Robert De Niro ma dziś status żywej legendy. Człowiek, który potrafi zagrać gangstera, komika i faceta po przejściach. Ale zanim stał się ikoną kina, był dzieciakiem z Nowego Jorku, który wolał teatr od szkolnej ławki.
W wieku 16 lat porzucił szkołę. W tamtym momencie postawił na aktorstwo na serio, a nie jako hobby po lekcjach. I to jest fakt, który do dziś robi wrażenie, bo większość gwiazd lubi opowiadać o trudnych początkach, ale u niego to było bardzo konkretne: brak dyplomu szkoły średniej, bo wybrał inną drogę.
Jednak nie zaniedbał edukacji - uczył się u znanych nauczycieli aktorstwa i szlifował warsztat w środowisku, gdzie liczy się technika, praca z tekstem, prawda emocji, budowanie postaci i dyscyplina. To z kolei zaowocowało w przyszłości. Zagrał w ponadczasowych hitach - "Gorączka", "Taksówkarz", "Przylądek strachu", "Poradnik pozytywnego myślenia".
Trudno więc wyobrazić sobie, by ktokolwiek chciałby usunąć go z historii kina, tym bardziej dziwią mocne słowa Donalda Trumpa, który... stwierdził, że aktor powinien opuścić USA.
Robert De Niro nie jest mile widziany?
Wpis na Truth Social pojawił się w środę, 25 lutego, po orędziu Trumpa. Prezydent skierował swój gniew w stronę swoich największych krytyków, w tym Roberta De Niro, i zasugerował, że aktor powinien "wsiąść na statek" oraz określił go jako "kolejnego chorego i szalonego człowieka o skrajnie niskim IQ, który nie ma pojęcia, co robi ani mówi".
"Kiedy wczoraj wieczorem patrzyłem, jak rozpłakał się zupełnie jak dziecko, zdałem sobie sprawę, że może być jeszcze bardziej chory niż szalona Rosie O'Donnell, która jest teraz w Irlandii i próbuje znaleźć sposób na powrót do naszych pięknych Stanów Zjednoczonych. Jedyną różnicą między De Niro a Rosie jest to, że ona jest prawdopodobnie nieco mądrzejsza od niego, co niewiele znaczy" - napisał prezydent.
Wypowiedź ta jest prawdopodobnie pokłosiem wystąpienia aktora, który powiedział, że czuje się "zdradzony przez swój kraj". W poniedziałek także zdecydował się na krytykę prezydenta.
"Trump jest wrogiem tego kraju, nie oszukujmy się" - powiedział w podcaście "The Beast People". "(...) My też jesteśmy Amerykanami. I jest nas więcej, ponieważ wierzymy w to, co dobre, a co złe; w empatię i życzliwość".










