Reklama

Reklama

30-latka za stara do roli? Gwiazdy walczą z kultem młodości!

Świat filmu rządzi się swoimi własnymi prawami. Od początku istnienia Hollywood panował w nim kult piękna i młodości. Ta młodość dotyczyła jednak głównie kobiet, które po przekroczeniu czterdziestki skazane były głownie na role czyiś matek, a nawet babek. Od kilku lat gwiazdy zagranicznego i polskiego kina walczą z wszelkimi przejawami ageizmu.

Niecały rok temu zniecierpliwieni fani czekali na premierę kontynuacji kultowego "Seksu w wielkim mieście". Gwiazda produkcji, Sarah Jessica Parker, promowała nowy sezon w grudniowym wydaniu "Vogue’a". Gdy tylko sesja okładkowa ujrzała światło dzienne, w sieci zawrzało. Mało kto zwracał uwagę na piękne stylizacje aktorki. Wzrok internautów skupił się bowiem na... jej włosach. 56-latka na okładce "biblii mody" pokazała swoje naturalne włosy, w których widoczne były pasma siwizny. 

Internauci nie zostawili na niej suchej nitki. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do wielu jej koleżanek z branży, nie obawia się starości i unika wizyt w gabinetach medycyny estetycznej. Sama aktora nie przejęła się krytyką. Nie ma zamiaru udawać młodszej niż jest. "Wszędzie o tym pisano. Siwe włosy były odmieniane przez wszystkie przypadki. Prezenter Andy Cohen jest siwy. Wygląda pięknie. To, co ze mną jest nie tak? Czasem aż nie wiem, co powiedzieć. Nas, kobiety nieustannie poddaje się krytyce. "Ale jest pomarszczona" albo "ale jest wyprasowana", mówią. Wiem, jak wyglądam. Co mam z tym zrobić? Przestać się starzeć? Zniknąć?" - powiedziała w jednym z późniejszym wywiadów. 

Reklama

Gwiazdy stawiają na naturalność! Jodie Foster, Andie MacDowell i Hellen Mirren kończą z farbowaniem włosów

Siwe włosy na czerwonym dywanie

Trudno się nie zgodzić z SJP. Od starzejących się aktorów nikt nie wymaga ukrywania siwizny. Powstają listy najprzystojniejszych aktorów po pięćdziesiątce, niemal wychwalając ich pod niebiosa za każdą oznakę upływającego wieku. Podczas ubiegłorocznego festiwalu w Cannes furorę zrobiła Andie MacDowell. Gdy gwiazda takich produkcji, jak "Dzień świstaka", "Cztery wesela i pogrzeb" czy "Sprzątaczka", pojawiła się na czerwonym dywanie wszyscy mówili tylko o niej. A dokładnie o jej burzy siwych włosów. Stylizacja aktorki została odczytana jako manifest przeciwko panującemu w Hollywood ageizmowi, a w ślad za nią błyskawicznie poszły inne celebrytki.

Według wielu osób "wyzwolenie" kobiecej siwizny zawdzięczamy... pandemii. Większość salonów piękności została zamkniętych ze względu na globalny lockdown i wiele osób przestało farbować swoje włosy. Duża część kobiet przekonała się do swoich naturalnych odcieni, a szczególnie do siwizny. Gwiazdy ekranów pokazywały się na instagramie w "domowej" wersji, bez makijażu, z cieniami pod oczami, zmarszczkami, nieułożonymi włosami. Jeszcze kilka lat temu widok największych gwiazd Hollywood w naturalnej odsłonie był czymś bardzo rzadkim. Aktorki, które pokazały się bez retuszu na okładce, chwalono za odwagę. Dzisiaj postępowe jest niefarbowanie siwiejących włosów. 

Jednak "przyzwolenie" na starzenia się kobiet nie zmienia faktu, że ageizm nadal jest obecny nie tylko w świecie filmu. Co z tego, że aktorki nie muszą farbować włosów, jeśli dla wielu producentów przestają istnieć po przekroczeniu pięćdziesiątki? Głośno mówi o tym Geena Davis, gwiazda filmu "Thelma i Louise" Ridleya Scotta. W rozmowie ze stacją CBS News aktorka zauważyła, że niewiele zmieniło się od czasu, kiedy 30 lat temu zagrała w kultowym filmie. 

Wraz z premierą "Thelmy i Louise" twierdzono, że wraz z nim zmieni się sytuacja aktorek w Hollywood, które za sprawą sukcesu filmu otrzymają więcej szans na lepsze role. Według Davis nic takiego nie miało miejsca, w szczególności jeśli chodzi o aktorki po pięćdziesiątce. "To dwie zupełnie różne sprawy być aktorką po 50-ce i aktorem po 50-ce. Większość postaci kobiecych ma po dwadzieścia kilka lat, podczas gdy postaci kreowane przez aktorów są o 10, 20 lat starsze" - tłumaczyła Davis.

"Kobiety osiągają szczyt kariery w wieku 20 i 30 lat, natomiast mężczyźni później, gdy mają 40 i 50 lat. W związku z tym aktorzy chcą wyglądać w filmach młodziej (często po to, by podobać się młodszym osobom), więc chcą mieć przy sobie młodsze partnerki (...) i właśnie dlatego kobiety tak rzadko dostają role po 40-stce i 50-stce" - przyznała aktorka podkreślając, że nadal powstaje o wiele więcej ról dla starszych mężczyzn niż dla starszych kobiet. Geena Davis zajmuje się tematyką ageizmu od dawna. 

Według badań przeprowadzonych w 2020 roku przez firmę TENA oraz Geena Davis Institute on Gender in Media na Mount Saint Mary’s University, osoby powyżej 50. roku życia to 20 procent postaci, które widzimy na ekranie. Jednak kobiety powyżej 50. roku życia stanowią zaledwie jedną czwartą tych postaci. Obecność kobiet w tym wieku na ekranie wynosi zatem jedynie 5 proc. Często dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których dojrzałą kobietę gra aktorka przed trzydziestką. "Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, role były pisane dla kobiet po pięćdziesiątce, a dostawałam je ja. A teraz mam trzydziestkę i myślę sobie: 'Dlaczego 24-latka dostała tę rolę?'" - mówiła w jednym z wywiadów Anne Hathaway.

Geena Davis: Nadal nie ma ról dla starszych aktorek

Za stara na kochankę, za młoda na babcię

O tym, że są "za stare" do roli usłyszało wiele znanych aktorek. Maggie Gyllenhaal dowiedziała się o tym, gdy miała 37 lat, a jej potencjalny filmowy partner był już grubo po pięćdziesiątce. Olivia Wilde przekonała się o tym kilka lat wcześniej. Miała zaledwie 27 lat, gdy usłyszała, że jest zbyt "wyrafinowana", by zagrać żonę dobiegającego czterdziestki Leonardo Dicaprio. Później dowiedziała się, że tak naprawdę szukali kogoś młodszego. Rola powędrowała więc do 22-letniej Margot Robbie.

Hollywood nie obchodzi się łaskawie nawet ze swoimi największymi gwiazdami. Nicole Kidman, która gra niemal od dziecka, również doświadczyła dyskryminacji ze względu na wiek. Wydawałoby się, że dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych aktorek na świecie role zawsze się znajdą. "Byłam sfrustrowana, podobnie jak wiele innych kobiet. Nagle usłyszałam coś w stylu: 'Cóż, to by było na tyle. Jesteś po czterdziestce i nie interesuje nas twój sposób opowiadania historii, pomysły, ani to, kim jesteś jako kobieta, czy człowiek'" - wyznała w rozmowie z magazynem "The Mail on Sunday". Australijka zajęła się więc produkcją własnych filmów i seriali. 

W 2019 roku Charlize Theron była gościem programu "Watch What Happens Live with Andy Cohen". 44-letnia wtedy aktora odniosła się do plotek, według których miała odrzucić rolę Wonder Woman. "To przykład na to, jak Hollywood daje ci w twarz, kiedy zaczynasz się starzeć. Ktoś powiedział mi: W "Wonder Woman" jest akcja, chcemy być pewni, że jesteś tego świadoma. Ja na to: Nie jestem w temacie. Co robi Wonder Woman? Ta osoba odpowiedziała mi: Nie, nie, tu chodzi o jej mamę". Rola superbohaterki trafiła ostatecznie do Gal Gadot, która jest młodsza od Theron o dziesięć lat. Laureatka Oscara wyznała, że wtedy zdała sobie sprawę z przekroczenia pewnej, niewidzialnej granicy, z której istnienia nie zdawała sobie do tej pory sprawy. 

W 2014 roku na aktorską emeryturę przeszła Cameron Diaz. Ta decyzja zaskoczyła wielu fanów 42-letniej wówczas aktorki. Gwiazda "Maski" doskonale wiedziała, że wraz z przekroczeniem czterdziestki będzie jej coraz trudniej o nowe role. "Nie miałam już 25 lat i wszyscy o tym wiedzieli. Więc nie miałam już żadnej wartości" - przyznała w wywiadzie dla "Mirror". "To okrutna rzecz, jaką nasze społeczeństwo robi kobietom. Powiedzieć im, że zawiodły w procesie, który jest całkowicie normalny i naturalny" - dodała Diaz. 

Gwiazda Hollywood postanowiła oddać się życiu rodzinnemu. Diaz w jednym z wywiadów ujawniła, że wraz z opuszczeniem Fabryki Snów, mocno zmieniły się jej priorytety - m.in. w kontekście dbania o wygląd. "Hollywood jest pułapką, z której postanowiłam uciec. Do pewnego momentu sama ulegałam presji związanej z byciem nieskazitelną. Byłam ofiarą stereotypów i uprzedmiotowienia, któremu poddawane są kobiety. W ciągu ostatnich ośmiu lat przeszłam metamorfozę. Dziś wygląd nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Jeśli chodzi o pielęgnacyjne rytuały czy upiększające zabiegi, nie robię dosłownie nic".

Cameron Diaz zdradziła, co zrobiła po porzuceniu kariery

"Młodość zawsze jest bardziej interesująca"

Legenda światowego kina, Catherine Deneuve, przyznała w rozmowie z magazynem "Sens", że łatwiej się starzeć w Europie niż Hollywood. "Europejczycy na szczęście nie mają takiej obsesji na punkcie młodego wyglądu jak Amerykanie, co jest szczególnie widoczne w przemyśle filmowym, modowym i kosmetycznym. Dojrzała aktorka ma we Francji znacznie więcej możliwości bycia aktywną w zawodzie. To, co dzieje się w Hollywood, przeraża mnie. Walka o młody wygląd i jak najlepszych chirurgów plastycznych osiąga poziom histerii. Wszystkie te przeraźliwie chude kobiety są do siebie podobne, wyglądają jak plastikowe lalki Barbie" - zauważyła aktorka.

Jednak mimo zapewnień Deneuve, europejskie kino wcale nie jest wolne od ageizmu. Widać to również i na naszym polskim podwórku. Mówiła o tym m.in. Danuta Stenka w rozmowie z "Co za tydzień". "Słyszałam, że jestem za stara do roli postaci w moim wieku" - przyznała gwiazda "Nigdy w życiu". W rozmowie z "Faktem" opowiedziała nieco więcej o codzienności aktorek po pięćdziesiątce, do których coraz rzadziej dzwonią reżyserzy z propozycjami współpracy. "Granice wiekowe się przesunęły, ale i tak dla pań 50-, 60 plus zdecydowanie nie ma ról. A powinny być, bo jak wiemy, na świecie pojawiają się role nie tylko ciekawe dla samej aktorki, ale też fantastycznie odbierane przez widzów. Ze starszą aktorką też można stworzyć świetną opowieść" - mówiła. Aktorka zaznaczyła przy tym, że z problemem ageizmu nie muszą się borykać mężczyźni, bo dla starszych aktorów nie brakuje interesujących ról.

Problem ten poruszyła również Izabela Kuna w rozmowie z Interią. "Kobieta po pięćdziesiątce wchodzi w taką smugę cienia, w której nam się wydaje, że jest mniej atrakcyjna, że jest starsza i pewne rzeczy są za nią. W związku z tym jesteśmy przyzwyczajeni do młodych, pięknych kobiet, które grają główne role, bo to przyciąga. Młodość zawsze jest bardziej interesująca, ale na szczęście się to zmienia". Aktorka przyznała jednak, że sama jest dziwnym przypadkiem, bo od kilku lat jej kariera przeżywa renesans. 

"Te historie o kobietach dojrzalszych są coraz bardziej atrakcyjne. Pokazują, że kobieta nie umiera po pięćdziesiątce, ale nadal jest wspaniałą osobą, jaką była w wieku dwudziestu lat. O tym należy opowiadać. Nie z powodu poprawności politycznej, ale dlatego, że tak wygląda życie i to jest bardzo, bardzo ciekawe. Wydaje mi się, że trendy na świecie szybciej do nas przychodzą i u nas też się dzieje. Nie ma już ról wyłącznie dla bardzo młodych dziewczyn, ale też dla takich starszych pań jak ja. Z czego się oczywiście bardzo cieszę" - dodała aktorka, którą za niedługo będzie można oglądać w serialu "Morderczynie". 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL