Reklama

Reklama

Adam Woronowicz: Aktorstwo w dobrej wierze

Debiutował dokładnie 25 lat temu rolą w spektaklu „Śleboda” na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie. Dziś jest jednym z najbardziej uniwersalnych polskich aktorów, potrafiących zagrać zarówno księdza, jak i seryjnego mordercę czy ekranowego antyamanta. Od niemal ćwierćwiecza wierny jest jednej kobiecie. "Małżeństwo to wielka rzecz, święta rzecz... Ważniejsza niż największe role" - uważa Adam Woronowicz.

Debiutował dokładnie 25 lat temu rolą w spektaklu „Śleboda” na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie. Dziś jest jednym z najbardziej uniwersalnych polskich aktorów, potrafiących zagrać zarówno księdza, jak i seryjnego mordercę czy ekranowego antyamanta. Od niemal ćwierćwiecza wierny jest jednej kobiecie. "Małżeństwo to wielka rzecz, święta rzecz... Ważniejsza niż największe role" - uważa Adam Woronowicz.
Adam Woronowicz /Jacek Domiński /Reporter

W pierwszych latach swojej kariery występował przed kamerą sporadycznie. Pojawiał się gościnnie w serialach. Na pierwszym miejscu stawiał teatr. Od 1997 do 2001 roku był związany z Teatrem Rozmaitości w Warszawie, później Teatrem Powszechnym (do 2009 roku) a następnie znów z TR. Na scenie pojawia się do dziś i odnosi na niej ogromne sukcesy.

Woronowicz stał się rozpoznawalny za sprawą roli księdza Jerzego Popiełuszki w filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas" Rafała Wieczyńskiego. Produkcja zebrała słabe recenzje, ale okazała się komercyjnym sukcesem.

Reklama

Uznaniem cieszyła się natomiast jego drobna rola w "Rewersie" Borysa Lankosza. Wcielił się w Józefa, adoratora bohaterki granej przez Agatę Buzek, który stara się zdobyć jej względy niezbyt wyszukanym dowcipem. Kilka minut na ekranie przyniosło Woronowiczowi pierwszą nominację do nagrody Orzeł.

Adam Woronowicz: Twarz przestępcy

Przełomem w jego karierze okazała się rola gangstera Grubego w "Chrzcie" (2010) Marcina Wrony. Mówiący z niepokojącym spokojem, bezwzględny szef gangu pomógł aktorowi zapobiec zaszufladkowaniu po roli Popiełuszki. Przyniósł mu także nagrodę Orzeł na najlepszą rolę drugoplanową.

"Wiem, że jestem w stanie zagrać naprawdę skrajnie różne role. Jeśli ktoś mi zaufa, da czas do pracy nad rolą, to jestem w stanie zmierzyć się z każdym zadaniem" - aktor deklarował w początkach kariery.

W następnych latach Woronowicz wypracował kilka typów postaci, w które chętnie się wcielał. Jednym z nich był znerwicowany inteligent, łączący poczucie wyższości nad innymi z dołującymi go kompleksami. Pierwszy raz miał okazję wcielić się w taką postać w filmie "Baby są jakieś inne" Marka Koterskiego, gdzie zagrał kolejną inkarnację postaci Adasia Miauczyńskiego. Woronowicz z chęcią wciela się także w czarne charaktery: zarówno wulgarnych przestępców ("Pitbull: Ostatni pies" Władysława Pasikowskiego), jak i seryjnego zabójcę ("Czerwony pająk" Marcina Koszałki). 

Przygotowując się do drugiej z wymienionych ról Woronowicz konsultował się ze współpracownikiem FBI. Jak sam przyznaje, nie przeszkadza mu, że wiele osób kojarzy go z postaciami złoczyńców.

"Takie postaci są dla aktora bardzo ciekawe, jeśli chodzi o pracę nad nimi. Bardziej złożone, intrygujące. Znalazłem swoją niszę i jest mi w niej wygodnie" - powiedział w wywiadzie z Danielem Łukaszewskim.

Adam Woronowicz: Zapach sztucznej krwi

Ogromną popularność zyskał następnie dzięki serialowi "Pakt", w którym wcielał się w postać polityka Dariusza Skalskiego. 

Sam aktor nie chce określać, która rola była najważniejsza w jego karierze, ocenę tę pozostawiając widzom. "Zdarza się, że przychodzi rola, która staje się tą rolą, o której inni powiedzą, że to jest rola życia, ale często nie aktor o tym decyduje, tylko widz i splot różnych wydarzeń, które sprawiają, że to wybucha i o tym się mówi, że to jest rola życiowa" - Woronowicz mówił agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Następnie aktor występował w jednej z głównych ról w popularnym serialu TVN "Diagnoza". Wcielał się w nim w postać prof. Jana Artmana, chirurga z rybnickiego szpitala, człowieka o skomplikowanej osobowości, któremu trudno w oczywisty sposób zyskać sympatię widzów.  

Woronowicz przyznaje, że aspektem produkcji, którego nie zapomni do końca życia jest... zapach sztucznej krwi. "Na dodatek ta ciecz ma to do siebie, że się bardzo klei, co jakiś czas trzeba ją rozcieńczać wodą, po nagraniu sceny trudno ją z siebie zmyć. Zaręczam - wbrew temu, co mogą myśleć niektórzy, nie używamy na planie ketchupu" - żartował w wywiadzie z Anną Bugajską.

W 2018 roku pojawił się w epizodzie w obsypanej nagrodami "Zimnej wojnie" Pawła Pawlikowskiego. Sam wyróżnienie odebrał jednak za inny film - "Kamerdynera" Filipa Bajona. Wcielił się w arystokratę, głowę pruskiej rodziny von Kraussów. Film ukazywał losy Kaszubów na przestrzeni 45 lat - od początków XX. wieku do końca drugiej wojny światowej. Woronowicz znów wcielił się w postać zakompleksioną, dumną i wulgarną. Krytycy byli podzieleni, niektórzy wytykali okropne dialogi - jak kwestię o "mapie Europy wartej twojego tyłeczka", którą von Krauss raczy jedną z sypiających z nim pokojówek. Niemniej podczas Festiwalu w Gdyni w 2018 roku Woronowicz otrzymał za tę rolę nagrodę za najlepszą rolę męską.

Adam Woronowicz: Każdy w coś wierzy

Adam Woronowicz wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że wiara jest dla niego fundamentem życia. Przywiązanie do religii przekazali mu rodzice i babcia, te same wartości wyznaje jego żona. Zdaniem odtwórcy roli księdza Jerzego Popiełuszki każdy człowiek w coś wierzy: niekoniecznie w chrześcijańskiego Boga, lecz w dobro, miłość, dzień, który ma nastąpić po kolejnym.

"Ludzie, którzy chodzą do kościoła i do niego nie chodzą, ludzie którzy wierzą i nie wierzą, którzy walczą z drugim człowiekiem i nie walczą, każdy w coś wierzy i chce tę wiarę przekazać komuś innemu, swoim bliskim" - mówił agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Aktor podkreśla, że stara się nie dzielić ludzi na wierzących i nie wierzących, choć zdaje sobie sprawę, że tego typu podziały funkcjonują w społeczeństwie. Jego zdaniem klasyfikowanie i podkreślanie różnic jest naturalną częścią ludzkiej egzystencji. "Podział zawsze był i będzie na świecie, na lewicę i prawicę, na wierzących i niewierzących, chodzących do kościoła i nie chodzących. Taki jest świat" - przekonuje Woronowicz.

Artysta twierdzi, że człowiek z natury jest istotą duchową. Jeśli ktoś nie doświadcza tej sfery życia, jest godzien współczucia, wypełnia go bowiem głęboka pustka. Zdaniem aktora to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą się człowiekowi przydarzyć. "Pustka wewnętrzna i samotność to straszna rzecz, nikomu ich nie życzę" - twierdzi Woronowicz.

Adam Woronowicz: Zachował "czystość" aż do ślubu

Andrzej Woronowicz od ponad dwóch dekad idzie przez życie u boku ukochanej Agnieszki. Żonę nazywa swą największą - a przy tym pierwszą i ostatnią - miłością. By spotkać dziewczynę, która zagości w jego sercu na zawsze, marzył, gdy był jeszcze licealistą. Właśnie wtedy postanowił, że dla tej jedynej zachowa "czystość" aż do ślubu. I słowa danego sobie dotrzymał!

Koledzy ze stołecznego Teatru Rozmaitości odradzali Woronowiczowi ożenek, twierdząc, że powinien wcześniej się wyszumieć. "Ale ja wiedziałem, że dłużej nie mogę być sam" - mówi aktor.

Adam Woronowicz nie kryje, że żona była pierwszą kobietą w jego życiu, a on był dla niej pierwszym mężczyzną. "Czekaliśmy na siebie. Warto czekać" - wyznał po latach, wspominając noc poślubną jako przeżycie czyste, piękne i niezwykle podniosłe.

"Zawsze mówię młodym ludziom, aby nie dali się oszukać, zwieść opowieściami o życiu na próbę. Małżeństwo to wielka rzecz, święta rzecz... Ważniejsza niż największe role, które będę grał" - twierdzi.

Tego dnia, gdy przed ołtarzem przysiągł Agnieszce dozgonną miłość i wierność, postanowił, że danego jej słowa nigdy nie złamie. Są razem już 23 lata, doczekali się czwórki pociech. "Wymodliłem sobie taką rodzinę" - mówi aktor.

Adam Woronowicz, czyli antyamant w bieliźnie

W 2021 roku Adama Woronowicza mogliśmy oglądać w dwóch zapadających w pamięć kinowych kreacjach.

"Moim wspaniałym życiu" Łukasza Grzegorzka wcielił się w kochanka głównej bohaterki - obdarzonego specyficznym seksapilem nauczyciela z tej samej szkoły, który umawia się z postacią Buzek na nagie schadzki z paleniem marihuany. 

Z kolei w nostalgicznej "Zupie nic" Kingi Dębskiej grał już pierwsze skrzypce jako sfrustrowana głowa rodziny - niezbyt zaradny architekt, siedzący pod pantoflem dominującej żony (Kinga Preis).

Woronowicz nie boi się igrać ze swoim ekranowym wizerunkiem. W "Moim wspaniałym życiu" prezentuje typ podstarzałego lowelasa z brzuszkiem (jego nagi taniec z szarfą Mister Nysy to jeden z najzabawniejszych momentów filmu), z kolei w "Zupie nic" ze swadą prezentuje aktorstwo "na procentach", szarżując z wyczuciem do granic kabaretowej rozrywki. Wydaje się, że Woronowiczowi obce jest poczucie obciachu - z każdej, nawet najbardziej ryzykownej sytuacji, zawsze udaje mu się wyjść obronną ręką.  

Zobacz też:

Ten film wywołał w Polsce skandal. Teraz okazuje się, że to nie koniec

Erotyczne sceny i śmiałe sesje? Tak zaczynała polska gwiazda

Był u szczytu sławy, gdy zniknął. Kariera zniszczona przez seks

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Adam Woronowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL