolę w filmie Alexandra Payne'a "Schmidt". Aktor wcielił się w agenta ubezpieczeniowego, który nagle traci pracę i żonę.
Mimo że od 15 lat jego nazwisko nie pojawia się już wśród oscarowych kandydatów, fani Nicholsona wciąż czekają na "szczęśliwą 13-tkę".NEW LINE PRODUCTIONSEast News
Za ten uśmiech kochamy go najbardziej! Trzecią i, jak dotąd, ostatnią statuetkę Akademii Nicholson otrzymał za rolę w komedii "Lepiej być nie może" (1997) - kolejnym sukcesie firmowanym nazwiskiem reżysera "Czułych słówek" - Jamesa L. Brooksa.
Nicholson wcielił się w postać nowojorskiego pisarza cierpiącego na zespół obsesyjno-kompulsyjny, a uznanie krytyków przełożyło się na kasowy sukces filmu; "Lepiej być nie może" było drugą najbardziej dochodową produkcją w karierze Nichoslona - po "Batmanie" Tima Burtona.SONY PICTURESEast News
Lata 90. Nicholson rozpoczął od kolejnej nominacji do Oscara - za drugoplanową rolę w "Ludziach honoru" Roba Reinera. Aktor wcielił się w postać pułkownika Nathana R. Jessepa, próbującego tuszować przed wymiarem sprawiedliwości występujące w amerykańskiej armii zjawisko fali.Collection ChristophelEast News
Końcówka lat 80. przyniosła jeszcze jedną wielką rolę Nicholsona. W dramacie Hectora Babenki "Chwasty" aktor wcielił się w alkoholika Francisa Phelana (na ekranie partnerowała mu inna oscarowa rekordzistka - Meryl Streep).
Everett CollectionEast News
"Zadziwiał mnie w każdej scenie. Film został zmontowany głównie przy wykorzystaniu pierwszych ujęć każdej ze scen z jego udziałem" - reżyser "Honoru Prizzich" John Houston, był pod wrażeniem aktorskiego talentu jacka Nicholsona.
Rola zabójcy Charleya Partanny przyniosła aktorowi kolejną nominację do nagrody Akademii.Everett CollectionEast News
Rola emerytowanego astronauty Garretta Breedlove'a w "Czułych słówkach" (1983) Jamesa L. Brooksa dała Nicholsonowi Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. Duża w tym zasługa partnerującej mu na ekranie Shirley MacLaine; to właśnie między ich bohaterami rozgrywają się najlepsze dialogi filmu (np. Nicholson odbierający telefon od MacLaine, tuz po wyjściu z basenu: "Wiedziałem, że zadzwonisz. Na szczęście dla nas zrobiłem tylko sześć długości").Everett CollectionEast News
W kolejnych latach Nicholson grywał w wybitnych filmach wybitnych reżyserów - wspomnijmy chociażby "Zawód reporter" Michelangelo Antonioniego czy "Lśnienie" Stanleya Kubricka, jednak kolejną nominację do Oscara przyniosło mu już dzieło z lat 80. W "Czerwonych" Warrena Beatty'ego wcielił się w drugoplanową postać pisarza Eugene'a O'Neilla.Collection Christophel / RnBEast News
Pierwszego Oscara w karierze przyniosła Nicholsonowi rola pacjenta szpitala psychiatrycznego Randle'a P. McMurphy'ego w "Locie nad kukułczym gniazdem" Milosza Formana - ekranizacja głośnej w kontrkulturowych kręgach powieści Kena Kesseya pod tym samym tytułem.
Reżyser pozwolił Nicholsonowi improwizować na planie, zwłaszcza w scenach grupowej terapii. Recenzentka Marie Brenner stwierdziła, że ekranowa prezencja Nicholsona zainspirowała innych aktorów do stworzenia ról życia oraz porównała niektóre ze scen "Lotu nad kukułczym gniazdem" do aktorskiej intensywności "Ojca chrzestnego".Mary Evans Picture LibraryEast News
Rola prywatnego detektywa Jake'a Gittesa w kryminale Romana Polańskiego "Chinatown" to kolejna wyróżniona nominacją do Oscara kreacja Nicholsona.
Krytyk Roger Ebert stwierdził, że był to dla aktora nowy początek; od momentu "Chinatown" kolejne artystyczne wybory Nicholsona znamionowały już dojrzałość i samoświadomość. Krytyk napisał, że "jako Jake Gittes [Nicholson] wszedł w buty Bogarta".Everett CollectionEast News
Kolejna filmowa kreacja - rola w "Ostatnim zadaniu" Hala Ashby'ego (1973) - przyniosła Nicholsonowi nie tylko nominacje do Oscara i Złotego Globu, lecz także Złotą Palmę dla najlepszego aktora na festiwalu filmowym w Cannes.
Krytyk Roger Ebert pisał, że obraz Ashby'ego swój sukces zawdzięcza w znacznej mierze właśnie odtwórcy głównej roli. "Stworzył postać tak kompletną i skomplikowaną, że przestajemy myśleć o filmie i koncentrujemy się na tym, co zrobi [jego bohater]".Mary Evans Picture LibraryEast News
Rok później Nicholson wystąpił u boku Karen Black w kolejnym sztandarowym dziele kontrkultury - dramacie "Pięć łatwych utworów" Boba Rafelsona, opowiadającym o związku robotnika i kelnerki. Z nominacją do Oscara (dla obojga aktorów) przyszło uznanie Nicholsona za ikonicznego odtwórcę ról antybohaterów. Krytycy zaczęli stawiać Nicholsona w jednym rzędzie z Marlonem Brando i Jamesem Deanem.Everett CollectionEast News
Żaden aktor w historii Hollywood nie był nominowany do Oscara więcej razy niż Jack Nicholson. Z okazji 80. urodzin gwiazdora przypominamy wszystkie jego dostrzeżone przez Akademię kreacje.
Pierwszą w karierze nominację do Oscara Nicholson otrzymał za drugoplanową rolę borykającego się z alkoholowym problemem prawnika George'a Hansona w kultowym dziele kontrkultury - "Swobodnym jeźdźcu" (1969) Dennisa Hoppera. Nicholson zawdzięczał swój pierwszy sukces odrobinie szczęścia, trafił do obsady "Swobodnego jeźdźca" po tym, jak przewidziany do roli Hansona Rip Torn pokłócił się z reżyserem Dennisem Hopperem.Everett CollectionEast News
Końcówka lat 80. przyniosła jeszcze jedną wielką rolę Nicholsona. W dramacie Hectora Babenki "Chwasty" aktor wcielił się w alkoholika Francisa Phelana (na ekranie partnerowała mu inna oscarowa rekordzistka - Meryl Streep).
Lata 90. Nicholson rozpoczął od kolejnej nominacji do Oscara - za drugoplanową rolę w "Ludziach honoru" Roba Reinera. Aktor wcielił się w postać pułkownika Nathana R. Jessepa, próbującego tuszować przed wymiarem sprawiedliwości występujące w amerykańskiej armii zjawisko fali.
90 milionów dolarów za rolę Jokera w "Batmanie"
Trzecią i, jak dotąd, ostatnią statuetkę Akademii Nicholson otrzymał za rolę w komedii "Lepiej być nie może" (1997) - kolejnym sukcesie firmowanym nazwiskiem reżysera "Czułych słówek" - Jamesa L. Brooksa. Nicholson wcielił się w postać nowojorskiego pisarza cierpiącego na zespół obsesyjno-kompulsyjny, a uznanie krytyków przełożyło się na kasowy sukces filmu; "Lepiej być nie może" było drugą najbardziej dochodową produkcją w karierze Nichoslona - po "Batmanie" Tima Burtona.
Jeśli chodzi o postać Jokera z tego ostatniego obrazu - aktor najpierw odrzucił propozycję udziału w filmie. Do Nicholsona trafił w końcu argument, że rolą Jokera mógłby przysporzyć sobie nowej, młodej generacji fanów. Była też i przynęta finansowa: pięć milionów dolarów zaliczki i spory procent od zysku. Gwiazdor przyjął też rolę Jokera kuszony perspektywą bliższego poznania Kim Basinger. Aktorka opisała później jego zachowanie na planie, jako "szalone, ohydne i najbardziej nacechowane seksualnie ze wszystkich ludzi, których znam".
Warto był wejść w ten interes. "Batman" stał się największych sukcesem kasowym roku. Szacuje się, że na filmie gwiazdor zarobił ok. 90 mln dolarów. Nicholson spożytkował czek za rolę, kupując m.in. kilka obrazów Picassa, Matisse'a i Łempickiej do swojej kolekcji.
Po raz ostatni nominację do Oscara otrzymał Nicholson w 2002 roku za tytułową rolę w filmie Alexandra Payne'a "Schmidt". Aktor wcielił się w agenta ubezpieczeniowego, który nagle traci pracę i żonę. Mimo że od 20 lat jego nazwisko nie pojawia się już wśród oscarowych kandydatów, fani Nicholsona wciąż czekają na "szczęśliwą 13-tkę".
Życie żigolaka
Aktor, oprócz wielkiego talentu, pieniędzy i sławy, ma także słabość do płci pięknej... Wybrankami gwiazdora było wiele kobiet. W 1960 roku wziął ślub z Sandrą Knight. Z tego związku ma córkę, Jennifer. Po ośmiu latach para rozwiodła się. W grudniu 1970 roku urodził się syn Nicholsona - Caleb. Jego matką jest aktorka Susan Anspach. W 1973 roku gwiazdor zaczął spotykać się z Anjelicą Huston, córka słynnego reżysera Johna Hustona. Rozstał się z nią w 1990 roku, gdy dowiedział się, że zostanie ojcem dziecka Rebeki Broussard - aktorki i modelki. Córka Nicholsona, Lorraine, urodziła się w 1990 roku.
Jack Nicholson w Rebeccą BroussardARNAL/Gamma-RaphoGetty Images
Dziś Nicholson nabrał już dystansu do swojej sławy, kariery oraz zabawowego życia. "Jeśli ktoś powie: 'Jack jesteś kobieciarzem', nie zaprzeczam. Ale życie żigolaka zawsze kończy się źle. Czuję się niekomfortowo z powodu wszystkich tych seksualnych legend. Nie mam już tyle energii, żeby pracować i szaleć, dlatego podczas kręcenia kilku ostatnich filmów rzadko opuszczałem nocami hotel" - przyznał w wywiadzie dla "The Sun".
Nicholson po raz ostatni zagrał w filmie "Skąd wiesz?" z 2010 roku. Rok później wziął udział w filmie poświęconym Cormanowi, u którego zaczynał karierę. Czy to już czas na emeryturę? "Na szczęście jestem już w takiej sytuacji, że nie muszę zrywać się co rano i biec do roboty" - komentował sam Nicholson.
"Skąd wiesz?" [trailer]
Ale uwaga! Wszystko może się zmienić, bo - jak powiedział Stephen King - "to nie jest zwykły człowiek". "Z tego, co wiem, nigdy nie zagrał zwyczajnego faceta i nie jestem pewien, czy by potrafił" - ocenił Nicholsona najbardziej znany autor horrorów na świecie.
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.